piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 6: Etap trzeci

  Ostatnie trzy dni były dla mnie męczarnią. Wieczne koszmary o mojej przegranej i ból niezagojonej do końca ręki. To wszystko mnie dołowało. Byłam przytłoczona negatywnymi emocjami. Gdyby nie Naruto-sensei na pewno poddałabym się. Niedługo odbędą się walki. Podobno przeszło aż siedem drużyn. Jedna była z Piasku druga z dźwięku trzecia z wody, a reszta z Konohy. Gdybym trafiła na kogoś z mojej wioski miałabym ułatwione zadanie. Poznałam wszystkie techniki pochodzące z wioski. Chyba jestem gotowa.
   W sali wydawało mi się, że jest duszno. Zebrały się wszystkie drużyny. Naruto-sensei uśmiechał się do nas dyskretnie. Przewróciłam oczami. Nasz sensei nigdy się nie zmieni. Jego uśmiech dodawał mi odwagi, ktorej w tej chwili potrzebowałam. Na środek wyszedł shinobi. Poprawił włosy i powiedział:
- Witam. Będę egzaminatorem w trzecim etapie. Zanim do niego przystąpimy odbędą się walki wstępne.
Walki wstępne?  No to już po mnie. Stresowałam się jedną walką, a co dopiero dwiema. Może będzie ich więcej. Jaka wtopa. Zaczęłam głośno oddychać. Nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam Koruto. Uśmiechał się do mnie. Kamień spadł mi z serca. Jednak można być beztroskim, nawet jak jest się zdenerwowanym. Spojrzałam na naszego nowego egzaminatora. Wydawał się pogodny, chociaż to mogły być moje przeczucia.
- Walki będą losowane. Wynik losowania pokazywany będzie na tym ekranie.
Ninja wskazał na ekran po lewej stronie.
- Pierwsza walka odbędzie się między- shinobi spojrzał na ekran- Hyuga Koruto a Tenery Aki.
Kiedy Koruto przechodził obok mnie, posłałam mu pocieszający uśmiech. Wszyscy poszliśmy do góry po schodach.  Dzięki temu mogliśmy lepiej widzieć walkę. Koruto wydawał się być poddenerwowany. Nic dziwnego, jego przeciwnikiem jest Aki.  Chłopak idealnie łączy chakre. Potrafi perfekcyjnie dobierać techniki do sytuacji. Miałam nadzieję, że Koruto poradzi sobie. W końcu ma Byakugena. Potrafi zablokować ujścia chakry. Taki styl walki klanu Hyuga. Egzaminator odchrząknął i powiedział:
- Czy jestescie gotowi? -spojrzał na chłopaków. Oboje przytaknęli.-W takim razie zaczynamy pierwszą walkę.
Aki wyjął kunai i uniósł go na wysokość oczu. Koruto włączył Byakugena i przyjął postawę charakterystyczną dla klanu Hyuga.Aki zaatakował. Koruto zablokował cios ręką i uderzył przeciwnika pod żebra. Ten nie mógł złapać oddechu.  Aki zaczął się najzwyczajnie w świecie dusić. Koruto nie czekał, aż przeciwnik dojdzie do siebie. Uderzył go bardzo blisko serca. Aki wypluł stróżkę krwi. Złapał się za klatkę piersiową. Uważnie obserwowałam ruchy Akiego i Koruto. Byłam zaskoczona postępami kolegi. Był o wiele szybszy niż podczas pierwszego treningu. Uśmiechnęłam się. Koruto mógł wygrać,  jednak biorąc pod uwagę umiejętności Akiego zastanawiałam się co chłopak zamierza. Może specjalnie daje się uderzyć, by sprawdzić siłę ataku swojego przeciwnika?  To było najprawdopodobne. Kiedy ktoś przysunął się do mnie,  podskoczyłam. Okazało się, że to dziewczyna z Piasku. Nie miałam pojęcia czego chciała. Zignorowałam ją i spojrzałam się na Koruto. Ewidentnie był skoncentrowany. Cały czas przyglądał się Akiemu. Czekał na jego ruch. Jego przeciwnik natomiast nie wydawał się zainteresowany dalszą walką. Próbował złapać oddech. Nagle Aki wyparował. Jak się mogło okazać był to jego klon. Zaczęłam szukać Akiego. Nigdzie nie mogłam go dostrzec.  Był szybki.
-Masz na imię Uchiha Hina prawda?
Spojrzałam na dziewczynę stojącą obok. Nie wiedziałam o co jej chodzi, jednak przytaknęłam. Nie było sensu ukrywać mojej tożsamości. I tak by się dowiedziała.
- Wiesz ten z klanu Hyuga to twój przyjaciel nie?
Mój umysł otworzył się bardzo szeroko. Nie miałam pojęcia co ona chce osiągnąć tymi pytaniami, jednak nie była przyjaźnie nastawiona. Na pewno chciała się czegoś dowiedzieć.
-Tak Koruto jest moim przyjacielem, a teraz jak byś mogła być cicho. Chciałabym skupić się na walce.
Teraz na pewno pomyśli , że nie mam podzielnej uwagi. To dobrze. Jak będę z nią walczyć będę miała asa w rękawie. Przegoniłam te myśli i znów skupiłam uwagę na walce Koruto. Na arenie nadal nie było widać Akiego. Chłopak przepadł. Byłam ciekawa co on kombinuje. Oddałabym wszystko, aby się dowiedzieć. Interesowało mnie jedno. Skoro Akiego nie było to czy on nadal bierze udział w walce? Przecież nie mógł wyparować. Nagle kątem oka dostrzegłam ruch. Skupiłam swoją uwagę w tamtym miejscu i po paru selundach dostrzegłam Akiego. Chłopak szybko ruszył w kierunku Koruto i wbił kunai w plecy przeciwnika. Ten nagle wyparował. Klon Koruto skutecznie odwrócił uwagę Akiego. Hyuga uderzył Teneryiego w serce. Tym razem był to skuteczny atak. Chłopak zgiął się wpół. Koruto kopnął przeciwnika w brzuch. Egzaminator widząc, że Aki jest w ciężkim stanie przerwał pojedynek. Podszedł do Teneryiego i sprawdził jego stan. Nastepnie shinobi wstał i powiedział:
- Na tym zakończymy pierwszy pojedynek. Hyuga Koruto wygrał.- egzaminator zwrócił się w stronę czekających obok lekarzy- Zabierzcie go do szpitala. Jego oddech jest nierówny.
Koruto szedł w naszą stronę uśmiechnięty. Wygrał i to go cieszyło. Stanął obok mnie i z wyższością spoglądał na arenę. Egzaminator odchrząknął i zaczął mówić:
- No dobrze, teraz zaczniemy drugą walkę.- shinobi spojrzał na ekran. Imiona, które się pojawiły wmurowały mnie.- Następna walka jest między Uchiha Hiną a Marke Garionem.
O cholera. To jest ten chłopak z Piaska, który siedział obok mnie na pierwszym etapie egzaminu. Miałam pecha. Z duszą na ramieniu zeszłam po schodach. Podeszłam do egzaminatora. Chłopak z Piaska stanął naprzeciwko mnie. W jego oczach widziałam żądze krwi. To na pewno będzie trudna walka. Niemalże podskoczyłam, kiedy usłyszałam:
- Zacznijcie walkę.
Wyjęłam kunai. Garion nie czekając na nic zaatakował mnie. Ledwo udało mi się uniknąć jego ciosu. Był szybki. Musiałam uważać jeśli chciałam wygrać. Przygryzłam kciuk. Z palca poleciała mi krew. Rosmarowałam ją po dłoni i zaczęłam zawiązywać pieczęci. Przywołałam dwa kruki. Jeden odleciał i szybował pod sufitem, a drugi siedział na moim ramieniu. Dzięki temu mogłam obserwować ruchy przeciwnika z góry. Garion zniknął i nie mogłam go znaleźć, dlatego zaczęłam obserwować sale z góry. Po sekundzie dostrzegłam go pod schodami. Zawiązywał jakąś pieczęć. Włączyłam sharingana i zaczęłam uważnie obserwować ruchy przeciwnika. Zaczęłam myśleć nad planem. Na początek wyjęłam kunai, aby inni pomyśleli, że chce walczyć wyłącznie bronią bo zużyłam całą chakre na przywołanie dwóch kruków. Kątem oka dostrzegłam, że inni uczestnicy egzaminu przyglądają mi się z ciekawością. No i dobrze. Niech wiedzą, że nie mają ze mną szans. Znów zaczęłam obserwować z góry Gariona. Chłopak właśnie skończył pieczęci. Za mną pojawiła się bardzo duża fala piasku. Nie zdążyłam uskoczyć. Piasek przysypał mnie. Na szczęście wiedziałam co robić. Jeden z moich kruków trzymał kunai latającego boga piorunów. Przeteleportowałam się. Pojawiłam się nad głową przeciwnika i szybko wyjęłam kunai. Wbiłam go w plecy Gariona. Chłopak zaczął się dusić. Kaszlał przy okazji plując krwią. Nie chciałam dać mu dojść do siebie. Kopnęłam go w brzuch. Garion poleciał na ścianę. Odbił się od niej, pozostawiając po sobie mocny ślad. Szybko znalazłam się za chłopakiem i kolejny raz kopnęłam go, tym razem w plecy. Miałam przewagę,  chociaż nadal  musiałam mieć się na baczności. Nie wiedziałam jak mam go wykończyć. Przecież do tej pory nie zabijałam. Miałam nadzieję, że egzaminator przerwie walkę tak samo jak było to w przypadku Koruto. Garion zaatakował mnie kunai. Szybko uskoczyłam. Miałam farta. Wykręciłam rękę chłopakowi i wbiłam mu kunai prosto w serce. Garion dusił się przez chwilę.  Pluł krwią na wszystkie strony. Całą dłoń miałam w jego szkarłatnej cieczy. Egzaminator rozszerzył szeroko oczy ze zdziwienia tak samo jak wszyscy na około. Ja sama byłam zaskoczona, że to już koniec. Odwróciłam się. Nagle poczułam, że powinnam kucnąć. Zrobiłam to natychmiast. Moja intuicja kolejny raz uratowała mi tyłek. Byłam jej dozgonnie wdzięczna. Kopnęłam przeciwnika z pół obrotu. Cofnęłam się na bezpieczną odległość i zaczęłam myśleć. Moje kruki nadal unosiły się pod sufitem. Mogłam ich użyć, chociaż mogłam wykonać tą samą technikę co Garion. Piaskowa fala powinna skutecznie odwrócić uwagę chłopaka. Tym razem wykończe go raz a dobrze. Zaczęłam zawiązywać pieczęci, które wcześniej wykonywał Garion. Wokół mnie wirował piasek. Fala zaczęła ruszać w kierunku przeciwnika. Oczywiście wiedziałam, że to nie zadziała na dalszą metę. Spojrzałam na salę z góry,  za pomocą moich kruków. Garion z łatwością uniknął tego ataku. Te pare sekund, które zyskałam były bardzo cenne. W tym czasie mogłam ułożyć dalszy plan działania. Chciałam jak najszybciej skończyć tą walkę. Miałam nadzieję, że dam radę. Chciałam wygrać i to bardzo. Nie miałam innego wyjścia musiałam użyć sharingana połączonego z kunai latającego boga piorunów, znowu. Tym razem mój plan polegał na zupełnie innej walce niż do tej pory. Wyjęłam wszystkie moje ,, specjalne" kunai i rozrzuciłam je po całej sali. Skoncentrowałam się i ustaliłam kolejność. Najpierw musiałam przerzucić przeciwnika przez całą sale, na drugi koniec. Tak jak zaplanowałam, teleportowałam się za plecami Gariona i kopnęłam go z całych sił. Chłopak przeleciał, tak jak planowałam, na drugi koniec sali.  Przeteleportowałam się i uderzyłam przeciwnika pod żebra.  Poleciał do góry. Mój instynkt się nie mylił. Teleportowałam się na górę i uderzyłam Gariona prosto w serce.  Chłopak upadł na ziemię. Nie ruszał się. Egzaminator podbiegł do Gariona i sprawdził jego funkcje życiowe. Po kilku sekundach zawołał lekarzy. Kiedy sanitaruusze zabrali chłopaka,  egzaminator powiedział:
- Drugą walkę zwycięża Uchiha Hina.
Uśmiechnęłam się.  Na reszcie koniec. Zaczęłam iść w stronę schodów. Jak się mogłam spodziewać potknęłam się.  Znając moje szczęście na bank będę miała poważne obrażenia. Na pewno dla innych musi to komicznie wyglądać. Po walce nie mam nawet zadrapania, a idąc ciężkie rany. Tak jak przypuszczałam upadłam na swoje własne kunai. Przebiłam sobie rękę. Krew spływała strumieniami. Poczułam również ból w lewej nodze.  Kiedy odwróciłam się,  okazało się, że noga była w fatalnym stanie. Szkarłatna ciecz płynęła tam gdzie chciała. Miałam rozwaloną łydkę. Skóra odchodziła od nogi. Jak by się tak dokładnie przyjżeć można było zobaczyć kość. Westchnęłam. Egzaminator zawołał lekarzy. Sam również do mnie podszedł.
- Masz pecha Hino. Żeby podczas walki nie mieć żadnych obrażeń, a po tem wywalić się i mieć poważne rany, musisz mieć naprawdę wielkiego pecha.
Skinęłam głową.  Wiedziałam, że pech to moje drugie imię. Czułam jak słabne. Lekarze wzięli mnie na noszę i zaczęli nieść w stronę wyjścia. Ból był do niewytrzymania. Niespodziewanie Fuji, Koruto i Naruto znaleźli się koło mnie.  Uśmiechali się do mnie i zapewniali ,że nic się nie stało. Nie byłam pewna czy mówią prawdę czy kłamią. Miałam jedynie nadzieje, że wyjdę z tego cała. Nagle widziałam tylko ciemność.  Nic po za tym.  Nieprzenikniony mrok.
    W moim śnie nie było nic oprócz krwi na moich rękach. Ta krew należała do Gariona. Jego wykrzywiona w bólu twarz nękała mnie. Nie wiedziałam czym sobie zasłużyłam na te koszmary. Może to moja podświadomość płata mi figle? Byłam tego niemal pewna. Ten stan trwał bardzo długo, miałam takie przeczucie. Kiedy w moich snach ,przepełnionych szkarłatną cieczą i przemocą , pojawił się Naruto, byłam wniebowzięta. Chciałam aby mój sensei uśmiechnął się i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Jednak zamiast tego rozpłynął się szkarłatnej krwi.
    Obudziłam się bardzo gwałtownie. Usiadłam na łóżku i zaczęłam się rozglądać. Leżałam w sali szpitalnej. Moja ręka, tak jak i na pewno noga, była zabandażowana. Spojrzałam w prawo i dostrzeglam śpiącego Fujiego. Opierał się o moje łóżko. Uśmiechnęłam się pod nosem. Tak bardzo go lubiłam. Dotknęłam jego włosów. Były jak aksamit. Śnieżnobiały aksamit, brzmi wspaniale. Kiedy ruszyłam się, Fuji się obudził. Przetarł oczy i ,najwyraźniej zaspany, powiedział:
-Hej, Hina. Jak się czujesz?
-Jak na niezdare całkiem dobrze.
Fuji zaczął się śmiać. Nagle przypomniałam sobie o egzaminie. Ile czasu byłam nieprzytomna? Czy egzamin się skończył, a ja niezdałam? Gdybym oblała byłoby to fatalne. - Fuji, ile czasu byłam nieprzytomna?  I co z egzaminem?
Chłopak przeczesał ręką włosy i odpowiedział:
- Byłaś nieprzytomna cały tydzien, a co do egzaminu on nadal trwa. Będą walki finałowe na arenie za trzy tygodnie. Oczywiście ty nie wiesz z kim walczysz bo spalaś.
Czyli jednak mam szanse się wykazać. Musze zacząć trenować jak najszybciej jeśli chcem zdać egzamin. Kiedy chciałam wstać, popchnęłam nie chcący Fujiego. Ten pechowo pociągnął mnie ze sobą. Spadliśmy tak, że Fuji jedną rękę miał na moim biuście, a drugą na biodrach. Dzieliło nas parę centymetrów od pocałunku, no i maska Fujiego. Chłopak zdjął ją i delikatnie musnął moje wargi. Zamknęłam oczy. Byłam wniebowzięta. Tak bardzo pragnęłam aby Fuji mnie zauważył. Teraz całował mnie. To szczyt moich marzeń. Wsunęłam ręce w jego włosy. Niestety ta wspaniała chwila nie trwała długo bo ktoś otwierał drzwi. Fuji szybko z powrotem założył maskę i wstał. Kiedy do sali wszedł sensei wraz z Koruto, zobaczyli mnie na ziemi i Fujiego, który pomagał mi wstać. Sensei zaczął się śmiać.  Kiedy już wstałam, Hokage powiedział:
- Potrzebujesz treningów. Dlatego uczyć cie będzie twój wujek. Pomoże ci opanować do perfekcji sharingana.
Skinęłam głową. Nagle sobie przypomniałam, że widziałam tylko walkę Koruto. Byłam ciekawa czy Fuji zdał dalej.
- Fuji, a co z twoją walką? Wygrałeś?
Chłopak przechylił głowę w prawo.
- Opowiedzieć ci?
Uśmiechnęłam się i usiadłam po turecku na łóżku szpitalnym po czym przytaknęłam.
- No więc: Kiedy lekarze wynieśli cie nieprzytomną, egzaminator zapowiedział następną walkę. Był to ktoś z wody i z naszej wioski.  Walki trwały długo. Moja była ostatnia i to z dziewczyną z Piaska. Kiedy stanąłem przed nią,  pomyślałem, że nie mogę jej uderzyć. Po prostu nie potrafiłem. Miałem przechlapane. Nagle przypomniałem sobie technikę, której używał Shikamaru-sama. Imitacja cienia mogła uratować mi skórę. Niestety szybko uświadomiłem sobie, że nigdy nie próbowałem używać tej techniki. Szybko zacząłem mieszać chakre. Dziewczyna szykowała się do ataku. Imitacja cienia nadal mi nie wychodziła mimo, że tak bardzo się starałem. Pierwszy atak dziewczyny przyjąłem, ponieważ nie mogłem się ruszyć. Chciałem aby technika była dobrze wykonana. Ponownie zmieszałem chakre i próbowałem użyć techniki. Wszystkie moje starania szły na marne. Obrywałem od dziewczyny z Piaska. Postanowiłem złamać swoje zasady i zacząć walczyć na poważnie. Porzuciłem pomysł z Imitacją Cienia. Kolejny raz zmieszałem swoją chakre i zacząłem formować pieczęci z techniki podziału cienia. Mój klon skutecznie odwrócił uwagę dziewczyny. Ja natomiast mogłem spokojnie podejść ją od tyłu. Kiedy stanąłem za nią, uniosłem kunai i tępym krańcem pozbawiłem ją przytomności. I tak oto w ten sposób wygrałem walkę z Piaskiem.
Powoli zeszłam z łóżka. Naruto-sensei  pomógł mi, ponieważ jak mogłam przypuszczać potknęłam się. Niedługo miałam spotkać się z wujkiem, który miał uczyć mnie do trzeciego etapu. Moim zdaniem jego ,, pomoc" będzie bezużyteczna, ponieważ jest słabszy od mojego taty. No, ale mówi się trudno. Taty nie ma i nie będzie. Tak bardzo za nim tęsknię. Stój,  miałam nigdy o nim nie myśleć przed jakąś walką. Wtedy się dekoncentruje. Uśmiechnęłam się do sensei i szybko pożegnałam się z Fujim i Koruto. Następnie ja wraz z Hokage ruszyliśmy do domu wujka Sasuke.




Gomene nie było mnie trochę ale wiecie szkoła i różne takie obowiązki,  ale spokojnie miałam czas na pisanie więc trochę jeszcze będzie tego opowiadania xD życzę miłego czytania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz