Przed domem wujka spotkałam Sarade. Dziewczynka podbiegła do mnie i uścisnęła mnie z całych sił. Uśmiechała się od ucha do ucha. Z radością na twarzy powiedziała:
- Słyszałam, że pokonałaś jednego z Piaska. Jestem z ciebie dumna.
Również się uśmiechnęłam. Przy Saradzie nie da się zachowywać poważnie. Jej oczy są tak wesołe. Tego właśnie mi brakowało. Ciepłego spojrzenia osoby, która mnie kocha. Wraz z Saradą i z Naruto-sensei weszłam do domu wujka. W kuchni zastałam ciocie, która właśnie przygotowywała obiad. No tak jestem głodna. Od tygodnia nic nie jadłam. Tak mi się wydawało. Mogłam się mylić. Teraz zjadłabym całą zawartość lodówki. Przełknęłam ślinę i usiadłam za stołem. Oparła brodę o ręce i wpatrywałam się w ciocie Sakure. Ta pod wpływem mojego spojrzenia odwróciła się. Uśmiechnęła się i powiedziała:
- Niech zgadne, jesteś głodna?
Przytaknęłam. Byłam naprawdę głodna. Jak już wspominałam zjadłabym coś.
- Już ci robię.
Naruto-sensei i Sarada również usiedli przy stole. Miałam cichą nadzieje, że to Hokage będzie mnie uczył. Wujek nie nadawał się na nauczyciela. Westchnęłam. Nagle do kucchni wszedł wujek Sasuke. No to niedługo trening. Po prostu super. Mam nadzieje, że uda mi się zdać egzamin. Strasznie chciałam być chunninem. Im większy stopień tym lepszy ninja musi być. Mój tata był moim niedoścignionym wzorem. W wieku zaledwie czternastu lat został Anbu. Westchnęłam. Zaczęłam zastanawiać się nad przebiegiem treningu, kiedy przede mną pojawiła się miska ciepłego ramenu. Złapałam miskę i zaczęłam jeść. Przeważnie jem wieczorem, ale dzisiaj byłam tak głodna, że nie miało to dla mnie różnicy jaka jest pora dnia. Wujek usiadł naprzeciwko mnie i powiedział:
- Jak zjesz pójdziesz na tyły domu. Porozmawiam chwile z Naruto i przyjdę do ciebie.
Skinęłam głową. Jednak wujek zamierza od razu mnie przetestować.
Kiedy zjadłam, poszłam do ogrodu tak jak kazał wujek.
Ogród był duży. Okalały go drzewa, które skutecznie odgradzały podwórko od wioski. Stałam na środku rozglądając się za jakąś ławką. Znalazłam ją w altanie na końcu podwórka. Ruszyła w tamtym kierunku, kiedy usłyszałam głos wujka. Podkradłam się do nich.
- Posłuchaj mnie Naruto. Mam ważniejsze rzeczy na głowie niż uczenie podstaw Hiny.
- Ona nie musi uczyć się podstaw. Wystarczy jej trening z shairnagnem.
- Nadal uważam, że to kiepski pomysł. Lepiej będzie jeśli ty ją czegoś nauczysz.
Byłam w szoku. Jednak wujek nie chce mnie uczyć. W końcu ja też tego nie chciałam, ale szybko to zaakceptowałam. Naruto-sensei chciał abym trenowała z kimś kto umie posługiwać się sharinganem.
- Sasuke, ona jest bardzo utalentowana. Nauka zajmie ci najwyżej tydzień. Później przejmę role trenera.
Wujek myślał przez chwilę. Wiedziałam, że jestem nie na rękę wujkowi. Nie powinnam trenować z Sasuke-sama. Od samego początku powinnam zacząć treningi u Hokage. Wtedy przynajmniej miałabym pewność, że się czegoś nauczyłam. Po za tym sharingan jest całkiem prosty w ,, obsłudze". Znalazłam dziennik taty, w którym opisuje korzystanie z sharingana. Wydaje się całkiem prostym elementem walki. Jednakże z drugiej strony dla mnie praktycznie wszystko jest łatwe. Uśmiechnęłam się i już chciałam w parować tam i powiedzieć, że chcem aby uczył mnie Naruto-sensei, kiedy poczułam ból w nodze. Jak sie mogłam spodziewać bandaż na mojej lewej nodze rozdarł się. Po prostu pięknie. Najciszej jak potrafiłam wycofałam się. Miałam farta, nic sobie dodatkowego nie zrobiłam. Odwróciłam się i potknęłam się o własne stopy. Noga zaczęła mocniej mnie boleć, gdyż cały upadek poszedł na nią. No po prostu świetnie. Noga jest wyautowana z treningu. Wszyscy wkurzą się jeszcze bardziej. Kiedy próbowałam zabandazować od nowa swoje kolano, wujek wraz z sensei weszli do ogrodu. Widząc moje starania Hokage zaczął się śmiać.
- Uważasz to za zabawne? Ona wiecznie się potyka. To nie jest normalne.
Naruto-sensei spoważniał i z groźną miną spojrzał się na wujka.
- Dobrze, w takim razie będę trenował twoją bratanice.
Hokage podkreślił dwa ostatnie słowa. Na pewno chciał wpłynąć na sumienie wujka Sasuke. Sensei podszedł do mnie i wziął mnie na ręce po czym ruszył w stronę szpitala.
Kiedy Hinata-sama bandażowała mi nogę, czułam się w środku pusta. Dowiedziałam się, że moja rodzina to tylko iluzja. Nagle Naruto-sensei powiedział:
- O czym tak myślisz?
Spojrzałam w jego niebieskie oczy i dostrzegłam troskę. Tą samą, którą widziałam u taty. Uśmiechnęłam się. Jednak mam rodzinę. Są nimi moi przyjaciele. Naruto-sensei jest moim ,,wujkiem", Koruto denerwującym ,,bratem", a Fuji moim ukochanym. Miałam rodzinę, mimo że moja prawdziwa to tylko iluzja.
- O niczym sensei. Kto teraz zajmie się moim treningiem? Zmarnowałam cały tydzień leżąc w szpitalu.
Naruto-sensei zaczął się śmiać. Myślał przez chwilę po czym powiedział:
- Myślę, że sharingana nauczy cię używać Kakashi-sensei, a później twoim treningiem zajmę się ja.
Skinęłam głową. Kakashi-sensei również posiadał sharingana. Nazwyno go kopiującym ninją. Skopiował ponad tysiąc technik, które pomagały mu w walce. Był nauczycielem siódmego Hokage, cioci Sakury i wujka Sasuke. No i wygląda prawie identycznie jak Fuji. Nawet charaktery mają podobne. Nawet cieszyłam się z treningów z Kakashim-sensei. Miałam okazję poznać lepiej nauczyciela Hokage.
- Dobrze. Kiedy zacznę trenować?
Hinata-sama spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
-Już kończę złotko. Niedługo będziesz mogła trenować
Hokage usiadł kolo mnie i oparł się o ścianę. Po pięciu minutach ja wraz z Hinatą-sama usłyszałyśmy ciche chrapanie. Obie odwróciłyśmy się w stronę Naruto-sensei. Hokage spał w najlepsze. Zaczęłam się śmiać. Nikt tak bardzo nie potrafił mnie rozśmieszyć ta jak mój sensei. No jest jeden wyjątek, Koruto. Westchnęłam. Hinata-sama położyła rękę na moim ramieniu.
-Gotowe. Naruto może już zaprowadzić cię do Kakashiego-sensei na trening.
Wstałam i podeszłam do sensei. Zaczęłam go trochę szturchać. Naruto-sama zerwał się na równe nogi. Kiedy spojrzał na mnie, wiedział już, że ma zaprowadzić mnie na trening.
Szliśmy przez chwilę w ciszy. Nie miałam żadnych pytań, ponieważ nie znałam zbyt dobrze Kakashiego-sensei. Widziałam go dwa razy. Jednak wystarczyło to abym porównała go z Fujim. Jeszcze ciocia Sakura czasami mówiła coś o swoim nauczycielu, więc miałam jakieś, co prawda nikłe, pojęcie o osobowości Kakashiego-sensei. Szłam myśląc o wszystkim.
- Sensei, jaki jest Kakashi-sama?
Naruto zaczął myśleć. Jest moim nauczycielem od ponad pół roku, a ja nadal nie mogę zgadnąć czy myśli czy chce do toalety. No nic na to nie poradzę. Mam takie skojarzenia i koniec.
- Kakashi jest specyficznym nauczycielem. Bardzo lubi brać w pułapki swoich uczniów. Co jeszcze? O już wiem, lubi się drażnić i spóźniać. I ma taką charakterystyczną wymówke. ,, Przepraszam za spóźnienie. Zabłądziłem na drodze zwanej życiem."
Zaczęłam się śmiać. Ten tydzień zapowiada się bardzo ciekawie.
Kiedy stałam na środku salonu Kakashiego-sensei, zastanawiałam się jakie metody nauczania zastosuje. Palcami gniotłam skrawek bluzki. Denerwowałam się spotkaniem z Kakashi-sama. Poprawiłam swój ochraniacz. Nadal wisiał na mojej szyji przekrzywiony. No cóż, chociaż nie wiem jak bardzo bym się starała nie może wisieć prosto. To jakiś obłęd. Westchnęłam. Nagle przede mną pojawił się Kakashi-sensei. Przestraszona upadłam i jak na złość prawą ręką przejechałam bo ścianie, co sprawiło, że rozdarłam skórę i leciała mi krew. No po prostu świetnie. Naruto-sama zaczął się śmiać. Jednak pomógł mi wstać i poszedł po Hinate-sama. W tym samym czasie Kakashi-sensei pytał się mnie o różne rzeczy.
- Więc masz na imię Hina?- przytaknęłam- To dobrze. Podobno mam cię nauczyć używania sharingana. Czyli nie masz go jeszcze aktywnego?
Oburzyłam się.
- Oczywiście ,że mam. Nie potrafię tylko z niego w pełni korzystać.
-Rozumiem. Na jakim poziomie masz sharingana?
-Na podstawowym. To proste, że skoro masz mnie uczyć to nie umiem zbyt dużo. Po za tym dlaczego tak mnie pytasz? Na pewno Naruto-sensei wszystko ci powiedział. To trochę podejrzane.
Kakashi-sama wydawał się być zaskoczony. No cóż mam dar obserwacji. Nic na to nie poradzę. W wiosce nic się przede mną nie ukryje. Spojrzałam badawczym wzrokiem na sensei..
- Tak Naruto mi mówił, ale sam chciałem się przekonać. Masz niezwykły dar obserwacji. Potrafisz bardzo szybko odkryć drugie dno. To imponujące.
Uniosłam jedną brew do góry. Miałam przeczucie, że te komplementy to początek kłopotów.
- Te komplementy są po to aby dać jasne światło na sam początek i aby złagodzić późniejszy bardzo ciężki trening prawda?
Kakashi-sensei znów wydawał się być zaskoczony. Wiedziałam już, że trefiłam w sedno. Uśmiechnęłam się. Nagle do pokoju wszedł Naruto-sensei. Za nim szła Hinata-sama. Kiedy zobaczyła moją rękę, załamała się.
- Przecież niecałą godzinę temu wyleczyłam cie.
Uśmiechnęłam się.
- No cóż nic na to nie poradzę.
Kiedy Hinata-sama znów wyleczyła moją rękę, Kakashi-sensei zabrał mnie na małą ,, wycieczkę". Jej celem był dach , z którego najlepiej widzi się twarze byłych i obecnych Hokage. Dotarliśmy tam dość szybko. Usiadłam naprzeciwko sensei i przekręciłam głowę w prawo. Pod tym wzrokiem Kakashi-sama cofnął się o krok.
- No dobrze. Na sam początek chcem wiedzieć dlaczego chcesz się uczyć korzystać z sharingana.
Prychnęłam.
- Chcem zdać egzamin na chunina i aby być tak silna jak tata. Wtedy może zbliże się do niego chociasz trochę.
Kakashi-sensei po raz kolejny wydawał się być zaskoczony. No tak nie mówiłam nikomu dlaczego tak bardzo zależy mi na zdobyciu siły.
- W tym momencie skasowałaś mi wszystkie dalsze pytania.
- Myślał pan, że jestem kimś dla kogo siła oznacza przewagę nad innymi i znęcanie się nad nimi?-Kakashi-sensei przytaknął- To teraz pana zdziwię. Jestem niezdarna i nie umiem dokuczać innym. To zawsze ktoś drugi naśmiewał się ze mnie. I chcem być silna aby móc poczuć chociaż jeszcze raz cząstkę taty. Rzeczywiście zdziwiłam Kakashiego-sama. Czułam ulgę. W końcu powiedziałam swój cel jaki chcem osiągnąć jako shinobi. Byłam niemal pewna, że moje cele są bezwartościowe. Inni mieli lepszą drogę. Na przykład Fuji, chciał harmonii między sobą a chakrą. Ja nie jestem przekonana co do swoich celów. Dla mnie są bardzo ważne, ale dla wszystkich innych nie. I tu miałam problem. Muszę go rozwiązać jeśli chcem wygrać egzamin. Kakashi-sensei rozwiał moje wątpliwości szęścioma słowami.
- To jest cel godny prawdziwego shinobi.
Tym razem ja byłam zaskoczona. Nie miałam wątpliwości, że właśnie tymi słowami rozwiałam swój strach i niepewność. Miałam dług, i to wielki, u sensei.
Cały tydzień spędziłam na walkach z Kakashim-sensei. Uczył mnie korzystania z sharingana w różnych momentach. Umiałam jeszcze szybciej dostrzec kolejne ruchy przeciwnika. Polepszyła mi się orientacja w terenie i moja niezawodna intuicja. Teraz ostrzegała mnie dwa razy szybciej. Pod koniec treningu pokonywałam Kakashiego-sama w ciągu pięciu minut. Byłam z tego niezmiernie zadowolona. Oznaczało to, że stałam się silniejsza. I to jeszcze nie był koniec. Czekał mnie również trening z Naruto-sensei. No to już w ogóle będę nie pokonana. Zaśmiałam się na samą myśl o tym. Szybko wstałam z łóżka i poszłam się ubrać. Dzisiaj zaczynam trening z Naruto-sensei. Byłam podekscytowana. Zawsze sensei zwracał większą uwagę na moje treningi, ale dzisiaj miało być inaczej. Nic nie będzie go rozpraszało ( np. Koruto ściągający ubrania z siebie dla żartów). On mnie cały czas zadziwia. Fuji i Koruto też zdali do dalszego etapu. Nie chciałabym z nimi walczyć. Jednak jest to możliwe. Musiałam skupić się na treningu.
Szłam przez uliczki wioski. Po drodze spotykałam ludzi, którzy życzyli mi powodzenia w walkach. Pojedynki miały odbyć się za dwa tygodnie, a ludzie już we mnie wierzyli. Nie dziwię się im. W końcu jestem córką Itachiego. Geniusza wioski. Gdyby nie złe towarzystwo Akatsyuki mój tata na pewno mógłby zostać Hokage. Nie znam zbytnio przeszłości taty, jednak czas, który z nim spędziłam był bezcenny. Na polanie zastałam Boruto i Himawari-chan. Chłopak był w wieku Sarady, miał około ośmiu lat. Z tego co słyszałam Naruto-sensei kiedyś miał taki sam charakter jak Boruto. No nic, trudno. Podeszłam do nich i się przywitałam. Już parę razy pilnowałam Himawari, kiedy Boruto wraz z Naruto-sensei trenowali, a Hinata-sama była w szpitalu. Dziewczynka od razu rzuciła się, aby mnie przytulić. Wtuliła się i czułam jak kąciki jej ust rozsuwają się w uśmiech. Byłam szczęśliwa. Lubiłam Himawari-chan. Niespodziewanie na polane wkroczył mój wujek Sasuke. Nie miałam bladego pojęcia co chce osiągnąć jednak nie mogłam na razie nic powiedzieć. Wujek podszedł do mnie i spokojnym głosem powiedział:
- Będę cię uczył jak używać sharingana. Naruto będzie twoim nauczycielem w ostatnim tygodniu.
-Co?! Ja przecież potrafię używać sharingana.
-Że co? Ja miałem cie uczyć. Kto cię uczył?
-Kakashi-sama.
Mina wujka Sasuke była bezcenna. Ten wyraz twarzy mówił: Zostałem oszukany. I dlaczego ona już to umie?Byłam...usatysfakcjonowana?? Tak to dobre słowo. W końcu mogłam zadziwić czymś swojego wujka. Himawari zaczęła się śmiać. Była, jak to określić, rozbawiona. Ja po części również podzielałam jej ,, entuzjazm". Nigdy nie widziałam zmieszanego ani zaskoczonego wujka. To był bezcenny widok. Uśmiechnęłam się i usiadłam. Momentalnie na moich kolanach przycupnęła Himawarii. Ona po prostu kochała siedzieć mi na kolanach. Wujek Sasuke wydawał się być nadal zmieszany. Niespodziewanie na polane wbiegł Fuji. Najwyraźniej uciekał przed czymś lub kimś. Wstałam i nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy chłopak schował się za moimi plecami i powiedział:
-Weź mnie ratuj. Ja dłużej nie wytrzymam!
- Ale o co chodzi? Ja nic nie wiem. Wytłumacz swoje zachowanie czy coś.
Chłopak pokręcił przecząco głową i wskazał palcem miejsce, z którego przybiegł. Jak się okazało Fuji uciekał przed Koruto. Hyuga miał na sobie sukienkę, bardzo podobną do tych,które mam, makijaż na twarzy i włosy uczesane w kitka. Jakby się tak bliżej przyjrzeć był fascynująco podobny do... mnie?!
-On jest podobny do mnie!- odwróciłam głowę w stronę Fujiego- Co on odwala?!
- No bo ten. Zaczął mi dokuczać jak, no ten, powiedziałem, że my się no- Fuji ściszył głos-całowaliśmy. I on teraz mi dokucza, ale dzisiaj przesadził. Wziął jedną z twoich sukienek i tak ubrany przyszedł do mnie ma trening.
- Że co?! Jak ?! Zabije go!
Koruto właśnie zbliżał się do mnie, więc dyskretnie wyjęłam kunai i rzuciłam się na biednego chłopaka, który kompletnie nie spodziewał sie ataku z mojej strony. Usiadłam na jego klatce piersiowej i przyłożyłam kunai do jego szyji. Nachyliłam się i wręcz warknęłam.
-Co to ma znaczyć? Tłumacz się !
Koruto był przestraszony, jednak zachował spokój i wziął głęboki oddech. Po chwili powiedział:
- Wyluzuj Hina. To tylko głupie żarty.
- Żarty?! Jesteś w mojej sukience! W dodatku udajesz mnie co mi się nie podoba.
- Od kiedy jesteś taka spięta?
Westchnęłam. Pokręciłam głową i zeszłam z Koruto.
- Doprowadzicie mnie kiedyś do załamania nerwowego.
Ku mojemu zaskoczeniu Koruto zdjął sukienkę, na szczęście miał pod spodem swoje ubrania i przytulił mnie. Od momentu, w którym po raz pierwszy widzieli moje zdjęcia z tatą i dowiedzieli się, że on nie żyje, zawsze ptzytulali mnie wtedy kiedy widzieli, że się załamuje. Były to przyjacielskie uściski, jednak od pewnego momentu mają one inne znaczenie. Wiem, że dla Fujiego oznaczały początek związku, jednak Koruto też tak samo mnie tuli. W tej chwili miałam mętlik w głowie. Nie wiedziałam co już jest prawdą, a co nie. Do tej pory czułam pocałunek Fujiego, ale z drugiej strony Koruto zaczął zachowywać się jak mój chłopak, a nie przyjaciel. Hyuga dbał o to abym nie zmarzła i jadła regularne posiłki. Nadal mam problem z jedzeniem. W tym momencie naprawdę się załamałam. Do moich myśli niespodziewanie zakradł się głos taty:,, Rób co chcesz, ale pod jednym warunkiem. Zawsze słuchaj swojego serca i sumienia. To one powinny dać ci znak, że coś robisz źle". Na dzień dzisiejszy tym głosem serca i sumienia jest moja kochana intuicja. Zawsze mnie ostrzegała. Może dzisiaj da mi jakąś radę? Skoncentrowałam się i zaczęłam iść w głąb siebie. W połowie drogi odnalazłam to czego szukałam. Na pniu przechylonego drzewa siedziała uśmiechnięta dziewczyna. Była podobna do mamy, jednak wiedziałam, że to tylko ja tak ją postrzegam bo od zawsze brakowało mi mamy. Stanęłam przed nią i powiedziałam:
- Wiem, że zawsze ostrzegasz mnie. Jednak dziś chciałabym abyś mi doradziła.
Dziewczyna skinęła głową i zaczęła myśleć. Po chwili powiedziała:
- Znam odpowiedź na twoje pytanie, chociaż zapomniałaś go powiedzieć. Moim zdaniem Fuji i Koruto zakochali się w tobie. Jednak ty kochasz Hujiego. Powinnaś wybrać swojego wybranka serca od najmłodszych lat.
Skinęłam głową i świadomością powróciłam do siebie. Nadal byłam w ramionach Koruto. Za Hyugą stał wkurzony już Fuji. Kopnął tulącego się do mnie chłopaka i wyrwał mnie z jego objęć. Objął mnie i groźnie spoglądał na Hyuge. Gdyby nie powaga chłopców najpewniej zaczęłabym się śmiać. W oddali dostrzegłam idącego Naruto-sensei. Miałam świetną wymówkę, aby wyrwać się z tej głupiej sytuacji. Uśmiechnęłam się i już stałam obok Hokage. Moja szybkość zdziwiła chłopców jak i samego sensei. Oczywiście nie wspomnę o wujka, który nadal zachowywał się jak piąte koło u wozu. Uśmiechnięta od ucha do ucha szłam krok w krok z Naruto-sensei. Jak się okazało szybsza reakcja mojego instynktu spowodowała, że się nie przewracałam. Byłam z tego zadowolona. Na widok Hokage Boruto i Himawarii od razu pobiegli w jego kierunku.
Po krótkich wyjaśnieniach okazało się, że Naruto-sensei pomylił się mówiąc, że mój trening poprowadzi Sasuke-san. Miałam farta, ponieważ Kakashi-sensei poprawił moje słabości i wzmocnił zalety. Chciałam jak najszybciej przejść ten egzamin. Chciałam być bliżej taty. Spuściłam głowę. Po chwili poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Był to sensei.
- Chodź za mną. Muszę w końcu sprawdzić ile się nauczyłaś.
Hokage uśmiechnął się i ruszył w stronę miasta. Szybko pożegnałam się z przyjaciółmi i ruszyłam za Naruto-sensei.
- Ale musze to zrobić?
- Tak. Jeśli chcesz abym dopuścił cie do finałowego etapu egzaminu.
Naruto-sensei uśmiechnął się od ucha do ucha.
-To jest szantaż.
- Wiem.
Westchnęłam. Miałam przejść na rękach wokół Konochy dwadzieścia razy. Było to trochę głupie. Jednak jak usłyszałam o mistrzu Gai i jego pięciuset okrążeniach, natychmiast zabrałam się za trening. Uważałam, że to trochę obciachowe, ale nie miałam innego wyboru. Jutro zaczynały się walki, więc był to mój ostatni trening. Miałam już opanowanego sharingana, umiałam wykorzystać jak najmniej chakry do technik i najważniejsze nauczyłam się nowych i bardziej zaawansowanych technik. Jednym słowem byłam gotowa.
Po dwudziestu okrążeniach miałam wolne. Mój trening dobiegł końca. Kiedy zabierałam swoje kunai, zauważyłam kartkę. Wzięłam ją do ręki i porzeczytałam.
,, Uchiha Hino, twój ojciec żyje. Nie zginął tak jak mówił to Gyrturii Jeo, który w tym czasie był z Itachim-sama na misji. Przyjdź jutro o północy pod najstarsze drzewo w wiosce. Wytłumaczę ci wszystko."
Co to ma być? Przecież mój tata... on nie... jak?! To co było napisane budziło u mnie dreszcze. Co jeśli śmierć taty to kłamstwo? Nagle mój instynkt się odezwał. * Nie dowiesz się niczego póki nie pójdziesz jutro pod najstarsze drzewo* Mój instynk miał rację. Chociaż z drugiej strony to mógłbyć ktoś z moich jutrzejszych przeciwników. * To nie możliwe. Nikt nie zna twojego sekretu. A Fuji i Koruto nie zrobiliby ci tego.* I znów moja podświadomość ma rację. Co ja bym bez niej zrobiła. Zabrałam swoje rzeczy z przekonaniem, że po walkach udam się porozmawiać z osobą, która napisała ten list.
Z wielką trudnością zasnęłam. W głowie cały czas odbijały mi się echem w głowie słowa z listu. Jakim cudem mój tata żyje? Nigdy w to nie wątpiłam, jednak pogodziłam się z jego śmiercią. Mój sen to był jeden istny koszmar. Krew na ścianach, na moich rękach, a co najważniejsze na osobie, którą brutalnie i z zimną krwią zabiłam. Był to ktoś kogo dobrze znałam. Najwyraźniej kochałam tą osobę, ponieważ po policzkach płynęły mi łzy. Spojrzałam się w oczy trupa i z przerażeniem stwierdziłam, że to moje oczy. Tą osobą , martwą i leżącą w wielkiej kałuży krwi, byłam ja.
Obudziłam się z krzykiem. Poczułam jak ktoś mnie przytula. Był to Fuji. Od miesiąca sypiał w moim domu i nie wiedząc czemu w moim łóżku. Byłam tym zirytowana, jednak przypomniałam sobie, że jutro jest piąta rocznica śmierci jego matki. Z powrotem położyłam się i starając zapomnieć o śnie wtuliłam się w klatkę piersiową chłopaka. Ten objął mnie jeszcze mocniej. Kochałam go, a on najwyraźniej kochał mnie. Wiem, że brzmi to trochę dziwnie. Trzynastolatka śpi z chłopakiem. Jednak to nie jest tak. Oboje straciliśmy rodziców i na pewno uspokaja nas obecność drugiej osoby. Wystarczyłoby aby Fuji mnie przytulił. Jednak on jest ode mnie słabszy na tym gruncie. Nie okazuje emocji jeśli ktoś patrzy. Niestety kiedy zostaje sam, płacze. Jest mi go naprawdę szkoda. Tym bardziej, że ja nie wiem jakie to uczucie mieć mamę. Chociaż patrząc na zachowanie cioci Sakury w stosunku do mnie mogę sobie to wyobrazić. Jako, że wychowywał mnie tata od małego wiem, że płacz niczego nie rozwiąże. Wtuliłam się mocniej w Fujiego i próbowałam zasnąć. Niestety nie mogłam. Moje myśli wędrowały wokół listu. Jak bym dorwała tego co to napisał, to bym chyba zabiła. Żeby w przeddzień mojej najważniejszej walki tak wyprowadzić mnie z równowagi! To już przesada. Poczułam lekkie ukłucie w brzuchu i już wiedziałam, że moja intuicja chce coś powiedzieć. * Skup się!!! Nie możesz myśleć o tym liście całą noc. Jutro masz ostatni etap egzaminu ! Chyba nie pozwolisz, aby coś takiego popsuło ci tak ważny dla ciebie dzień !* Westchnęłam. Ona miała rację. Muszę się skupić na jutrzejszej walce. Miałam cel, który został zaburzony listem, jednak udało mi się znów powrócić do zamierzonego celu. Uśmiechnęłam się i tym razem udało mi się zasnąć.
Rano wstałam bez problemu. Szybko się ubrałam. Spakowałam kunai, założyłam ochraniacz na szyję i już miałam wyjść, kiedy przypomniałam sobie o Fujim. Chłopak nadal spał. Westchnęłam. Ze mnie na prawdę jest ranny ptaszek. Podeszłam do łóżka i zwaliłam na podłogę śpiącego. Fuji momentalnie się obudził. Wstał i śpiący przetarł oczy. Uśmiechnęłam się. Chłopak widząc mnie zapytał:
- Dokąd się wybierasz?
No tak zapomniałam, śpiący Fuji równa się idiotyzm w czystej postaci. Pokręciłam głową i odpowiedziałam:
- Dzisiaj jest ostatni etap egzaminu na chunnina, więc jeśli się nie pośpieszysz to się spóźnisz
Chłopak od razu zaczął szukać swoich rzeczy. Zrezygnowana poszłam do kuchni. Zrobiłam Fujiemu śniadanie. Sama wypiłam tylko ostatnią lemoniadę. Właśnie muszę później iść do sklepu. Cieszyłam się, że mimo tylu niewiadomych potrafiłam myśleć o czymś tak błachym jak zakupy. Strasznie stresowałam się walkami, jednak w głębi serca wiedziałam, że nie mam czego. Byłam szkolona najlepiej jak mogłam. Resztę załatwi łut szczęścia.
Na trybunach areny siedziała cała wioska. Od razu poczułam ucisk w brzuchu. Byłam zdenerwowana. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że oni wszyscy przyszli zobaczyć moją porażkę. * Albo zwycięstwo! Nie zapominaj o tym, że ciężko trenowałaś przez ostatnie trzy tygodnie* Moja podświadomość, potocznie zwana intuicją, miała rację. Wzięłam głęboki wdech i uśmiechnęłam się najszerzej jak mogłam. Miałam powód do uśmiechu, gdyż obok mnie stał Koruto. W tej chwili chłopak przedrzeźniał Hokage.
- Wiesz, że sensei później cie za to ukarze?
- Przecież on nawet tego nie widzi.
- To spójrz na niego, jest zły.
Koruto odwrócił głowę w stronę sensei i od razu schował się za mną. Nagle pomyślałam, że z trybun wyglądało to przekomicznie. I miałam racje. Wśród tłumu rozniósł się śmiech. Jednak tylko ja wiedziałam dlaczego Koruto się tak zachował. Znałam przecież swojego nauczyciela. Naruto-sama wydawał się być wesoły i w dość pogodny sposób mówić o ostatnim etapie, jednak tak na prawdę w oczach miał iskierki, które świadczyły o tym, że jest zły. Umiałam rozpoznawać u Hokage-sama gniew. Wielokrotnie gniewał się na Koruto, a ja przyglądałam się mu bardzo uważnie. No i proszę, moje obserwacje dały efekt. Mogłam rozpoznać u Naruto-sensei gniew i inne emocje. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w głos egzaminatora. Właśnie zapowiadał pierwszą walkę. Ten pojedynek miał odbyć się między Fujim a Koruto. To będzie wspaniałe widowisko. Jednak ja jestem rozdarta. Komu kibicować? Oboje byli mi bliscy. Postanowiłam, że będę im dwum kibicować po równo. Zeszłam z areny na trybuny. Kiedy weszłam w korytarz prowadzący na górę, ktoś pociągnął mnie za koszule. Odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynę. Miała ona jasno fioletowe włosy. Była wyższa ode mnie o jakieś dwadzieścia centymetrów. Ubrana była w długi ciemny płaszcz. Nic więcej nie mogłam dostrzec, było za ciemno. Kobieta, bo zdążyłam już ustalić na oko jej wiek, założyła niesforne kosmyki włosów za ucho i powiedziała:
- Wiem, że miałam rozmawiać z tobą dopiero wieczorem, ale nie mogłam czekać. Sytuacja jest zbut poważna.
- Co?! To ty napisałaś ten list?
- Tak, proszę wysłuchaj mnie, nie mam zbyt dużo czasu. Ścigają mnie Anbu.
- Dobrze wysłucham cie.
Kobieta skinęła głową.
- Twój ojciec wpadł na trop pewnego demona. Za swój cel obrał zabicie go. Uważał, że jeśli potwór wpadnie do wioski, on sam nie będzie mógł spokojnie spać. Nadal jest na swojej misji.- kobieta wyjęła kawałek kartki i podała mi go- To jest list od twojego ojca do ciebie.
Podała mi kartkę i zniknęła. Zaskoczona szybko ruszyłam na trybuny. Chłopcy nadal walczyli. Miałam okazję przeczytać list. Otworzyłam starannie zgiętą kartkę i zaczęłam czytać. ,, Droga córeczko
Chciałem przekazać Ci cel mojej misji, jednak nie chcę abyś mieszała się w nią. Znam Cie i wiem, że na pewno wmieszasz się i tak, niezależnie co bym napisał i kogo wysłał, aby Cię powstrzymał.
Zamiast tego jak bardzo nie chciałbym , aby coś Ci się stało, napisze jak bardzo Cię kocham. Tęsknię za Tobą. Chciałbym Cię przytulić i pochwalić bo na pewno zdałaś akademię. Nie wiem kto jest twoim nauczycielem, ale biorąc pod uwagę twoją ambicje powinnaś niedługi zdać egzamin na chunnina. Trzymam kciuki za każdy egzamin i za każdą misję jaką będziesz wykonywać. Chciałbym być przy Tobie i Cię wspierać, jednak jest to niemożliwe. Nie mam zbyt dużo czasu. Właśnie będę przekraczać rzekę.
Życzę Ci powodzenia we wszystkim co robisz. Pamiętaj słuchaj głosu serca. Kocham Cię.
Tata"
Ten list był krótkim zastrzykiem energii. Teraz wiem, że tata wierzy we wszystko co robię mimo, że nie ma go przy mnie. Byłam zdeterminowana. Koniecznie musiałam wygrać te walki i zaliczyć cały egzamin, aby stać się chunninem. Obiecałam sobie również, że odnajdę ojca za wszelką cenę. Przygryzłam dolną wargę i próbowałam skupić się na walce przyjaciół. Okazało się, że oboje przegrali. Oboje byli niezdolni do dalszej walki. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie będę musiała walczyć z jednym z nich. Tak bardzo chciałam tego uniknąć i udało się. Schowałam kartkę z listem od taty i wyczekiwałam zapowiedzi mojej walki z dziewczyną z Wody. Po dwóch sekundach usłyszałam początek.
- Następna walka odbędzie się pomiędzy Hiną Uchiha a Elizabeth L. Haruno.
Czy ja się nie przesłyszałam? Haruno? Przecież to klan mojej cioci! Czyli są dwa klany Haruno?! Wybałuszyłam oczy na egzaminatora, jednak ten nie zauważał tego. Zeszłam na dół tak szybko jak potrafiłam. Kątem oka dostrzegłam pocieszający uśmiech sensei. Kiedy dziewczyma stanęła przede mną, egzaminator ogłosił rozpoczęcie się walki. Miała być to moja ostatnia, a przede wszystkim najważniejsza walka. Wiedziałam, że tylko czterech ninja dostała się do ostatniego etapu. Dwóch miałam z głowy, jednak najgorsze dopiero przede mną. Wzięłam głęboki oddech i uspokoiłam myśli, koncentrując się w pełni na walce. Jednak to nie było mi dane, gdyż Koruto został szybciej wypuszczony i krzyczał w moją stronę.
- Przegrasz Hina! Nie dasz rady!
No ja go zabije! Wiedział, że jestem zdenerwowana dlatego postanowił ,w ten dziwny aczkolwiek skuteczny pomysł , rozluźnić mnie podczas walki. Czekaj, podczas walki?!
* No tak głupolu! Walka się zaczęła! Uskocz w lewo! *
Zrobiłam to co kazała mi moja intuicja. Chyba ją jakoś nazwę. Tylko jak? To może poczekać. Teraz miałam walczyć. Znów odskoczyłam. Postanowiłam użyć sharingana tylko jak nie poradzę sobie z nią walcząc wręcz. Wyjęłam kunai i wysunęłam prawą rękę do przodu. W lewej trzymałam shurikany. Jak to określił kiedyś Koruto? Ach tak, ostre latające gwiazdki. Pamiętam, że wtedy wszyscy tarzaliśmy się ze śmiechu.
* Nie myśl tyle!* No tak, zapomniałam, walka. Kątem oka dostrzegłam, że dziewczyna rzuciła we mnie kunai z karteczką wybuchającą. Moja reakcja była natychmiastowa. Rzuciłam w kunai dwa shurikany. Uniknęłam tego jakże błachego ataku. Zaczęłam myśleć nad moimi następnymi ruchami. Skupiłam się, myślałam i nagle cały mój świetny plan umknął mi, ponieważ zdekoncentrował mnie krzyk.
- Przegrasz!
No nie, ja tego idiotę zabije. Przysłużę się społeczeństwu. Spojrzałam się ukradkiem na Koruto i już wiedziałam. Dostanie za to co zrobił. Uniosłam głowę tak, że widziałam dokładnie przeciwniczke. Postanowiłam jak najszybciej pokonać ją i zmiażdzyć Hyuge. Włączyłam sharingana. Nie miałam czasu na zbędne działania. Miałem cel. Raczej dwa: zabicie Koruto i odnalezienie taty. Musiałam tylko pokonać Haruno. Podczas, gdy dziewczyna przyglądała mi się, ja ruszyłam na nią. Byłam dla niej zbyt szybka. W sekundę stanęłam za jej plecami. W tym samym czasie przypomniałam sobie trzy najsłabsze punkty w ciele człowieka. Z całą moją siłą uderzyłam ją pod prawą łopatke, pod żebra z lewej strony i kopnęłam jak najmocniej w trzeci punkt znajdujący się na kręgosłupie. Kiedy dziewczyna walnęła w mur, wiedziałam, że już nie wstanie. Miałam racje. Egzaminator ogłosił koniec walki. Z szybkością wiatru znalazłam się obok Koruto i uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam. Chłopak domyślając się o co mi chodzi zaczął uciekać. To było bezsensowne, gdyż dogoniłam go po dwóch metrach. Wzięłam go za rękę i sprowadziłam z trybun. U góry było zbyt wielu świadków. W korytarzu zaczęłam go dusić. Tak zastał nas Naruto-sensei. Widząc nas automatycznie zaczął się śmiać. Spojrzałam na sensei i już wiedziałam, że nie mam szans zabić Koruto. Hokage-sama rozdzielił nas i powiedział:
- Wspaniała walka Hina.- odwrócił głowę w stronę Hyugi i Fujiego, który kuśtykał w naszą stronę- wy też świetnie sobie poradziliście.
Nagle przypomniałam sobie o liście od taty i o tym co powiedziała mi tamta kobieta. Spojrzałam się na sensei i zrobiłam minę w stylu zbłąkanego psiaka.
- Czy mogłabym z sensei porozmawiać w cztery oczy?
Hokage wydawał się być zmieszany, jednak zgodził się.
XD właśnie skończyłam egzamin uff, następny rozdział będzie wprowadzeniem do następnej ,, arci"? Nie wiem czy to dobre słowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz