Następnego dnia na polanie przed lasem śmierci Fuji i Koruto czekali na mnie. Szybko do nich podeszłam i przywitałam się z nimi. Następnie drugi egzaminator zaczął wyjaśniać zasady.
- Dostaniecie kolejne formularze, które będziecie musieli wypełnić jeśli chcecie dalej brać udział w egzaminie. Macie pół godziny na uzupełnienie ich. Później trzy formularze wymienicie na zwój.
Przez te pół godziny rozmyślałam nad tym czy iść dalej. Karciłam siebie pięć razy. W końcu zdecydowałam, że wezmę udział w drugim etapie. Nawet jeśli coś mi się stanie. Było to pewne. Las śmierci i moja niezdarność nie idą ze sobą w parze. Podeszłam do chłopaków. Oboje zdecydowali się wziąść udział w drugim etapie. Wymieniliśmy nasze formularze na zwój Nieba. Schowaliśmy go i stanęliśmy przed egzaminatorem.
- Macie pięć dni na dotarcie do wieży w środku lasu. Macie mieć dwa zwoje. Zwój Nieba i Ziemi. Jeśli ich nie będziecie mieć nie zaliczycie. I pamiętajcie nie otwierajcie zwojów.Powodzenia. Przydzielili nam chunnina, który miał zaprowadzić nas do bramy. Mieliśmy bramę nr 7. Uśmiechnęłam się. To była moja szczęśliwa liczba. Shinobi otworzył nam bramę i wpuścił do środka.
W lesie zatrzymałam chłopaków i powiedziałam:
- Słuchajcie wiem jak przejść drugi etap jak najszybciej. To tak: są dwadzieścia cztery bramy. Każda z nich prowadzi bezpośrednio do wieży. Jeśli chcemy zdobyć zwój Ziemii powinniśmy iść w kierunku wieży jednak po skosie. Natkniemy się wtedy na jakąś drużynę ze zwojem Ziemi. Co wy na to?
Chłopaki myśleli przez chwile. Następnie skinęli głowami.
- W porządku. Musimy omówić jeszcze jedną kwestie. Każdy z geninów w tym lesie potrafi wykonać transformację, więc aby się nie pomylić musimy wymyślić hasło. Coś co każdy z nas będzie pamiętał.
Koruto uśmiechnął się i powiedział:
- Naleśniki z rana u Hiny.
Fuji wraz ze mną ledwo powstrzymywaliśmy śmiech. No tak ten słynny poranek u mnie w domu. Przytaknęłam. Ruszyliśmy przed siebie.
Nie minęło dużo czasu , kiedy Koruto oznajmił nam, że jakaś drużyna jest przed nami. Miło było mieć w drużynie kogoś z klanu Hyuga. Byakugan jest niezastąpiony w takich zadaniach. Koruto potrafi zobaczyć przeciwnika z odległości dziesięciu kilometrów. Szybko ustaliliśmy plan. Miałam być przynętą. Jestem najszybsza z naszej trójki w dodatku umiem zdecydowanie więcej od nich, więc w razie przeszkód w planie mogę poradzić sobie sama. Kiedy dotarliśmy na polanę, zobaczyliśmy drużynę z Konohy. Była najpewniej o rok lub dwa starsza od nas. Stanęłam do nich plecami, wzięłam głęboki oddech i krzyknęłam:
-Koruto gdzie jesteś?
Za plecami poczułam lecące w moim kierunku kunai. Schyliłam się, a kunai wbiło się w drzewo. Szybko się odwróciłam. Widok, który zobaczyłam zszokował mnie. Koruto i Fuji mieli kunai przy szyi. Dziewczyna z obcej drużyny powiedziała:
- Niezły plan dziewczynko, jednak my jesteśmy mądrzejsi. Oni nie mają zwoju, więc ty musisz go mieć. Oddasz nam go po dobroci czy mamy zabić twoich towarzyszy?
Pomyślałam przez chwile. Jeśli oddam zwój im nic się nie stanie, ale stracimy szanse na zwycięstwo w tym etapie. Jeśli nie oddam zwoju oni zginą, a i tak nie przejdę egzaminu. Chociaż jest trzecie rozwiązanie. Oddam im zwój podróbe. Mam parę niepotrzebnych zwojów. Zrobię po prostu podmianę. Umiem tą technikę wykonać jedną ręką, więc się nie domyślą. Plan idealny. W razie kłopotów będę walczyć.
- Oddam wam zwój, ale najpierw ich wypuścicie.
- Nie ma mowy. My ich wypuścimy, a ty zbiegniesz ze zwojem wraz z towarzyszami.
- Nie zrobię tego obiecuje na mój klan.
Dziewczyna myślała przez chwile poczym skinęła głową. Wsunęłam rękę do plecaka ze zwojami i szybko wykonałam technikę. Wyglądało to tak jakbym szukała zwoju. Wyjęłam rękę wraz z zwojem. Pokazałam go dziewczynie. Ta skinęła na swoich kolegów, którzy wypuścili Koruto i Fujiego. Podeszłam do dziewczyny i oddałam jej zwój. Szybko wyjęłam kunai i rozdarłam jej plecak. Jej zwój wypadł. Chwyciłam go i zniknęłam. Na polanie, na której się umówiliśmy zostałam Koruto i Fujiego. Uśmiechali się. Pokazałam im triumfalnie moją zdobycz. Mieliśmy dwa zwoje: Niebo i Ziemię.
-Miałaś doskonały plan. Brawo Hina. Masz talent.
Uśmiechnęłam się. Razem ruszyliśmy do wieży. Powinniśmy dotrzeć tam za jakieś dwie godziny. Odwróciłam się i na moje nieszczęście potknęłam się. Miałam pecha. Złamałam nadgarstek w lewej ręce i rozwaliłam sobie kolano.
- No ładnie. Teraz to zamiast dwóch godzin będą dwa dni.
Fuji kucnął przede mną i spytał:
-Masz jakiś materiał?
Skinęłam głową i prawą ręką wskazałam plecak. Byłam na sto procent przekonana, że coś sobie zrobię, więc wzięłam całą apteczkę. Fuji obwiązał moje kolano bandażem. Wziął dwa patyki i kolejny bandaż. Usztywnił mi nadgarstek i wyjął mój ukochany czarny materiał. Zrobił z niego temblak dla mnie. Następnie wziął mnie na ręce i jakoś zaczęliśmy iść do wieży.
Po paru metrach Fuji postawił mnie na ziemię. Był zmęczony. Nic dziwnego. Upał potęgował się jeszcze bardziej w lesie. Blisko ziemi było wilgotno. Nie ważyłam tyle co piórko, więc nie miałam mu za złe tego, że mnie puścił. Spojrzał na mnie i powiedział:
-Dasz rade sama iść? Chociaż kawałek?
Skinęłam głową. Zaczęłam kuśtykać. Wspierałam się, prawą ręką , o Fujiego. Zaszliśmy tak niespełna trzy kilometry. Wszystko mnie bolało. Nadgarstek najmocniej. Robiło się już ciemno, więc postanowiliśmy schować się na drzewie i jakoś przeczekać noc.
Miałam pierwszą warte. Spoglądałam w ciemność. W prawej ręce trzymałam kunai. Marna to obrona jeśli ma się złamany nadgarstek i rozwaloną nogę, ale jednak to jest coś. Moje myśli błądziły między tatą, a jego misją. Zawsze wykonywał nawet najtrudniejsze zadania w przeciągu tygodnia. Tym razem zajęło mu to miesiąc. Ciekawi mnie kto lub co go tak zatrzymało. Chciałabym się dowiedzieć. Myślę, że jak skończy się egzamin zacznę badać tą sprawę. Nagle usłyszałam szelest między krzakami pod nami. Delikatnie się wychyliłam i przyglądałam się roślinom. Kiedy uznałam, że jest w miarę bezpiecznie, znów wróciłam do rozmyślań. Spojrzałam na Fujiego i Koruto. Oboje spali w najlepsze. Za dwie godziny miałam obudzić Koruto. Chciałam ich chronić za wszelką cenę. Bardzo polubiłam Koruto. Fujiego kochałam. Kątem oka dostrzegłam kunai. Zeskoczyłam z drzewa. Wylądowałam na trawie z wielkim bólem. Przede mną stała drużyna z Konohy. Kolejni starsi. Bacznie obserwowałam ruchy przeciwników. Dziewczyna nie była zbyt pewna siebie. Stała z tyłu, a chłopcy zasłaniali ją. Jeden z nich wyciągnął kunai. Miałam przechlapane. Lewą rękę miałam złamaną, więc zawiązywanie pieczęci miałam utrudnione. Jeśli niczego nie zrobię mogę zginąć. Nie mogę obudzić chłopaków, ponieważ u nich zostawiłam zwoje Nieba i Ziemi. Chłopak rzucił się w moją stronę z kunai. Uskoczyłam w bok. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w bicie serca przeciwników. Kiedy otworzyłam oczy ,miałam już ułożony plan. Wyjęłam cztery kunai i rzuciłam je w każde inne drzewo. Wykonałam niezdarnie jedną ręką technikę replikacji. I dzięki swoim klonom mogłam wykonać technikę przywołania. Przywołałam dziesięć kruków. Wszystkie rzuciły się na przeciwników. Odetchnęłam z ulgą. Dzięki temu zaoszczędziłam trochę czasu. Miałam farta, kruki skutecznie odstraszyły drużynę. Wskoczyłam na drzewo i podeszłam do Fujiego. Teraz była jego kolej. Delikatnie szturchnęłam go za ramię. Chłopak powoli otworzył oczy. Wstał i przeczesał ręką włosy. Zrobił mi miejsce i stanął na gałęzi obok. Położyłam się spać. Zamknęłam oczy.
Rano Koruto obudził mnie i Fujiego. Zeszliśmy z drzewa i ruszyliśmy w stronę wieży.
Po pięciu godzinach w końcu otworzyliśmy drzwi do wieży. W środku czekał na nas Iruka-sensei. Widząc mój stan otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
-Po pierwsze gratuluję wam. Po drugie chodźcie ze mną do szpitala. Przed kolejnym etapem Hina musi zostać opatrzona.
Zostałam zabrana do szpitala. Lekarz powiedział, że przez trzy dni uda mu się nastawić mój nadgarstek na miejsce. Miałam farta gdyby kość złamała się w innym miejscu przez miesiąc nie mogłabym nią poruszać. Za trzy dni mają się odbyć pojedynki w etapie trzecim. Musze się postarać i dać z siebie wszystko. To już nie będzie test pisemny czy lekka walka na polanie, tam mogę nie dać rady. Wszyscy będą się na mnie patrzeć. Presja na pewno będzie ogromna. Naruto-sensei jako Hokage nie będzie z nami. Nie wyjaśni nam nic. Miałam cichą nadzieje, że nie będę walczyć pierwsza. Jeśli poznam inne przydatne techniki mogłabym ich użyć.
Drugi etap :D Mam nadzieję, że się wam spodoba.
niedziela, 30 sierpnia 2015
niedziela, 23 sierpnia 2015
Rozdział 4: Egzamin na chuninna etap 1
Przez ostatni miesiąc wykonaliśmy łącznie pięć misji.
Pewnego dnia Naruto-sensei zwołał nas i powiedział:
- Zgłosiłem was do egzaminu na chunnina. Uznałem ,że dacie sobie rade. Każde z was poczyniło ogromne postępy. Jednak to od was zależy czy przystąpicie do egzaminu.
Sensei rozdał nam formularze zgłoszeniowe i zniknął. Miałam okazję udowodnić jak bardzo zbliżyłam się do poziomu taty.
-Nie wiem jak wy , ale ja zamierzam przystąpić do egzaminu.
Spojrzałam się na chłopaków. Na pewno myśleli czy sobie poradzą. Niespodziewanie Koruto powiedział:
- Ja również zamierzam przystąpić do egzaminu. Mam szansę pokazać wszystkim jak silny się stałem.
Uśmiechnęłam się do niego. Chłopak odwdzięczył mi się tym samym. Przez ten miesiąc naprawdę zżyliśmy się ze sobą. Cała nasza trójka. Spojrzałam na Fujiego. Nadal myślał.
- A co mi tam. Również zamierzam brać udział w egzaminie.
Byłam zaskoczona. Fuji był osobą, która nie podejmowała ryzyka. Na misjach zawsze miał plan awaryjny. Przesadnie dbał o bezpieczeństwo nie tylko swoje ale i całej drużyny. Los naszej trójki był dla niego najważniejszy. Wiedziałam, że kocha wioskę i jej mieszkańców. Pod tym względem był podobny do mnie i mojego taty. Dla mojej rodziny zawsze na pierwszym miejscu było bezpieczeństwo Konohy. Byłam trochę zmęczona, więc pożegnałam się z chłopakami i ruszyłam w kierunku domu.
Po drodze spotkałam Sarade. Była ode mnie młodsza o pięć lat. W tym roku skończyła siedem lat. Była moją kuzynką. Nagle ktoś stanął za nią. Przyłożył jej kunai do szyji i porwał. Nie czekałam na nic. Szybko skoczyłam za nimi. Dogoniłam ich na moście. Porywacz rzucił w moją stronę kunai. Zrobiłam unik.
-Hina, pomocy!
Kiedy usłyszałam krzyk kuzynki, coś we mnie pękło. Niestety ta sekunda liczyła się bardziej niż moje życie. Sarada znów zniknęła. Wyjęłam kunai naciełam kciuk, umazałam krwią resztę palców i wykonałam technikę przywołującą. Przed moimi oczami pojawiły się dwa kruki. Jednego wysłałam na poszukiwania Serady, a drugi został przy mnie. Miały one bowiem cechę, którą bardzo ceniłam. Mianowicie potrafiły komunikować się nawet na odległość pięciu kilometrów. Kiedy kruk na moim ramieniu zakrakał i wskazał na północ, wiedziałam, że znalazłam Sarade. Szybko popędziłam w tamtym kierunku. Nie minęła minuta, kiedy znalazłam się tuż obok porywacza. Wyciągnęłam kunai i odcięłam więzy krępujące Sarade. Mój klon w tym momencie stał przed porywaczem i starał się coś zrobić. Kiedy skoczyłam na gałęź, zawołałam:
- Niezła próba Iruka-sensei.
Porywacz odwrócił się do mnie i powiedział:
- Co?! Skąd wiedziałaś?
Czyli moje przypuszczenia były prawdziwe.
- Nie wiedziałam. Sam mi przed chwilą powiedziałeś.
Uśmiechnęłam się. Odwróciłam się i ruszyłam w kierunku wioski.
Odprowadziłam Sarade pod sam dom. Chciała żebym weszła, więc zgodziłam się.
W środku zastałam ciocie Sakure i wujka Sasuke wraz z Naruto-sensei. Na mój widok wszyscy się uśmiechnęli. Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy Sarada powiedziała:
- Mamo, tato, Hina mnie dziś uratowała. Bo widzicie ktoś mnie porwał, ale Hina bez problemu mnie uratowała. Później okazało się, że to Iruka-sensei.
Sarada powiedziała to wszystko na jednym oddechu. Najwyraźniej była dumna, że ma taką kuzynkę. Naruto-sensei wydawał się zaskoczony. Nagle sobie coś uświadomiłam.
- Hokage-sama było to wszystko po to by sprawdzić czy dam sobie radę na egzaminie, zgadłam?
Założyłam ręce na biodra. Spojrzałam na Naruto-sensei.
- Coś w tym jest.
Aha,wiedziałam. Sprawdzali mnie. To już był chyba szczyt wszystkiego. No cóż, na pewno chcą zredukować drużyny. Nie podoba im się zapewnie liczba zgłoszeń. Najprawdopodobniej jest zbyt wysoka. Dostałam szanse wykazania się i jej nie zmarnowałam. Teraz na pewno uda mi się jeszcze bardziej zbliżyć do poziomu taty. Uśmiechnęłam się i usiadłam naprzeciwko sensei.
Rozmawialiśmy cały wieczór o moich postępach. Okazało się, że poprawiłam się o połowę. Byłam z tego dumna. Niestety moim zdaniem i tak byłam zbyt słaba. Mój tata został ANBU w wieku czternastu lat. A ja mam zostać dopiero chunninem. Chociaż z drugiej strony zostały mi jeszcze dwa lata. Zamknęłam oczy. Byłam w domu przykryta kołdrą i rozmyślałam nad egzaminem. Po prostu świetnie. Odwróciłam głowę w stronę szafki nocnej. W ramce było zdjęcie moje i mamy. Była taka śliczna. Nie wiem dlaczego nie odziedziczyłam po niej nic. Kolor włosów i oczu mam po tacie. Nie mówię, że to źle. Po prostu miłoby było gdybym spojrzała w lustro i przypomniałabym sobie mamę ze względu na oczy czy kolor włosów. Nie mam pojęcia dlaczego tata cały czas powtarzał mi ,że jestem podobna do mamy. Może chodzilo mu o charakter? Szkoda, że teraz nie mogę go zapytać. Odwróciłam głowę i zamknęłam oczy. Jutro mieliśmy odnieść zgłoszenia i zacząć pierwszy etap egzaminu. Denerwowałam się . Co jeśli nie zdam? Co będzie kiedy powiedzą mi, że jestem do bani? Co gorzej na tych testach giną ludzie. Co jeśli będę jedną z nich? Nie! To się nie zdarzy. Koruto i Fuji będę tam razem ze mną. Na pewno będą mnie wspierać. Po za tym nigdy się nie poddam. Obiecałam sobie, że będę tak silna jak tata. Nie będę niezdarą, która wywala się o własne stopy.
Rano wyszłam z domu w dobrym chumorze. W ręku trzymałam wypełniony formularz zgłoszeniowy. Po drodze spotkałam Koruto i Fujiego. Razem szliśmy zanieść zgłoszenia. O trzeciej miał odbyć się pierwszy etap egzaminu. Ponoć są dwa etapy. Naruto-sensei opowiadał nam o swoich dwóch egzaminach. Obie wersje wydawały się być straszne.
W budynku nie spotkaliśmy nikogo. Kiedy zanieśliśmy formularze, spotkaliśmy Hokage.
- Od teraz przystąpiliście do egzaminu. Życzę wam powodzenia.
Weszliśmy do wielkiej sali, w którym siedziała ponad setka osób. Zaczął ogarniać mnie strach, jednak kiedy przypomniałam sobie uśmiech taty, strach zniknął. Chciałam zostać chunninem dla siebie i dla niego. Wyobrażałam sobie jego zadowolenie, kiedy przychodzę i oznajmiam, że zdałam. Na pewno byłby ze mnie dumny. Nie zwracając na siebie uwagi moja drużyna zajęła miejsce. Nagle w pokoju pojawił się egzaminator. Kazał nam losować miejsca. Wylosowałam pierwszy rząd. Obok mnie siedziała Deli. Z drugiej strony jakiś chłopak z Piaska. Dali nam testy i kazali je rozwiązać w przeciągu godziny. Zrobiłam ten test w pięć minut. Umiałam teorie na pamięć. Bardzo często z niej korzystałam w praktyce. Dla mnie ten test był tylko rozgrzewką. Ukradkiem spojrzałam na Dali. Męczyła się z pierwszym zadaniem. Postanowiłam poćwiczyć koncentrację. Zamknęłam oczy i podparłam brodę rękoma. Słyszałam nierówny oddech Deli. Na pewno się denerwowała. Ten z Piaska obok mnie skrobał coś ołówkiem. Nie były to obliczenia, lecz jakieś słowa. Wsłuchałam się w rytm ołówka. Po chwili zrozumiałam. Pisał wiadomość dla swoich kumpli. ,, Ten test polega na ściąganiu. Chodzi im o umiejętne zbieranie informacji w warunkach ekstremalnych" tak brzmiała cała notatka. Piaska odkrył to przede mną? Jestem zaskoczona. Chociaż z drugiej strony ja już napisałam test więc nie przejmowałam się tym. Jednakże Fuji i Koruto mogli nie załapać o co chodzi i męczą się z zadaniami. Postanowiłam w nich wierzyć. Nie zrobię nic, aby im pomóc. Nie mogę. Oni siedzą w ostatnim rzędzie, a ja w pierwszym. Nawet nie miałam co myśleć o pomocy. Zbyt ryzykowne. Przeczesałam dłonią włosy. Miałam nadzieję, że Fuji lub Koruto widział ten gest. Podczas drugiej misji uzgodniliśmy, że jak ja przeczesze włosy oznaczać to będzie, że musimy zbierać informacje. Byłam niemal pewna, że widzieli tem znak. Kiedy zostało ostatnie dziesięć minut, egzaminator przerwał test.
- Teraz zadam.wam ostatnie pytanie. Jednak najpierw wyjaśnię wam coś. Jeśli nie odpowiecie na to pytanie dobrze nie zdacie. Nie ważne ile mieliście punktów. Jeśli ktoś chce zrezygnować niech podniesie rękę.
W przeciągu pięciu minut odpadła połowa pozostałych drużyn. Łącznie zostało dwadzieścia cztery drużyny. Miałam dość. Podparłam ręką brodę i patrząc z wyższością na egzaminatora powiedziałam:
- Niech pan skończy tą farsę. Prawdziwy shinobi musi podejmować ryzyko. Po za tym na pewno nie ma ostatniego pytania. Chciał pan sprawdzić tylko determinację uczestników.
Egzaminator szeroko otworzył oczy. To było oczywiste jak w sprawie Iruka-sensei. Czy wszyscy uważają mnie za idiotkę?
- To prawda. No cóż skoro się wydało. Wszystkie drużyny, które są na sali przechodzą do etapu drugiego. Odbędzie się on jutro. Macie stawić się przed lasem śmierci o siódmej.
Wracając do domu Koruto spytał:
- Dzięki za znak Hino.
- Czyli widzieliście? Nie byłam pewna czy zauważcie.
Fuji spojrzał się na mnie.
- Ja się domyśliłem, ale twój znak pomógł Koruto.
Uśmiechnęłam się.
- Zrobiłaś wszystkie zadania prawda, Hina?
Skinęłam głową.
- Zajęło mi to pięć minut.
Chłopaki szeroko rozszerzyli oczy. Na pewno wiedzieli ,że zrobiłam cały test, ale nie przypuszczali, że tak szybko. Ha, byłam górą w tym etapie. Opłaciło się uczyć każdej teorii w akademii.
Pierwszy etap egzaminu za nami :D Niedługo będzie drugi. Życzę przyjemnego czytania.
Pewnego dnia Naruto-sensei zwołał nas i powiedział:
- Zgłosiłem was do egzaminu na chunnina. Uznałem ,że dacie sobie rade. Każde z was poczyniło ogromne postępy. Jednak to od was zależy czy przystąpicie do egzaminu.
Sensei rozdał nam formularze zgłoszeniowe i zniknął. Miałam okazję udowodnić jak bardzo zbliżyłam się do poziomu taty.
-Nie wiem jak wy , ale ja zamierzam przystąpić do egzaminu.
Spojrzałam się na chłopaków. Na pewno myśleli czy sobie poradzą. Niespodziewanie Koruto powiedział:
- Ja również zamierzam przystąpić do egzaminu. Mam szansę pokazać wszystkim jak silny się stałem.
Uśmiechnęłam się do niego. Chłopak odwdzięczył mi się tym samym. Przez ten miesiąc naprawdę zżyliśmy się ze sobą. Cała nasza trójka. Spojrzałam na Fujiego. Nadal myślał.
- A co mi tam. Również zamierzam brać udział w egzaminie.
Byłam zaskoczona. Fuji był osobą, która nie podejmowała ryzyka. Na misjach zawsze miał plan awaryjny. Przesadnie dbał o bezpieczeństwo nie tylko swoje ale i całej drużyny. Los naszej trójki był dla niego najważniejszy. Wiedziałam, że kocha wioskę i jej mieszkańców. Pod tym względem był podobny do mnie i mojego taty. Dla mojej rodziny zawsze na pierwszym miejscu było bezpieczeństwo Konohy. Byłam trochę zmęczona, więc pożegnałam się z chłopakami i ruszyłam w kierunku domu.
Po drodze spotkałam Sarade. Była ode mnie młodsza o pięć lat. W tym roku skończyła siedem lat. Była moją kuzynką. Nagle ktoś stanął za nią. Przyłożył jej kunai do szyji i porwał. Nie czekałam na nic. Szybko skoczyłam za nimi. Dogoniłam ich na moście. Porywacz rzucił w moją stronę kunai. Zrobiłam unik.
-Hina, pomocy!
Kiedy usłyszałam krzyk kuzynki, coś we mnie pękło. Niestety ta sekunda liczyła się bardziej niż moje życie. Sarada znów zniknęła. Wyjęłam kunai naciełam kciuk, umazałam krwią resztę palców i wykonałam technikę przywołującą. Przed moimi oczami pojawiły się dwa kruki. Jednego wysłałam na poszukiwania Serady, a drugi został przy mnie. Miały one bowiem cechę, którą bardzo ceniłam. Mianowicie potrafiły komunikować się nawet na odległość pięciu kilometrów. Kiedy kruk na moim ramieniu zakrakał i wskazał na północ, wiedziałam, że znalazłam Sarade. Szybko popędziłam w tamtym kierunku. Nie minęła minuta, kiedy znalazłam się tuż obok porywacza. Wyciągnęłam kunai i odcięłam więzy krępujące Sarade. Mój klon w tym momencie stał przed porywaczem i starał się coś zrobić. Kiedy skoczyłam na gałęź, zawołałam:
- Niezła próba Iruka-sensei.
Porywacz odwrócił się do mnie i powiedział:
- Co?! Skąd wiedziałaś?
Czyli moje przypuszczenia były prawdziwe.
- Nie wiedziałam. Sam mi przed chwilą powiedziałeś.
Uśmiechnęłam się. Odwróciłam się i ruszyłam w kierunku wioski.
Odprowadziłam Sarade pod sam dom. Chciała żebym weszła, więc zgodziłam się.
W środku zastałam ciocie Sakure i wujka Sasuke wraz z Naruto-sensei. Na mój widok wszyscy się uśmiechnęli. Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy Sarada powiedziała:
- Mamo, tato, Hina mnie dziś uratowała. Bo widzicie ktoś mnie porwał, ale Hina bez problemu mnie uratowała. Później okazało się, że to Iruka-sensei.
Sarada powiedziała to wszystko na jednym oddechu. Najwyraźniej była dumna, że ma taką kuzynkę. Naruto-sensei wydawał się zaskoczony. Nagle sobie coś uświadomiłam.
- Hokage-sama było to wszystko po to by sprawdzić czy dam sobie radę na egzaminie, zgadłam?
Założyłam ręce na biodra. Spojrzałam na Naruto-sensei.
- Coś w tym jest.
Aha,wiedziałam. Sprawdzali mnie. To już był chyba szczyt wszystkiego. No cóż, na pewno chcą zredukować drużyny. Nie podoba im się zapewnie liczba zgłoszeń. Najprawdopodobniej jest zbyt wysoka. Dostałam szanse wykazania się i jej nie zmarnowałam. Teraz na pewno uda mi się jeszcze bardziej zbliżyć do poziomu taty. Uśmiechnęłam się i usiadłam naprzeciwko sensei.
Rozmawialiśmy cały wieczór o moich postępach. Okazało się, że poprawiłam się o połowę. Byłam z tego dumna. Niestety moim zdaniem i tak byłam zbyt słaba. Mój tata został ANBU w wieku czternastu lat. A ja mam zostać dopiero chunninem. Chociaż z drugiej strony zostały mi jeszcze dwa lata. Zamknęłam oczy. Byłam w domu przykryta kołdrą i rozmyślałam nad egzaminem. Po prostu świetnie. Odwróciłam głowę w stronę szafki nocnej. W ramce było zdjęcie moje i mamy. Była taka śliczna. Nie wiem dlaczego nie odziedziczyłam po niej nic. Kolor włosów i oczu mam po tacie. Nie mówię, że to źle. Po prostu miłoby było gdybym spojrzała w lustro i przypomniałabym sobie mamę ze względu na oczy czy kolor włosów. Nie mam pojęcia dlaczego tata cały czas powtarzał mi ,że jestem podobna do mamy. Może chodzilo mu o charakter? Szkoda, że teraz nie mogę go zapytać. Odwróciłam głowę i zamknęłam oczy. Jutro mieliśmy odnieść zgłoszenia i zacząć pierwszy etap egzaminu. Denerwowałam się . Co jeśli nie zdam? Co będzie kiedy powiedzą mi, że jestem do bani? Co gorzej na tych testach giną ludzie. Co jeśli będę jedną z nich? Nie! To się nie zdarzy. Koruto i Fuji będę tam razem ze mną. Na pewno będą mnie wspierać. Po za tym nigdy się nie poddam. Obiecałam sobie, że będę tak silna jak tata. Nie będę niezdarą, która wywala się o własne stopy.
Rano wyszłam z domu w dobrym chumorze. W ręku trzymałam wypełniony formularz zgłoszeniowy. Po drodze spotkałam Koruto i Fujiego. Razem szliśmy zanieść zgłoszenia. O trzeciej miał odbyć się pierwszy etap egzaminu. Ponoć są dwa etapy. Naruto-sensei opowiadał nam o swoich dwóch egzaminach. Obie wersje wydawały się być straszne.
W budynku nie spotkaliśmy nikogo. Kiedy zanieśliśmy formularze, spotkaliśmy Hokage.
- Od teraz przystąpiliście do egzaminu. Życzę wam powodzenia.
Weszliśmy do wielkiej sali, w którym siedziała ponad setka osób. Zaczął ogarniać mnie strach, jednak kiedy przypomniałam sobie uśmiech taty, strach zniknął. Chciałam zostać chunninem dla siebie i dla niego. Wyobrażałam sobie jego zadowolenie, kiedy przychodzę i oznajmiam, że zdałam. Na pewno byłby ze mnie dumny. Nie zwracając na siebie uwagi moja drużyna zajęła miejsce. Nagle w pokoju pojawił się egzaminator. Kazał nam losować miejsca. Wylosowałam pierwszy rząd. Obok mnie siedziała Deli. Z drugiej strony jakiś chłopak z Piaska. Dali nam testy i kazali je rozwiązać w przeciągu godziny. Zrobiłam ten test w pięć minut. Umiałam teorie na pamięć. Bardzo często z niej korzystałam w praktyce. Dla mnie ten test był tylko rozgrzewką. Ukradkiem spojrzałam na Dali. Męczyła się z pierwszym zadaniem. Postanowiłam poćwiczyć koncentrację. Zamknęłam oczy i podparłam brodę rękoma. Słyszałam nierówny oddech Deli. Na pewno się denerwowała. Ten z Piaska obok mnie skrobał coś ołówkiem. Nie były to obliczenia, lecz jakieś słowa. Wsłuchałam się w rytm ołówka. Po chwili zrozumiałam. Pisał wiadomość dla swoich kumpli. ,, Ten test polega na ściąganiu. Chodzi im o umiejętne zbieranie informacji w warunkach ekstremalnych" tak brzmiała cała notatka. Piaska odkrył to przede mną? Jestem zaskoczona. Chociaż z drugiej strony ja już napisałam test więc nie przejmowałam się tym. Jednakże Fuji i Koruto mogli nie załapać o co chodzi i męczą się z zadaniami. Postanowiłam w nich wierzyć. Nie zrobię nic, aby im pomóc. Nie mogę. Oni siedzą w ostatnim rzędzie, a ja w pierwszym. Nawet nie miałam co myśleć o pomocy. Zbyt ryzykowne. Przeczesałam dłonią włosy. Miałam nadzieję, że Fuji lub Koruto widział ten gest. Podczas drugiej misji uzgodniliśmy, że jak ja przeczesze włosy oznaczać to będzie, że musimy zbierać informacje. Byłam niemal pewna, że widzieli tem znak. Kiedy zostało ostatnie dziesięć minut, egzaminator przerwał test.
- Teraz zadam.wam ostatnie pytanie. Jednak najpierw wyjaśnię wam coś. Jeśli nie odpowiecie na to pytanie dobrze nie zdacie. Nie ważne ile mieliście punktów. Jeśli ktoś chce zrezygnować niech podniesie rękę.
W przeciągu pięciu minut odpadła połowa pozostałych drużyn. Łącznie zostało dwadzieścia cztery drużyny. Miałam dość. Podparłam ręką brodę i patrząc z wyższością na egzaminatora powiedziałam:
- Niech pan skończy tą farsę. Prawdziwy shinobi musi podejmować ryzyko. Po za tym na pewno nie ma ostatniego pytania. Chciał pan sprawdzić tylko determinację uczestników.
Egzaminator szeroko otworzył oczy. To było oczywiste jak w sprawie Iruka-sensei. Czy wszyscy uważają mnie za idiotkę?
- To prawda. No cóż skoro się wydało. Wszystkie drużyny, które są na sali przechodzą do etapu drugiego. Odbędzie się on jutro. Macie stawić się przed lasem śmierci o siódmej.
Wracając do domu Koruto spytał:
- Dzięki za znak Hino.
- Czyli widzieliście? Nie byłam pewna czy zauważcie.
Fuji spojrzał się na mnie.
- Ja się domyśliłem, ale twój znak pomógł Koruto.
Uśmiechnęłam się.
- Zrobiłaś wszystkie zadania prawda, Hina?
Skinęłam głową.
- Zajęło mi to pięć minut.
Chłopaki szeroko rozszerzyli oczy. Na pewno wiedzieli ,że zrobiłam cały test, ale nie przypuszczali, że tak szybko. Ha, byłam górą w tym etapie. Opłaciło się uczyć każdej teorii w akademii.
Pierwszy etap egzaminu za nami :D Niedługo będzie drugi. Życzę przyjemnego czytania.
czwartek, 20 sierpnia 2015
Rozdział 3: Pierwsza misja
Po śniadaniu wszyscy razem ruszyliśmy wybrać naszą pierwszą misję. Po drodze spotkałam Dali. Jak zwykle dokuczała komuś. Kiedy mnie zobaczyła, od razu ruszyła w moją stronę. Uśmiechała się. Spojrzałam za siebie. Nigdzie nie było widać Fujiego, Koruto i Naruto-sensei. Dali stanęła przede mną i powiedziała:
- A ty znowu sama. Masz wielkiego pecha Hino.
Próbowała mnie popchnąć. Wiedziałam ,że Hokage testuje mnie, znowu. Złapałem, więc Dali za rękę i przewróciłam ją szybciej. Dziewczyna była zaskoczona. Wstałam o spojrzałam z wyższością na Dali.
- Od dzisiaj nie wolno ci zbliżać się do mnie. Nie jestem twoją maskotką.
Odwróciłam się i jak można było się spodziewać potknęłam się. Poleciałam do przodu jednak ktoś mnie złapał. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Fujiego. Trzymał mnie w pasie. Dzięki niemu nie upadłam. Wstałam, uśmiechnęłam się do niego i zrobiłam krok do przodu. Tym razem się wywaliłam. Usiadłam i spojrzałam na swoje nogi. Prawa była cała we krwi. Eh ja to mam fart. Przed misją rozwalić swoją nogę to szczyt pecha. Probowałam wstać jednak coś mnie powstrzymało. Był to Naruto-sensei. Wziął mnie na ręce i powiedział:
- Tym razem idziesz do szpitala. Misja może poczekać.
Hokage niósł mnie całą drogę do szpitala. Czułam się trochę zażenowana. Koruto i Fuji szli za nami. Cały czas próbowali mnie pocieszyć, że misja to nie wszystko. Westchnęłam. Niezły początek Hina. Zamiast misji masz wizytę u lekarza. Chociaż z drugiej strony nie czuje nogi. Pewnie rana jest głęboka. Z tego wszystkiego zapomniałam zatamować krwawienie. Szkarłatna ciecz spływała bardzo szybko z mojej nogi. Poczułam, że słabne. Zamknęłam oczy. Ostatnie co widziałam to twarz Naruto-sensei, który widział ,że mdleje.
Kiedy się obudziłam zobaczyłam biel. Moje pierwsze myśli to, że byłam w niebie. Niestety nie. Po chwili zobaczyłam uśmiechniętą twarz Hokage. Poczułam ulgę. Potparłam się na łokciach i powoli usiadłam. Spojrzałam na wszystkich.
- Ile byłam nieprzytomna?
Fuji uśmiechnął się i odpowiedział:
- Tylko dwie godziny. I jak się czujesz?
Spojrzałam w głąb siebie. Nic nie czułam. Ból ustał. Otworzyłam oczy i się uśmiechnęłam.
- Nic mnie nie boli. Wszystko jest w porządku.
Po godzinie szliśmy już na naszą pierwszą misję. Moja noga była cała w bandażach lecz wcale nie bolała. Naszym zadaniem było złapać kota pani Yunozaki. Szliśmy po ogrodzie szukając jakiegoś śladu zwierzaka. Kątem oka dostrzegłam jakiś cień. Oddaliłam się od drużyny i wskoczyłam na drzewo. Okazało się ,że to właśnie był ten kociak. Wyciągnęłam ręce by go złapać, kiedy usłyszałam głos Naruto-sensei.
- Nie ruszaj się Hina. Jeśli spadniesz to się na pewno zabijesz.
No tak. Ma rację. Kiedy się normalnie przewróciłam, pocharatałam sobie całą nogę. Co by się stało gdybym tak spadła z drzewa? Wole o tym nie myśleć. Zostałam w miejscu. Pokazałam tylko palcem na kociaka. Koruto od razu wskoczył na drzewo. Był obok. Wyciągnął ręce po kociaka. Niestety kot podrapał Koruto. Chłopak cofnął się i po pchnął mnie. Przechyliłam się do tyłu i spadłam. Użyłam chakry aby przyczepić się do gałęzi. Zawisłam głową w dół. Naruto-sensei był zaskoczony. Westchnęłam. Zeszłam z drzewa i jak na złość zachaczyłam ręką o gałąź i zadrapałam całą dłoń. Wyjęłam czarny materiał i obwiązałam rękę. Spojrzałam na Hokage.
- Jak to zrobiłaś? Tego mieliście uczyć się w przyszłym tygodniu. Otworzyłam szerzej oczy. Spojrzałam na Koruto i Fujiego.
- To wy tego nie umiecie? Przecież jest to w podstawie.
Teraz to oni byli zaskoczeni. Pokręcili głowami. Noaruto-sensei jako jedyny oprzytomniał.
- Kto cię tego nauczył? I co jeszcze potrafisz?
Myślałam przez chwile po czym odpowiedziałam:
- Umiem skoncentrować chakre w jednym miejscu. Co przed chwilą pokazałam. Hmm ćwiczenie na chodzenie po wodzie też. Replikacje cienia. Imitacje cienia. Tworzenie klonów. Podmiane. Przywołanie. I podstawowe techniki z akademii.
Naruro-sensei omało co się nie przewrócił. Nie uważałam swoich umiejętności za dobre. Nie byłam nawet w jednej trzeciej tak dobra jak mój ojciec. Naruro-sensei wziął głęboki oddech i zaczął myśleć. Po chwili odpowiedział:
- Podczas treningów będziesz robiła ćwiczenia trudniejsze od ćwiczeń chłopców. W takim razie znajdźmy tego kota i zaczniemy trening.
Uśmiechnęłam się. Kątem oka znowu dostrzegłam kota. Podkradłam się do niego i złapałam go.
Kiedy odnieśliśmy zwierzaka do pani Yunozaki, ruszyliśmy za Hokage. Mieliśmy mieć pierwszy trening z Naruro-sensei. Cieszyłam się na samą myśl o moim treningu. Sensei obiecał mi ćwiczenia na poziomie Chunina. Dzięki czemu miałam wzbogacić swoje umiejętności. Im lepsza się stanę tym bardziej zbliże się do poziomu taty. Oczywiście nigdy mi się to nie uda, ale wierzyć można. Wiedziałam ,że tata skończył akademie w wieku siedmiu lat. A ja? Ukończyłam ją w wieku dwunasty lat. To pięć lat później niż tata. Jestem zacofana. Mam nadzieje, że dzięki specjalnym treningom Hokage stanę się silniejsza i mniej niezdarna.
Na polanie chłopcy zaczęli ćwiczyć utrzymanie chakry w stałym miejscu. Ja natomiast miałam opanować do perfekcji utrzymanie sharingana przez jak najdłuższy okres czasu. Nie wychodziło mi nawet włączenie go. Byłam beznadziejna. Kiedy chłopcy nadal ćwiczyli swoje , Naruro-sensei zawołał mnie. Usiadłam na przeciwko niego.
- Tak sensei?
-Widzę ,że nie wychodzi ci używanie sharingana. Masz może jakieś wspomnienia o śmierci?
- Nie.
- W takim razie poczekaj tu chwile. Zaraz wrócę.
Po pięciu minutach, czekania i przyglądania się jak chłopcy trenują, Naruro-sensei wrócił z małym pieskiem. Postawił go przede mną i powiedział:
- Z tego co wiem to sharingana potrafi się używać dopiero wtedy jak zobaczy się śmierć. Sprawdźmy to.
Hokage wyjął kunai i przyłożył go do szyji psa. Nie wierzyłam własnym oczom. Naruro-sensei chciał go zabić. Zamknęłam oczy i szybki je otworzyłam kiedy usłyszałam psa. Spojrzałam na Hokage. Uśmiechał się. Jak się okazało pies nie był ranny. Wesoło biegał między drzewami. Mój wzrok przenikał przez wszystko widząc praktycznie wszystko.
- Widzisz udało ci się. W takim razie zaczniemy pierwotny trening. Na sam początek staraj sie utworzyć jak najwięcej klonów. Chcem zobaczyć ile posiadasz chakry.
Skinęłam głową. Wykonałam to polecenie.
Po godzinie byłam wykończona. Usiadłam na ziemię zmęczona. Spojrzałam na Naruto-sensei. Hokage uśmiechał się.
- Łącznie udało ci się stworzyć sto klonów. To wynik ponad przeciętny jak na guninna. Jestem z ciebie dumny. Odpocznij trochę, a ja sprawdzę jak idzie chłopakom.
Oparłam się na łokciach i zaczęłam wpatrywać się w niebo. Nagle usłyszałam szelest za moimi plecami. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Koruto.
- Hej Hina. Jak udało ci się opanować chodzenie po drzewach. Fuji robi większe postępy niż ja i trochę mnie to denerwuje.
- Haha. Jesteś zazdrosny o Fujiego? Masz szczęście Koruto. Dam ci dobrą radę. Jeśli chcesz zebrać chakre w jednym miejscu i ją utrzymać musisz pomyśleć o najbliższej ci osobie. Spróbuj ,mi to pomaga.
- Dzięki Hina.
Koruto uśmiechnął się i pobiegł dalej ćwiczyć. Znów oparłam się na łokciach i wpatrywałam się w chmury. Były takie beztroskie. Usłyszałam kroki, więc spojrzałam w tamtą stronę. Był to Naruto-sensei. Wyglądał na zadowolonego. Podszedł do mnie i powiedział:
- Mam nadzieję, że wypoczełaś. Teraz zajmiemy się nowymi technikami.
Wieczorem wróciłam do domu wykończona. Wiedziałam ,że dzisiejszy trening był tylko początkiem. Nie umiałam wielu rzeczy. Żeby dorównać tacie musze jeszcze bardziej się postarać. Podeszłam do lodówki wyjęłam lemoniade i postanowiłam ćwiczyć. Wyszłam z domu i ruszyłam na polne. Chciałam dogonić tatę jak najszybciej. To mój drugi priorytet.
Rano obudziłam się jakimś cudem w swoim łóżku. Ostatnie co pamiętam to ,że zemdlałam na polanie po swoim treningu. Szybko wstałam i ubrałam się. Po drodze wzięłam swój ochraniacz i szybko weszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam sok. Miałam mgliste wspomnienia z wczoraj. Pamiętam ,że poszłam na polane, na której bardzo często ćwiczyłam z tatą. Następnie ćwiczyłam do wyczerpania swojej chakry. Możliwe ,że zemdlałam. Jednak jakim cudem trafiłam do domu? Rozejrzałam się po kuchni i zobaczyłam coś co mnie przeraziło. Nie byłam w swojej kuchini. Wszystkie kunai zostawiłam na polanie. Są one wbite w drzewo. Niespodziewanie do kuchni wszedł Fuji. Kiedy mnie zobaczył ,uśmiechnął się. Przeczesał ręką włosy i usiadł na krześle naprzeciwko mnie.
-Ciesze się ,że się obudziłaś. Mam nadzieję, że nic ci nie jest.
Pokręciłam głową.
- Pewnie zastanawiasz się gdzie jesteś? I jak się tu znalazłaś?
Skinęłam głową. Nie mogłam mówić. Obecność Fujiego sam na sam onieśmielała mnie.
- Jesteś u mnie w domu. Wczoraj wybrałem się na spacer i po drodze natknąłem się na ciebie. Ćwiczyłaś a później zemdlałaś. Postanowiłem więc przynieść cie tutaj.
- Dziękuję.
Fuji uśmiechnął się jeszcze szerzej. Miło było wiedzieć, że jest ktoś kto mi pomoże. Nawet w takiej głupiej sytuacji.
Po godzinie wyszliśmy na kolejny trening z Naruto-sensei.
Kolejny rozdział ^.^ Myślę, że następny rozdział spodoba wam się bardziej, chociaż ten też jest moim zdaniem dobry. Kolejna część będzie o egzaminie na chunina :D
- A ty znowu sama. Masz wielkiego pecha Hino.
Próbowała mnie popchnąć. Wiedziałam ,że Hokage testuje mnie, znowu. Złapałem, więc Dali za rękę i przewróciłam ją szybciej. Dziewczyna była zaskoczona. Wstałam o spojrzałam z wyższością na Dali.
- Od dzisiaj nie wolno ci zbliżać się do mnie. Nie jestem twoją maskotką.
Odwróciłam się i jak można było się spodziewać potknęłam się. Poleciałam do przodu jednak ktoś mnie złapał. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Fujiego. Trzymał mnie w pasie. Dzięki niemu nie upadłam. Wstałam, uśmiechnęłam się do niego i zrobiłam krok do przodu. Tym razem się wywaliłam. Usiadłam i spojrzałam na swoje nogi. Prawa była cała we krwi. Eh ja to mam fart. Przed misją rozwalić swoją nogę to szczyt pecha. Probowałam wstać jednak coś mnie powstrzymało. Był to Naruto-sensei. Wziął mnie na ręce i powiedział:
- Tym razem idziesz do szpitala. Misja może poczekać.
Hokage niósł mnie całą drogę do szpitala. Czułam się trochę zażenowana. Koruto i Fuji szli za nami. Cały czas próbowali mnie pocieszyć, że misja to nie wszystko. Westchnęłam. Niezły początek Hina. Zamiast misji masz wizytę u lekarza. Chociaż z drugiej strony nie czuje nogi. Pewnie rana jest głęboka. Z tego wszystkiego zapomniałam zatamować krwawienie. Szkarłatna ciecz spływała bardzo szybko z mojej nogi. Poczułam, że słabne. Zamknęłam oczy. Ostatnie co widziałam to twarz Naruto-sensei, który widział ,że mdleje.
Kiedy się obudziłam zobaczyłam biel. Moje pierwsze myśli to, że byłam w niebie. Niestety nie. Po chwili zobaczyłam uśmiechniętą twarz Hokage. Poczułam ulgę. Potparłam się na łokciach i powoli usiadłam. Spojrzałam na wszystkich.
- Ile byłam nieprzytomna?
Fuji uśmiechnął się i odpowiedział:
- Tylko dwie godziny. I jak się czujesz?
Spojrzałam w głąb siebie. Nic nie czułam. Ból ustał. Otworzyłam oczy i się uśmiechnęłam.
- Nic mnie nie boli. Wszystko jest w porządku.
Po godzinie szliśmy już na naszą pierwszą misję. Moja noga była cała w bandażach lecz wcale nie bolała. Naszym zadaniem było złapać kota pani Yunozaki. Szliśmy po ogrodzie szukając jakiegoś śladu zwierzaka. Kątem oka dostrzegłam jakiś cień. Oddaliłam się od drużyny i wskoczyłam na drzewo. Okazało się ,że to właśnie był ten kociak. Wyciągnęłam ręce by go złapać, kiedy usłyszałam głos Naruto-sensei.
- Nie ruszaj się Hina. Jeśli spadniesz to się na pewno zabijesz.
No tak. Ma rację. Kiedy się normalnie przewróciłam, pocharatałam sobie całą nogę. Co by się stało gdybym tak spadła z drzewa? Wole o tym nie myśleć. Zostałam w miejscu. Pokazałam tylko palcem na kociaka. Koruto od razu wskoczył na drzewo. Był obok. Wyciągnął ręce po kociaka. Niestety kot podrapał Koruto. Chłopak cofnął się i po pchnął mnie. Przechyliłam się do tyłu i spadłam. Użyłam chakry aby przyczepić się do gałęzi. Zawisłam głową w dół. Naruto-sensei był zaskoczony. Westchnęłam. Zeszłam z drzewa i jak na złość zachaczyłam ręką o gałąź i zadrapałam całą dłoń. Wyjęłam czarny materiał i obwiązałam rękę. Spojrzałam na Hokage.
- Jak to zrobiłaś? Tego mieliście uczyć się w przyszłym tygodniu. Otworzyłam szerzej oczy. Spojrzałam na Koruto i Fujiego.
- To wy tego nie umiecie? Przecież jest to w podstawie.
Teraz to oni byli zaskoczeni. Pokręcili głowami. Noaruto-sensei jako jedyny oprzytomniał.
- Kto cię tego nauczył? I co jeszcze potrafisz?
Myślałam przez chwile po czym odpowiedziałam:
- Umiem skoncentrować chakre w jednym miejscu. Co przed chwilą pokazałam. Hmm ćwiczenie na chodzenie po wodzie też. Replikacje cienia. Imitacje cienia. Tworzenie klonów. Podmiane. Przywołanie. I podstawowe techniki z akademii.
Naruro-sensei omało co się nie przewrócił. Nie uważałam swoich umiejętności za dobre. Nie byłam nawet w jednej trzeciej tak dobra jak mój ojciec. Naruro-sensei wziął głęboki oddech i zaczął myśleć. Po chwili odpowiedział:
- Podczas treningów będziesz robiła ćwiczenia trudniejsze od ćwiczeń chłopców. W takim razie znajdźmy tego kota i zaczniemy trening.
Uśmiechnęłam się. Kątem oka znowu dostrzegłam kota. Podkradłam się do niego i złapałam go.
Kiedy odnieśliśmy zwierzaka do pani Yunozaki, ruszyliśmy za Hokage. Mieliśmy mieć pierwszy trening z Naruro-sensei. Cieszyłam się na samą myśl o moim treningu. Sensei obiecał mi ćwiczenia na poziomie Chunina. Dzięki czemu miałam wzbogacić swoje umiejętności. Im lepsza się stanę tym bardziej zbliże się do poziomu taty. Oczywiście nigdy mi się to nie uda, ale wierzyć można. Wiedziałam ,że tata skończył akademie w wieku siedmiu lat. A ja? Ukończyłam ją w wieku dwunasty lat. To pięć lat później niż tata. Jestem zacofana. Mam nadzieje, że dzięki specjalnym treningom Hokage stanę się silniejsza i mniej niezdarna.
Na polanie chłopcy zaczęli ćwiczyć utrzymanie chakry w stałym miejscu. Ja natomiast miałam opanować do perfekcji utrzymanie sharingana przez jak najdłuższy okres czasu. Nie wychodziło mi nawet włączenie go. Byłam beznadziejna. Kiedy chłopcy nadal ćwiczyli swoje , Naruro-sensei zawołał mnie. Usiadłam na przeciwko niego.
- Tak sensei?
-Widzę ,że nie wychodzi ci używanie sharingana. Masz może jakieś wspomnienia o śmierci?
- Nie.
- W takim razie poczekaj tu chwile. Zaraz wrócę.
Po pięciu minutach, czekania i przyglądania się jak chłopcy trenują, Naruro-sensei wrócił z małym pieskiem. Postawił go przede mną i powiedział:
- Z tego co wiem to sharingana potrafi się używać dopiero wtedy jak zobaczy się śmierć. Sprawdźmy to.
Hokage wyjął kunai i przyłożył go do szyji psa. Nie wierzyłam własnym oczom. Naruro-sensei chciał go zabić. Zamknęłam oczy i szybki je otworzyłam kiedy usłyszałam psa. Spojrzałam na Hokage. Uśmiechał się. Jak się okazało pies nie był ranny. Wesoło biegał między drzewami. Mój wzrok przenikał przez wszystko widząc praktycznie wszystko.
- Widzisz udało ci się. W takim razie zaczniemy pierwotny trening. Na sam początek staraj sie utworzyć jak najwięcej klonów. Chcem zobaczyć ile posiadasz chakry.
Skinęłam głową. Wykonałam to polecenie.
Po godzinie byłam wykończona. Usiadłam na ziemię zmęczona. Spojrzałam na Naruto-sensei. Hokage uśmiechał się.
- Łącznie udało ci się stworzyć sto klonów. To wynik ponad przeciętny jak na guninna. Jestem z ciebie dumny. Odpocznij trochę, a ja sprawdzę jak idzie chłopakom.
Oparłam się na łokciach i zaczęłam wpatrywać się w niebo. Nagle usłyszałam szelest za moimi plecami. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Koruto.
- Hej Hina. Jak udało ci się opanować chodzenie po drzewach. Fuji robi większe postępy niż ja i trochę mnie to denerwuje.
- Haha. Jesteś zazdrosny o Fujiego? Masz szczęście Koruto. Dam ci dobrą radę. Jeśli chcesz zebrać chakre w jednym miejscu i ją utrzymać musisz pomyśleć o najbliższej ci osobie. Spróbuj ,mi to pomaga.
- Dzięki Hina.
Koruto uśmiechnął się i pobiegł dalej ćwiczyć. Znów oparłam się na łokciach i wpatrywałam się w chmury. Były takie beztroskie. Usłyszałam kroki, więc spojrzałam w tamtą stronę. Był to Naruto-sensei. Wyglądał na zadowolonego. Podszedł do mnie i powiedział:
- Mam nadzieję, że wypoczełaś. Teraz zajmiemy się nowymi technikami.
Wieczorem wróciłam do domu wykończona. Wiedziałam ,że dzisiejszy trening był tylko początkiem. Nie umiałam wielu rzeczy. Żeby dorównać tacie musze jeszcze bardziej się postarać. Podeszłam do lodówki wyjęłam lemoniade i postanowiłam ćwiczyć. Wyszłam z domu i ruszyłam na polne. Chciałam dogonić tatę jak najszybciej. To mój drugi priorytet.
Rano obudziłam się jakimś cudem w swoim łóżku. Ostatnie co pamiętam to ,że zemdlałam na polanie po swoim treningu. Szybko wstałam i ubrałam się. Po drodze wzięłam swój ochraniacz i szybko weszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam sok. Miałam mgliste wspomnienia z wczoraj. Pamiętam ,że poszłam na polane, na której bardzo często ćwiczyłam z tatą. Następnie ćwiczyłam do wyczerpania swojej chakry. Możliwe ,że zemdlałam. Jednak jakim cudem trafiłam do domu? Rozejrzałam się po kuchni i zobaczyłam coś co mnie przeraziło. Nie byłam w swojej kuchini. Wszystkie kunai zostawiłam na polanie. Są one wbite w drzewo. Niespodziewanie do kuchni wszedł Fuji. Kiedy mnie zobaczył ,uśmiechnął się. Przeczesał ręką włosy i usiadł na krześle naprzeciwko mnie.
-Ciesze się ,że się obudziłaś. Mam nadzieję, że nic ci nie jest.
Pokręciłam głową.
- Pewnie zastanawiasz się gdzie jesteś? I jak się tu znalazłaś?
Skinęłam głową. Nie mogłam mówić. Obecność Fujiego sam na sam onieśmielała mnie.
- Jesteś u mnie w domu. Wczoraj wybrałem się na spacer i po drodze natknąłem się na ciebie. Ćwiczyłaś a później zemdlałaś. Postanowiłem więc przynieść cie tutaj.
- Dziękuję.
Fuji uśmiechnął się jeszcze szerzej. Miło było wiedzieć, że jest ktoś kto mi pomoże. Nawet w takiej głupiej sytuacji.
Po godzinie wyszliśmy na kolejny trening z Naruto-sensei.
Kolejny rozdział ^.^ Myślę, że następny rozdział spodoba wam się bardziej, chociaż ten też jest moim zdaniem dobry. Kolejna część będzie o egzaminie na chunina :D
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Rozdział 2: Nowi Przyjaciele
Kiedy otworzyłam drzwi domu, zobaczyłam Fujiego i Koruto. Specjalnie wybrałam dłuższą drogę, aby moje łzy przestały płynąć. Nie wierzyłam, że oni znaleźli się tutaj przede mną. Wogóle skąd wiedzieli gdzie mieszkam. Podeszłam do lodówki i jakby nigdy nic wyjęłam lemoniade. Usiadłam przy stole, upiłam łyk napoju i spytałam:
- Co wy tu robicie?
Zaczęłam przyglądać się Koruto. Moje spojrzenie było przeszywajace. Chłopak na pewno zauważył, że nie mam ochoty na dyskutowanie.
- Naruto-sensei nam powiedział, że tu mieszkasz. Chcielibyśmy dowiedzieć się dlaczego płakałaś.
Spuściłam wzrok. Nie chciałam mówić. Ledwo ich znałam i nie miałam pojęcia jak zareagują. Chociaż z drugiej strony mam im zaufać. Przecież będziemy razem wykonywać misję, a zaufanie podczas walki jest niezbędne do sukcesu. Wzięłam głęboki oddech poczym powiedziałam:
- Płakałam, ponieważ dłużej nie mogłam wytrzymać.
Wiem, że to na pewno im nie wystarczy. Ta odpowiedź również by mnie nie usatysfakcjonowała. Fuji zapytał się.
- Powiedz, od czego były łzy? Co się stało?
Spojrzałam na niego. Patrzyłam mu prosto w oczy. Nie mogłam sie teraz rozkleić.
- Wczoraj dowiedziałam się, że mój ojciec nie żyje.
Chłopcy automatycznie zaczęli mnie pocieszać i próbować tulić. Wyrwałam się i stanęłam pod ścianą. Założyłam ręce na piersi i powiedziałam:
- Obawiałam się takiej reakcji. Dlatego nic nie chciałam powiedzieć. Nie lubię udawanej litości.
Na twarzach chłopców malowało się zdziwienie. Koruto usiadł na krześle i powiedział:
- Nie mieliśmy pojęcia. Chcieliśmy poprawić tylko stosunki między nami. W końcu mamy razem wykonywać misję.
Westchnęłam. Może i byli kretynami, ale to na nich w najbliższym czasie będę musiała polegać. Położyłam ręce na biodra i powiedziałam:
- Jeśli przestaniecie się nade mną użalać pozwolę wam tu zostać.
Koruto wraz z Fujim uśmiechnęli się. Nagle sobie przypomniałam o czekających mnie porządkach. Musiałam przejrzeć rzeczy taty i wybrać te, które się przydadzą.
- Chłopaki mam do was prośbę.-
Oboje unieśli brwi. Na pewno chcą wiedzieć o co ich poproszę.- Pomożecie mi przejrzeć rzeczy taty? Sama sobie nie dam rady. Za dużo ich jest.
Chłopcy przytaknęli i ruszyli za mną.
W pokoju taty było przytulnie. Wogole nie było widać, że osoba , która tu mieszkała nie była w pokoju od ponad miesiąca. Kochałam tu przychodzić. Kiedy byłam dzieckiem przychodziłam tu, z każdym nocnym koszmarem. Tata brał mnie wtedy na kolana lub pod kołdrę i tłumaczył co oznacza mój sen. Zawsze wymyślał dziwne historie. Na przykład, że smok to tak naprawdę kucyk. Czułam się bezpieczniej wiedząc, że koszmary tak naprawdę były wspaniałymi snami. Teraz pokój wydawał się pusty i zimny. Przeszyły mnie dreszcze. Podeszłam do szafy i otworzyłam ją. Z górnej półki wyjęłam zdjęcia. Trzeba je było posortować i umieścić w albumach. To było najbardziej bolesne. Dlatego poprosiłam chłopaków, aby mi pomogli. Położyłam na łóżku dwa kartony wypełnione fotografiami. Usiadłam po turecku u wezgłowia. Koruto usiadł po mojej lewej stronie, a Fuji po prawej.
- Co mamy robić?
Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam:
-Będziemy sortować zdjęcia. Są trzy grupy fotografii. Taty, moje i wspólne.
Chłopaki przytaknęli i otworzyli jedno z pudeł. Zrobiłam to samo. Na samym wierzchu przywitała mnie moja uśmiechnięta twarz. Obok stał tata. Jego lewa ręka obejmowała mnie. Uśmiechał się. W tle widać było ogród wujka Sasuke. Na tym zdjęciu miałam dziewięć lat. Wzięłam zdjęcie do ręki i odłożyłan na kupkę ,, wspólne".
Po pół godzinie sortowania fotografii Fuji zapytał mnie pokazując na zdjęcie:
- Kim ona jest? Na którą kupkę ją odłożyć?
Chłopak pokazał mi zdjęcie kobiety. Miała szeroki uśmiech przyklejony na twarzy. Była śliczna. Jej jasne włosy okalały drobną twarz. Lawendowe oczy patrzyły łagodnie przed siebie. Na rękach trzymała dziewczynkę o niezwykle czarnych włosach. Dziewczynka spała. Wyglądała słodko. Wiedziałam kim ona była, ale chciałam sie upewnić. Wzięłam zdjęcie do ręki i odwróciłam je. Na odwrocie pisało: ,, Dla ukochanego od Kiomi i jego ślicznej córeczki ♥". To byłam ja z mamą. Tata rzadko pokazywał mi to zdjęcie. Wolał abym nie przejmowała się śmiercią mamy.
- To zdjęcie mojej mamy. Zabiorę je do swojego pokoju.
Schowałam fotografię do kieszeni w spodniach.
- To wszystko Hino.
Spojrzałam na puste pudełka. To prawda, skończyliśmy. Uśmiechnęłam się do nich po czym wstałam zabierając pudełka. Zaniosłam je do kuchni. Położyłam pudełka na stole. Podeszłam do lodówki i wyjęłam trzy lemoniady. Wróciłam do pokoju taty. Podałam napoje chłopakom. Nagle Koruto zapytał:
- Nie masz zamiaru jeść?
Spojrzałam się na niego pytająco.
- No wiesz. Rano na pewno nic nie zjadłaś. Szłaś drogą, gdzie po drodze niema sklepów. I tutaj też nic nie zjadłaś.
Pomyślałam przez chwilę. Następnie powiedziałam:
- Jem wieczorem. W dzień nie mogę przełknąć ani kęsa.
Koruto wzruszył ramionami. Spojrzałam na Fujiego. Spał ! On spał w łóżku mojego taty. No nieźle. Przeniosłam wzrok na Koruto.
-On śpi. Zostawiamy go tak?
Chłopak skinął głową. Oboje zeszliśmy z łóżka. Koruto wziął Fujiego na ręce. Dziwny widok. Odkryłam kołdrę, a chłopak położył Fujiego do łóżka. Przykryłam kołdrą białowłosego. Wyszliśmy z pokoju. Przeszliśmy do kuchni.
W pomieszczeniu było zimno. Spojrzałam na lodówkę. No tak zapomniałam ją zamknąć. podeszłam do lodówki i zamknęłam drzwiczki. Następnie usiadłam na krześle przy stole. Zapanowała cisza między mną a Koruto. Odezwałam się pierwsza.
- Dziękuję.
Koruto był zaskoczony.
- Za co?
- Za pomoc przy zdjęciach. Sama nie dałabym sobie rady. Na pewno rozpłakałabym się. I to nie raz.
Koruto skinął głową i odpowiedział:
- Nie ma sprawy. W końcu jesteśmy drużyną. Musimy sobie pomagać.
Uśmiechnął się. Podniosło mnie to na duchu. Spojrzałam na zegarek była dziewiąta. Pora iść spać. Jutro mamy wybrać i pójść na pierwszą misję.
- Chcesz zostać czy idziesz do domu?
- Zostane.
Na szczęście mieliśmy jeszcze pokój gościnny. Zaprowadziłam do niego Koruto. Kiedy chłopak poszedł spać, wróciłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej wczorajszy Ramen. Odgrzałam go i zjadłam. Następnie poszłam spać.
Obudziło mnie pogwizdowanie. Otworzyłam oczy. Zaspana ruszyłam w kierunku dźwięku. Weszłam do kuchni i zauważyłam Fujiego. Siedział przy stole, uśmiechnięty.
-Dzień dobry Hina. Chcesz może naleśniki?
He? Naleśniki? Przecież nie mialam ich w lodówce. Odwróciłam głowę w stronę kuchenki i zobaczyłam Koruto. Chłopak smażył naleśniki. Widok był przekomiczny. Uśmiechnęłam się do chłopaków i pokręciłam głową. Usiadłam na krześle obok Fujiego. Wyglądał tak ślicznie. Nadal byłam w nim zakochana. Obserwowałam każdy jego ruch. Przeczesał ręką włosy. Kiedy Koruto postawił na stole nalesniki, Fuji od razu wziął się za jedzenie. Odwróciłam wzrok. Wiedziałam, że jesli będę przyglądać się jedzeniu zemdli mnie. Wstałam i podeszłam do lodówki. Spojrzałam na napoje jakie mi pozostały. Lemoniada, coca cola, pepsi, woda, sok pomarańczowy. Wzięłam butelkę soku. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Postawiłam sok na stole i poszłam otworzyć drzwi. W przedpokoju spojrzałam w lustro. Włosy jakoś trzymały się w kitku. Ubrania miałam z wczoraj. Nie zdążyłam się przebrać. Trudno. Wyglądałam w miarę. Otworzyłam drzwi. Przywitał mnie szeroki uśmiech Naruto-sensei. Byłam zaskoczona. Nie wiedziałam co powiedzieć. Ruchem ręki zaprosiłem go do środka.
- Byłem wczoraj u twojego wujka. Powiedział mi o twoim ojcu.Przykro mi.
Przytaknęłam. Wraz z Naruto-sensei weszłam do kuchni. Hokage był tak zaskoczony, że się przewrocil. Zaczęłam się śmiać, jednocześnie pomagając Naruto-sensei wstać.
- Co wy tu robicie?
Chłopcy byli zmieszani. Najlepszą minę miał Koruto. W połowie naleśnika jego twarz zastygła. Szerokimi, lawendowymi oczami wpatrywał się w Hokage. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Fuji w tej chwili wyglądał równie głupio co Koruto.
- Wczoraj przyszli do mnie. No i się za siedzieli. Nie było sensu wracać do domu dlatego zostali u mnie.
Naruto-sensei skinął głową.
- Jeśli dacie mi naleśniki, nikomu nic nie powiem.
Chłopcy oddali parę naleśników. Złapałam się za brzuch. Dłużej nie wytrzymam. To wszystko było takie śmieszne, że brzuch mi pękał. Wzięłam się w garść i usiadłam obok Fujiego i Hokage. Wzięłam sok i zaczęłam go pić. Był przepyszny.
W tym rozdziale chciałam przedstawić pierwsze wspólne chwile razem drużyny 6. Mam nadzieję, że sie wam podobało. Pozdrawiam serdecznie.
- Co wy tu robicie?
Zaczęłam przyglądać się Koruto. Moje spojrzenie było przeszywajace. Chłopak na pewno zauważył, że nie mam ochoty na dyskutowanie.
- Naruto-sensei nam powiedział, że tu mieszkasz. Chcielibyśmy dowiedzieć się dlaczego płakałaś.
Spuściłam wzrok. Nie chciałam mówić. Ledwo ich znałam i nie miałam pojęcia jak zareagują. Chociaż z drugiej strony mam im zaufać. Przecież będziemy razem wykonywać misję, a zaufanie podczas walki jest niezbędne do sukcesu. Wzięłam głęboki oddech poczym powiedziałam:
- Płakałam, ponieważ dłużej nie mogłam wytrzymać.
Wiem, że to na pewno im nie wystarczy. Ta odpowiedź również by mnie nie usatysfakcjonowała. Fuji zapytał się.
- Powiedz, od czego były łzy? Co się stało?
Spojrzałam na niego. Patrzyłam mu prosto w oczy. Nie mogłam sie teraz rozkleić.
- Wczoraj dowiedziałam się, że mój ojciec nie żyje.
Chłopcy automatycznie zaczęli mnie pocieszać i próbować tulić. Wyrwałam się i stanęłam pod ścianą. Założyłam ręce na piersi i powiedziałam:
- Obawiałam się takiej reakcji. Dlatego nic nie chciałam powiedzieć. Nie lubię udawanej litości.
Na twarzach chłopców malowało się zdziwienie. Koruto usiadł na krześle i powiedział:
- Nie mieliśmy pojęcia. Chcieliśmy poprawić tylko stosunki między nami. W końcu mamy razem wykonywać misję.
Westchnęłam. Może i byli kretynami, ale to na nich w najbliższym czasie będę musiała polegać. Położyłam ręce na biodra i powiedziałam:
- Jeśli przestaniecie się nade mną użalać pozwolę wam tu zostać.
Koruto wraz z Fujim uśmiechnęli się. Nagle sobie przypomniałam o czekających mnie porządkach. Musiałam przejrzeć rzeczy taty i wybrać te, które się przydadzą.
- Chłopaki mam do was prośbę.-
Oboje unieśli brwi. Na pewno chcą wiedzieć o co ich poproszę.- Pomożecie mi przejrzeć rzeczy taty? Sama sobie nie dam rady. Za dużo ich jest.
Chłopcy przytaknęli i ruszyli za mną.
W pokoju taty było przytulnie. Wogole nie było widać, że osoba , która tu mieszkała nie była w pokoju od ponad miesiąca. Kochałam tu przychodzić. Kiedy byłam dzieckiem przychodziłam tu, z każdym nocnym koszmarem. Tata brał mnie wtedy na kolana lub pod kołdrę i tłumaczył co oznacza mój sen. Zawsze wymyślał dziwne historie. Na przykład, że smok to tak naprawdę kucyk. Czułam się bezpieczniej wiedząc, że koszmary tak naprawdę były wspaniałymi snami. Teraz pokój wydawał się pusty i zimny. Przeszyły mnie dreszcze. Podeszłam do szafy i otworzyłam ją. Z górnej półki wyjęłam zdjęcia. Trzeba je było posortować i umieścić w albumach. To było najbardziej bolesne. Dlatego poprosiłam chłopaków, aby mi pomogli. Położyłam na łóżku dwa kartony wypełnione fotografiami. Usiadłam po turecku u wezgłowia. Koruto usiadł po mojej lewej stronie, a Fuji po prawej.
- Co mamy robić?
Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam:
-Będziemy sortować zdjęcia. Są trzy grupy fotografii. Taty, moje i wspólne.
Chłopaki przytaknęli i otworzyli jedno z pudeł. Zrobiłam to samo. Na samym wierzchu przywitała mnie moja uśmiechnięta twarz. Obok stał tata. Jego lewa ręka obejmowała mnie. Uśmiechał się. W tle widać było ogród wujka Sasuke. Na tym zdjęciu miałam dziewięć lat. Wzięłam zdjęcie do ręki i odłożyłan na kupkę ,, wspólne".
Po pół godzinie sortowania fotografii Fuji zapytał mnie pokazując na zdjęcie:
- Kim ona jest? Na którą kupkę ją odłożyć?
Chłopak pokazał mi zdjęcie kobiety. Miała szeroki uśmiech przyklejony na twarzy. Była śliczna. Jej jasne włosy okalały drobną twarz. Lawendowe oczy patrzyły łagodnie przed siebie. Na rękach trzymała dziewczynkę o niezwykle czarnych włosach. Dziewczynka spała. Wyglądała słodko. Wiedziałam kim ona była, ale chciałam sie upewnić. Wzięłam zdjęcie do ręki i odwróciłam je. Na odwrocie pisało: ,, Dla ukochanego od Kiomi i jego ślicznej córeczki ♥". To byłam ja z mamą. Tata rzadko pokazywał mi to zdjęcie. Wolał abym nie przejmowała się śmiercią mamy.
- To zdjęcie mojej mamy. Zabiorę je do swojego pokoju.
Schowałam fotografię do kieszeni w spodniach.
- To wszystko Hino.
Spojrzałam na puste pudełka. To prawda, skończyliśmy. Uśmiechnęłam się do nich po czym wstałam zabierając pudełka. Zaniosłam je do kuchni. Położyłam pudełka na stole. Podeszłam do lodówki i wyjęłam trzy lemoniady. Wróciłam do pokoju taty. Podałam napoje chłopakom. Nagle Koruto zapytał:
- Nie masz zamiaru jeść?
Spojrzałam się na niego pytająco.
- No wiesz. Rano na pewno nic nie zjadłaś. Szłaś drogą, gdzie po drodze niema sklepów. I tutaj też nic nie zjadłaś.
Pomyślałam przez chwilę. Następnie powiedziałam:
- Jem wieczorem. W dzień nie mogę przełknąć ani kęsa.
Koruto wzruszył ramionami. Spojrzałam na Fujiego. Spał ! On spał w łóżku mojego taty. No nieźle. Przeniosłam wzrok na Koruto.
-On śpi. Zostawiamy go tak?
Chłopak skinął głową. Oboje zeszliśmy z łóżka. Koruto wziął Fujiego na ręce. Dziwny widok. Odkryłam kołdrę, a chłopak położył Fujiego do łóżka. Przykryłam kołdrą białowłosego. Wyszliśmy z pokoju. Przeszliśmy do kuchni.
W pomieszczeniu było zimno. Spojrzałam na lodówkę. No tak zapomniałam ją zamknąć. podeszłam do lodówki i zamknęłam drzwiczki. Następnie usiadłam na krześle przy stole. Zapanowała cisza między mną a Koruto. Odezwałam się pierwsza.
- Dziękuję.
Koruto był zaskoczony.
- Za co?
- Za pomoc przy zdjęciach. Sama nie dałabym sobie rady. Na pewno rozpłakałabym się. I to nie raz.
Koruto skinął głową i odpowiedział:
- Nie ma sprawy. W końcu jesteśmy drużyną. Musimy sobie pomagać.
Uśmiechnął się. Podniosło mnie to na duchu. Spojrzałam na zegarek była dziewiąta. Pora iść spać. Jutro mamy wybrać i pójść na pierwszą misję.
- Chcesz zostać czy idziesz do domu?
- Zostane.
Na szczęście mieliśmy jeszcze pokój gościnny. Zaprowadziłam do niego Koruto. Kiedy chłopak poszedł spać, wróciłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej wczorajszy Ramen. Odgrzałam go i zjadłam. Następnie poszłam spać.
Obudziło mnie pogwizdowanie. Otworzyłam oczy. Zaspana ruszyłam w kierunku dźwięku. Weszłam do kuchni i zauważyłam Fujiego. Siedział przy stole, uśmiechnięty.
-Dzień dobry Hina. Chcesz może naleśniki?
He? Naleśniki? Przecież nie mialam ich w lodówce. Odwróciłam głowę w stronę kuchenki i zobaczyłam Koruto. Chłopak smażył naleśniki. Widok był przekomiczny. Uśmiechnęłam się do chłopaków i pokręciłam głową. Usiadłam na krześle obok Fujiego. Wyglądał tak ślicznie. Nadal byłam w nim zakochana. Obserwowałam każdy jego ruch. Przeczesał ręką włosy. Kiedy Koruto postawił na stole nalesniki, Fuji od razu wziął się za jedzenie. Odwróciłam wzrok. Wiedziałam, że jesli będę przyglądać się jedzeniu zemdli mnie. Wstałam i podeszłam do lodówki. Spojrzałam na napoje jakie mi pozostały. Lemoniada, coca cola, pepsi, woda, sok pomarańczowy. Wzięłam butelkę soku. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Postawiłam sok na stole i poszłam otworzyć drzwi. W przedpokoju spojrzałam w lustro. Włosy jakoś trzymały się w kitku. Ubrania miałam z wczoraj. Nie zdążyłam się przebrać. Trudno. Wyglądałam w miarę. Otworzyłam drzwi. Przywitał mnie szeroki uśmiech Naruto-sensei. Byłam zaskoczona. Nie wiedziałam co powiedzieć. Ruchem ręki zaprosiłem go do środka.
- Byłem wczoraj u twojego wujka. Powiedział mi o twoim ojcu.Przykro mi.
Przytaknęłam. Wraz z Naruto-sensei weszłam do kuchni. Hokage był tak zaskoczony, że się przewrocil. Zaczęłam się śmiać, jednocześnie pomagając Naruto-sensei wstać.
- Co wy tu robicie?
Chłopcy byli zmieszani. Najlepszą minę miał Koruto. W połowie naleśnika jego twarz zastygła. Szerokimi, lawendowymi oczami wpatrywał się w Hokage. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Fuji w tej chwili wyglądał równie głupio co Koruto.
- Wczoraj przyszli do mnie. No i się za siedzieli. Nie było sensu wracać do domu dlatego zostali u mnie.
Naruto-sensei skinął głową.
- Jeśli dacie mi naleśniki, nikomu nic nie powiem.
Chłopcy oddali parę naleśników. Złapałam się za brzuch. Dłużej nie wytrzymam. To wszystko było takie śmieszne, że brzuch mi pękał. Wzięłam się w garść i usiadłam obok Fujiego i Hokage. Wzięłam sok i zaczęłam go pić. Był przepyszny.
W tym rozdziale chciałam przedstawić pierwsze wspólne chwile razem drużyny 6. Mam nadzieję, że sie wam podobało. Pozdrawiam serdecznie.
niedziela, 16 sierpnia 2015
Rozdział 1: Pierwsze spotkanie
Cześć! To moje pierwsze opowiadanie na temat Naruto. Mam nadzieje, że się wam spodoba.
Promienie słoneczne delikatnie muskały mój policzek. Obudziłam się niechętnie. Przetarłam zaspane oczy i usiadłam. Kołdra zsunęła się na podłogę. Przysunęłam nogi do siebie i spoglądałam w okno. Za szybą rozciągał się widok wioski. Westchnęłam. Dzisiaj miałam dowiedzieć się z kim będę w drużynie. To jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Spojrzałam na zegarek. Było wpół do ósmej. W akademii miałam być dopiero na dziewiątą. Miałam półtorej godziny. Spowrotem się położyłam. Spoglądałam w sufit. Po pięciu minutach nie wytrzymałam. Wstałam i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czerwoną koszule i czarne spodnie. Szybko włożyłam je na siebie i podeszłam do szafki nocnej. Wzięłam w ręce ochraniacz i założyłam go na szyję. Odwróciłam się i wyszłam do kuchni.
W kuchni otworzyłam lodówkę i wyjęłam lemoniade. Upiłam łyk napoju i usiadłam za stołem. Spojrzałam na zegarek i z zaskoczeniem stwierdziłam, że do wyjścia mam tylko dziesięć minut. Dopiłam lemoniade i wstałam. Podeszłam do półki z butami i założyłam parę moich ulubionych butów. Otworzyłam drzwi i wyszłam.
Po drodze spotkałam Deli. Była moją najlepszą przyjaciółką. Zawsze chodziłyśmy razem, wszędzie, do czasu pojawienia się Fuji'ego. Był on niezwykle tajemniczy. Jego białe jak śnieg włosy przyciągały uwagę. Czarne jak węgiel oczy i blada cera, również była niezwykła. Nosił maskę na twarzy, tak, że widać było tylko oczy. Przypominał mi Kakashiego-sensei. Na samą myśl o Fujim serce mi przyspiesza. Nagle potknęłam się. Wylądowałam na ziemi, a Deli zaczęła się śmiać. Zażenowana wstałam i otrzepałam się z kurzu. Uniosłam głowę najwyżej jak mogłam i nie zwracałam uwagi na fakt, że podarłam sobie spodnie i leci mi krew z kolana. Kiedy doszłam do akademii, krwawienie ustało.
W sali nie było miejsca. Zostało tylko jedno wolne. Obok Fujiego. Nieświadomie uśmiechnęłam się i przygryzłam warge. Podeszłam do chłopaka i nieśmiało zapytałam:
- Mogę tu usiąść?
Fuji spojrzał na mnie. Przyglądał się badawczo mojej twarzy. Przełknęłam ślinę i niezdarnie odwracałam wzrok. Po chwili chłopak powiedział:
- Jeśli bedziesz cicho, możesz usiąść.
Odwrócił głowę w kierunku shinobi, który właśnie wszedł do sali. Szybko usiadłam i upomniałam się, aby być cicho.
Ninja, który wszedł, to nie kto inny jak Iruka-sensei. Wyjął kartkę z kieszeni i zaczął:
- Witam was wszystkich. Dzisiaj dowiecie się z kim będziecie w drużynie. Od razu mówię, że drużyny wybierane są pod względem umiejętności członków, tak aby się one dopełniały.- sensei wziął głęboki oddech i kontynuował- No dobrze zaczynamy. W skład drużyny 4 wchodzą: Ukini Deli Dorck Lee i Gere Sassa.- za sobą usłyszałam złośliwe prychnięcie Deli. Wiedziałam ,że chciałaby być z Fujim- W skład drużyny 5 wchodzą: Heji Dori, Tenery Aki i Juji Sars. Dobrze a teraz ostatnia drużyna, drużyna 6: Huji Fuji, Hyuga Koruto i Uchiha Hina.
Uśmiechnęłam się. Będę w drużynie z Fujim. Mam szczęście. Chciałam wstać, kiedy Iruka-sensei powiedział:
- Będziecie czekali na swoich sensei w określanych pokojach. Drużyna 4 w pokoju nr 214. Drużyna 5 w pokoju nr 345, a drużyna 6 w pokoju nr 167. To by było na wszystko. Dziękuję.
Kiedy Iruka-sensei zniknął wstałam i ruszyłam do wyjścia.
Na korytarzu ktoś złapał mnie za rękaw koszuli. Kiedy odwróciłam głowę, zauważyłam Fujiego. Spoglądał na moje... kolana? Hmm to dziwne, ale cieszyłam się chociaż mnie zauważył.
- Wiesz ta rana na kolanie naprawdę paskudnie wygląda. Choć opatrze ją.
Nie pytając mnie o zdanie Fuji pociągnął mnie za sobą. Kiedy dotarliśmy na miejsce, spostrzegłam ,że to pokój nr 167. Chłopak otworzył drzwi i wszedł do środka. Następnie rozkazał mi usiąść i wyprostować lewą nogę. Fuji podszedł do apteczki wiszącej obok drzwi i wyjął bandaże. Bardzo zwinnie i szybko opatrzył mi kolano. Następnie usiadł niedaleko mnie. W tej chwili cieszyłam się ,że jestem taką niezdarą. Uśmiechnęłam się do siebie i przygryzłam wargę, co miałam w zwyczaju. Po pięciu minutach ciszy do pokoju wszedł Hyuga Koruto. Usiadł na samej górze i badawczym wzrokiem przyglądał się nam. Czekaliśmy tak ze trzy godziny. Żadno z nas nie chciało wymówić tego co było oczywiste, nasz sensei się spóźniał. Niespodziewanie do pokoju wszedł siódmy Hokage. Uśmiechał się do nas promiennie. Podszedł do biurka po czym powiedział:
- Jestem Uzumaki Naruto, co na pewno wiecie ponieważ jestem siódmym Hokage. Od dzisiaj jestem waszym sensei.
Każdy z nas otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. Tym bardziej ja gdzie wujek Sasuke i Naruto-san są najlepszymi przyjaciółmi. Hokage nadal się uśmiechał. Nagle usłyszałam głos.
- To niemożliwe. Hokage nie mogą być nauczycielami początkujących.
- Ach tak? Widzisz ja mogę.
Naruto-sensei uśmiechnął się jeszcze szerzej. Ukradkiem spojrzałam na Fujiego. Chłopak również wydawał się zmieszany. Hokage usiadł na biurku i powiedział:
- A teraz chciałbym abyście się przedstawili i powiedzieli co byście chcieli osiągnąć na drodze shinobi. Może zacznijmy od pań.
Przełknęłam ślinę i powiedziałam:
- Nazywam się Uchiha Hina i chciałabym nie być tak bardzo niezdarna.
Naruto-sensei uśmiechnął się i wskazał na moje rozwalone kolano, teraz będące w bandażu dzięki Fujiemu.
- Widać. No dobrze. Może teraz ty?
Hokage wskazał na Hyuge Koruto.
- Jestem Hyuga Koruto i chcem być najlepszym i najpotężniejszym ninją w wiosce.
Naruto-sensei skinął głową i spojrzał na Fujiego. Chłopak oparł się na dłoni i niedbale odpowiedział:
- Huji Fuji, a moim celem jest uzyskanie całkowitej harmonii z chakrą.
Hokage przekręcił delikatnie głowę w prawo i myślał przez chwile. Następnie powiedział:
- Mam nadzieję, że się dogadacie. Widzę was wszystkich jutro o siódmej na polanie kwiatów.
Mówiąc to Naruto-sensei skierował się w stronę wyjścia. Niepewnie wstałam i również ruszyłam do wyjścia. Otworzyłam drzwi i wyszłam. Od razu skierowałam się w stronę domu. Musiałam jak najszybciej sama opatrzyć kolano. Za mną usłyszałam jakieś kroki. Odetchnęłam z ulgą, kiedy uświadomiłam sobie, że to na pewno Fuji lub Koruto. Wyszłam z akademii i ruszyłam w stronę domu. Miałam wielką nadzieję, że tata wrócił z misji. Nie było go już miesiąc i zaczynałam się niepokoić.
Jak mogłam się domyślić po drodze spotkałam Dali.
- Widzę, że niezdarze dopisuje szczęście.- dziewczyna przysunęła się bliżej i z gniewem w głosie dodała- Wiedz, że nie powinnaś być w drużynie z Fujim. Nie zasługujesz na to.
Przewróciłam oczami. Chciałam ją ominąć, jednak ona postawiła mi nogę. Przewróciłam się i rozdarłam bandaż. Krew na nowo zaczęło płynąć po mojej nodze. Dali zaczęła się śmiać. Po chwili odeszła zadowolona. Wstałam i chwiejnie ruszyłam w kierunku domu.
Kiedy weszłam do domu, w kuchni zostałam ciocie Sakure. Była smutna. Nie wiedziałam o co chodzi, ale przeczuwałam najgorsze. Podeszłam do stołu i usiadłam naprzeciwko cioci. Ciocia Sakura po chwili ciszy powiedziała:
- Posłuchaj mnie Hino. Twój tata nie żyje. Zginął podczas misji.
Byłam zdruzgotana. Mój tata nie żyje. Łzy spływały mi po policzkach. Ciotka podeszła do mnie i przytuliła mnie. Nic nie widziałam, ponieważ łzy gromadziły mi się w oczach. Chciałam zostać sama.
Kiedy odprowadziłam ciocie, poszłam do pokoju i położyłam się. Wiedziałam ,że prawdziwy ninja nie okazuje uczuć, jednak nikogo w pobliżu nie było. Mogłam płakać. Niestety moje łzy już wyschły dlatego wpatrywałam się w okno. Zachodzące słońce uspokoiło moje zszargane nerwy. Zamknęłam oczy i powoli zasnęłam.
Rano obudziłam się bardzo wcześnie. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam,że było wpół do siódmej. Szybko wstałam i ubrałam się. Wzięłam ochraniacz i wybiegłam z domu.
Na polanie kwiatów byłam pierwsza. Nigdzie nie było widać Fujiego ani Koruto. Usiadłam na środku i zaczęłam medytować. Skoro nie było nikogo, to mogłam poukładać wczorajsze wydarzenia na łonie natury. Śmierć mojego taty była dla mnie druzgocąca. Oprócz niego nie miałam praktycznie nikogo. Nie liczyłam oczywiście wujka i ciocie wraz z Saradą, moją kuzynką. Od teraz musiałam radzić sobie we wszystkim sama. Ciepły letni wietrzyk owiewał moją twarz. Moje czarnokrucze włosy były spięte w koka. Nagle z zamyśleń wyrwał mnie czyjś głos.
- Hina widziałaś może Fujiego? Jest już dziesięć minut po siódmej, a niema jego i Naruto-sensei.
Odwróciłam głowę i napotkałam lodowate spojrzenie Koruto. Pokręciłam głową i powiedziałam:
- Nie widziałam ich.
Chłopak zrezygnowany również usiadł. Zamknął oczy i jak przypuszczałam zaczął medytować. Koruto mógł być postrzegany jako przystojny, ponieważ miał czarne lśniące włosy. Rysy twarzy były takie same jak u każdego z klanu Hyuga. Również jego oczy były takie same. Jasne, może lawendowo-białe? Albo same lawendowe. Ciężko było stwierdzić, ponieważ wiecznie na jego oczy padał jakiś cień. Był dość wysoki. Przerastał mnie o głowę. Nagle kątem oka dostrzegłam Fujiego. Podszedł do nas i zapytał:
- Przepraszam za spóźnienie, ale gdzie jest Naruto-sensei?
Koruto otworzył oczy i gniewnie spojrzał na chłopaka.
- Czy ty wiesz, która jest godzina?
Fuji przewrócił oczami i usiadł naprzeciwko mnie.
- Wiesz Koruto. Ja w przeciwieństwie do ciebie nie jestem takim snobem.
Myślałam, że z ich kłótni wyjdzie bójka. Miałam racje. Oboje wstali i wyciągnęli kunai. Zerwałam się na równe nogi i weszłam między nich. Założyłam ręce na pierś i powiedziałam.
- Jeśli zamierzacie się bić, to zróbcie to dopiero po spotkaniu z sensei.
Spojrzałam na Koruto, a później na Fujiego. Oboje schowali kunai. Koruto odezwał się pierwszy.
-Masz szczęście Fuji, że umiem się zachowywać i nie bije dziewczyn.
- To ty masz szczęście Koruto.
Westchnęłam i przewróciłam oczami. Jak z dziećmi. Mimo, że jestem niezdarna umiem opanować każdą sytuację. Jestem pewna siebie, więc zazwyczaj ludzie słuchają się mnie. Miałabym największy problem, gdybym była nieśmiała. Na szczęście tak nie jest. Kątem oka dostrzegłam lecącego kunai w moim kierunku. Skoczyłam do przodu, a kunai wbiło się w ziemię w miejscu gdzie przed chwilą stałam. Usłyszałam śmiech i zza drzew wyszedł Naruto-sensei. Uśmiechał się od ucha do ucha.
- Brawo Hina. Masz znakomity refleks.
On to zrobił by mnie sprawdzić? To szaleństwo. Zrobiłam krok do tylu i potknęłam się o własne nogi. Przewróciłam się. Ja to mam szczęście. Spojrzałam na swoją lewą dłoń. Krew spływała z dłoni na ziemię. Naruto-sensei podszedł do mnie i zapytał:
- Chcesz iść do szpitala? Możemy na ciebie zaczekać.
Pokręciłam głową.
-Nie. Nawet jak będę miała bandaż to nie uchroni mnie przed kolejną raną.
Wstałam i wyjęłam materiał z kieszeni. Zawsze nosiłam go na wypadek rany. Owinęłam rękę materiałem. Hokage przypatrywał się mi przez chwile po czym powiedział:
- Czy naprawdę wszystko w porządku?
Skinęłam głową.
- W takim razie możemy kontynuować. -Naruto-sensei wyjął dzwoneczki i pokazał nam je- Ten kto zdobędzie dzwoneczki zaliczy. Ażeby was zmotywować ten kto przegra zostanie przywiązany do słupa. Na czas nieokreślony.
Ukradkiem spojrzałam na Fujiego i Koruto. Oboje byli zdeterminowani. Hokage przywiązał dzwoneczki do paska i powiedział:
- Czas start. Macie na to pięć godzin.
Hokage zniknął tak szybko jak się pojawił. Spojrzałam na chłopaków. Szkoda tylko, że ich już nie było. Na pewno szukają Hokage. Wyjęłam kunai i skoczyłam na drzewo. Musiałam najpierw przemyśleć swoją strategię. Naruto-sensei jest naprawdę szybki w dodatku idealnie zawiązuje pieczęci. Myślę ,że powinnam użyć sharingana. Kątem oka dostrzegłam Naruto-sensei. Przyczaiłam się w pobliskich krzakach i kiedy Hokage odwrócił się do mnie tyłem, skoczyłam po dzwoneczki. Naruto-sensei automatycznie się odwrócił, niestety nie wystarczająco szybko. Dotknęłam dzwoneczków ręką. Trzymałam je w palcach. Hokage próbował zaatakować mnie kunaiem. Zablokowałam cios drugą ręką. Niestety byłam zbyt słaba. Puściłam dzwoneczki i cofnęłam się. Przyjęłam postawę obronną. Niestety nie zdążyłam ponownie zaatakować, ponieważ Koruto zrobił to pierwszy. Popchnął mnie i zaatakował Hokage. Oczywiście upadłam. Rozcięłam drugą rękę. Ktoś pomógł mi wstać. Kiedy odwróciłam wzrok, zobaczyłam Fujiego. Chłopak pomógł mi wstać i wraz ze mną schował się w pobliskich krzakach. Kątem oka patrzyłam jak Koruto przegrywa z Naruto-sensei.
- Masz jakiś pomysł jak dorwać te dzwoneczki?
Pomyślałam przez chwile. Jeśli Fuji odwróciłby uwagę Hokage, zdołałabym ukraść dzwoneczki.
- Posłuchaj. Jeśli odwrócisz uwagę Naruto-sensei, mogłabym podkarść dzwoneczki.
Fuji skinął głową. Wyjął kunai i skoczył na Hokage. Chłopak wraz z Koruto atakowali Naruto-sensei. Wykorzystałam ten moment aby podkarść się od tyłu. Byłam coraz bliżej. Wzięłam głęboki oddech i skoczyłam po dzwoneczki. Udało mi się je zdobyć. Kiedy triumfalnie uniosłam rękę ze swoją zdobyczą, Hokage uśmiechnął się. Fuji podszedł do mnie i uśmiechnął się.
- Dobra robota Hina.
-Dzięki.
Nie wierzę. To na pewno sen. Uśmiechnęłam się. Hokage spytał:
- Więc Hino zaliczyłaś.
Co? Przecież ja nie zrobiłam tego sama.
- Ja tego sama nie zrobiłam. Fuji mi pomógł.
Naruto był zaskoczony.
-A więc zrobiliście to wspólnie. To godne podziwu. A ty Koruto? Pomagałeś im?
Koruto skrzyżował ręce na piersi i z gniewnyn spojrzeniem odpowiedział:
- Nie brałem udziału w tej farsie. Sam sobie bym poradził.
Z twarzy Naruto-sensei zniknął uśmiech.
- W takim wypadku drużyna nie ma po co istnieć. Chyba, że skład to: Hina i Fuji. Ten test miał udowodnić wam, że przyjaciel na misjach jest niezastąpiony. Zawsze wam pomoże, a i wy czujecie się bardziej bezpieczni. Z tego co wiem zmuszenie się do pracy zespołowej dla Fujiego było trudne. Mimo tego, że zawsze radził sobie sam, zrozumiał, że tym raz jest inaczej. Niestety ty Koruto nie masz takiego potencjału.
Byłam w szoku. Nasza drużyna się rozpadła. Musiałam coś zrobić. Inaczej nie będę mogła się wykazać i być równie silna jak tata.
- Naruto-sensei on może się zmienić. Na pewno poradzi sobie z pracą zespołową.
Hokage był zaskoczony tak samo jak Koruto i Fuji. Położyłam sobie ręce na biodra i spojrzałam z wyższością na chłopaków. Naruto-sensei spojrzał po kolei na chłopaków i na mnie. Przez chwilę myślał po czym odpowiedział:
- Koruto masz szczęście, że trafiłeś na tak zdecydowaną dziewczyna- Hokage zaczął się śmiać- Wszyscy zaliczyliście.
Uśmiechnęłam się. Skrzyżowałam ręce na piersi. Ukradkiem spojrzałam na Koruto i Fujiego. Oboje wydawali się zmieszani.
- No dobrze dzieciaki. Widzę was jutro o ósmej przed akademią.
Nagle Hokage zniknął. Fuji i Koruto spojrzeli na mnie. Byłam trochę zmieszana.
- To co powiedziałaś było nawet miłe.
Spojrzałam na Koruto. Wiedziałam ,że nie mogłam im powiedzieć o tacie, ponieważ na pewno by mi współczuli.
- Nie przyzwyczajajcie się do tego. Nie zamierzam zrezygnować z bycia ninja przez wasz brak współpracy.
Oboje otworzyli usta ze zdziwienia. Pierwszy odezwał się Koruto.
-Jednak z ciebie większa jędza niż z Dali.
To był cios poniżej pasa. Dali kochała dokuczać innym. Ja tylko chciałam by drużyna się nie rozpadła. Czy to tak źle? Spuściłam wzrok i wpatrywałam się w buty. Opuściłam ręce i zaczęłam bawić się skrawkiem materiału, którym owinęłam lewą rękę. Ten materiał dal mi tata, kiedy podczas spaceru wpadłam na drzewo i rozwaliłam sobie dłoń. Tata zamiast krzyczeć na mnie, tak jak inni w akademii, wyjął z kieszeni ten materiał. Uśmiechnął się po czym owinął materiał na mojej ranie. Od tamtej pory zawsze noszę go przy sobie. By zapamiętać uśmiech taty i jego troskę. Byłam zrozpaczona po jego śmierci. Nie wiem ile minęło dni od jego śmierci, jednak ja wiem o tym od wczoraj. Moje łzy nie miały jak się zatrzymać i spływały mi po policzku. Koruto widząc moje łzy podszedł do mnie i zapytał:
- Hej, powiedziałem coś nie tak? Przecież stwierdziłem tylko fakt. Jesteś jędzowata. To wszystko.
Fuji popchnął Koruto.
- Ty to umiesz pocieszać.- odrzucił Hyuge lodowatym spojrzeniem po czym zwrócił się do mnie- Co się stało?
Teraz to wpadłam. I co ja mam zrobić? Jeśli dowiedzą się o wszystkim zaczną mi współczuć. Nie znoszę takiej litości. Jednak z drugiej strony, jeśli każe się im odwalić znienawidzą mnie. Jestem między młotem a kowadłem. Wytarłam łzy i spojrzałam twardo na chłopaków.
- Jesteście kretynami. Myśleliście, że płacze naprawdę? Prawdziwy shinobi nie okazuje uczuć. Nabrałam was.
Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę domu. Tak cichego i pustego jak nigdy dotąd. Teraz wiem, że nie będzie w nim śmiechu ani przekomażania się. Będę tam sama. Łzy znowu zaczęły napływać do moich oczu. Nie chciałam tego, ale nic na to nie mogłam poradzić.
Promienie słoneczne delikatnie muskały mój policzek. Obudziłam się niechętnie. Przetarłam zaspane oczy i usiadłam. Kołdra zsunęła się na podłogę. Przysunęłam nogi do siebie i spoglądałam w okno. Za szybą rozciągał się widok wioski. Westchnęłam. Dzisiaj miałam dowiedzieć się z kim będę w drużynie. To jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Spojrzałam na zegarek. Było wpół do ósmej. W akademii miałam być dopiero na dziewiątą. Miałam półtorej godziny. Spowrotem się położyłam. Spoglądałam w sufit. Po pięciu minutach nie wytrzymałam. Wstałam i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czerwoną koszule i czarne spodnie. Szybko włożyłam je na siebie i podeszłam do szafki nocnej. Wzięłam w ręce ochraniacz i założyłam go na szyję. Odwróciłam się i wyszłam do kuchni.
W kuchni otworzyłam lodówkę i wyjęłam lemoniade. Upiłam łyk napoju i usiadłam za stołem. Spojrzałam na zegarek i z zaskoczeniem stwierdziłam, że do wyjścia mam tylko dziesięć minut. Dopiłam lemoniade i wstałam. Podeszłam do półki z butami i założyłam parę moich ulubionych butów. Otworzyłam drzwi i wyszłam.
Po drodze spotkałam Deli. Była moją najlepszą przyjaciółką. Zawsze chodziłyśmy razem, wszędzie, do czasu pojawienia się Fuji'ego. Był on niezwykle tajemniczy. Jego białe jak śnieg włosy przyciągały uwagę. Czarne jak węgiel oczy i blada cera, również była niezwykła. Nosił maskę na twarzy, tak, że widać było tylko oczy. Przypominał mi Kakashiego-sensei. Na samą myśl o Fujim serce mi przyspiesza. Nagle potknęłam się. Wylądowałam na ziemi, a Deli zaczęła się śmiać. Zażenowana wstałam i otrzepałam się z kurzu. Uniosłam głowę najwyżej jak mogłam i nie zwracałam uwagi na fakt, że podarłam sobie spodnie i leci mi krew z kolana. Kiedy doszłam do akademii, krwawienie ustało.
W sali nie było miejsca. Zostało tylko jedno wolne. Obok Fujiego. Nieświadomie uśmiechnęłam się i przygryzłam warge. Podeszłam do chłopaka i nieśmiało zapytałam:
- Mogę tu usiąść?
Fuji spojrzał na mnie. Przyglądał się badawczo mojej twarzy. Przełknęłam ślinę i niezdarnie odwracałam wzrok. Po chwili chłopak powiedział:
- Jeśli bedziesz cicho, możesz usiąść.
Odwrócił głowę w kierunku shinobi, który właśnie wszedł do sali. Szybko usiadłam i upomniałam się, aby być cicho.
Ninja, który wszedł, to nie kto inny jak Iruka-sensei. Wyjął kartkę z kieszeni i zaczął:
- Witam was wszystkich. Dzisiaj dowiecie się z kim będziecie w drużynie. Od razu mówię, że drużyny wybierane są pod względem umiejętności członków, tak aby się one dopełniały.- sensei wziął głęboki oddech i kontynuował- No dobrze zaczynamy. W skład drużyny 4 wchodzą: Ukini Deli Dorck Lee i Gere Sassa.- za sobą usłyszałam złośliwe prychnięcie Deli. Wiedziałam ,że chciałaby być z Fujim- W skład drużyny 5 wchodzą: Heji Dori, Tenery Aki i Juji Sars. Dobrze a teraz ostatnia drużyna, drużyna 6: Huji Fuji, Hyuga Koruto i Uchiha Hina.
Uśmiechnęłam się. Będę w drużynie z Fujim. Mam szczęście. Chciałam wstać, kiedy Iruka-sensei powiedział:
- Będziecie czekali na swoich sensei w określanych pokojach. Drużyna 4 w pokoju nr 214. Drużyna 5 w pokoju nr 345, a drużyna 6 w pokoju nr 167. To by było na wszystko. Dziękuję.
Kiedy Iruka-sensei zniknął wstałam i ruszyłam do wyjścia.
Na korytarzu ktoś złapał mnie za rękaw koszuli. Kiedy odwróciłam głowę, zauważyłam Fujiego. Spoglądał na moje... kolana? Hmm to dziwne, ale cieszyłam się chociaż mnie zauważył.
- Wiesz ta rana na kolanie naprawdę paskudnie wygląda. Choć opatrze ją.
Nie pytając mnie o zdanie Fuji pociągnął mnie za sobą. Kiedy dotarliśmy na miejsce, spostrzegłam ,że to pokój nr 167. Chłopak otworzył drzwi i wszedł do środka. Następnie rozkazał mi usiąść i wyprostować lewą nogę. Fuji podszedł do apteczki wiszącej obok drzwi i wyjął bandaże. Bardzo zwinnie i szybko opatrzył mi kolano. Następnie usiadł niedaleko mnie. W tej chwili cieszyłam się ,że jestem taką niezdarą. Uśmiechnęłam się do siebie i przygryzłam wargę, co miałam w zwyczaju. Po pięciu minutach ciszy do pokoju wszedł Hyuga Koruto. Usiadł na samej górze i badawczym wzrokiem przyglądał się nam. Czekaliśmy tak ze trzy godziny. Żadno z nas nie chciało wymówić tego co było oczywiste, nasz sensei się spóźniał. Niespodziewanie do pokoju wszedł siódmy Hokage. Uśmiechał się do nas promiennie. Podszedł do biurka po czym powiedział:
- Jestem Uzumaki Naruto, co na pewno wiecie ponieważ jestem siódmym Hokage. Od dzisiaj jestem waszym sensei.
Każdy z nas otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. Tym bardziej ja gdzie wujek Sasuke i Naruto-san są najlepszymi przyjaciółmi. Hokage nadal się uśmiechał. Nagle usłyszałam głos.
- To niemożliwe. Hokage nie mogą być nauczycielami początkujących.
- Ach tak? Widzisz ja mogę.
Naruto-sensei uśmiechnął się jeszcze szerzej. Ukradkiem spojrzałam na Fujiego. Chłopak również wydawał się zmieszany. Hokage usiadł na biurku i powiedział:
- A teraz chciałbym abyście się przedstawili i powiedzieli co byście chcieli osiągnąć na drodze shinobi. Może zacznijmy od pań.
Przełknęłam ślinę i powiedziałam:
- Nazywam się Uchiha Hina i chciałabym nie być tak bardzo niezdarna.
Naruto-sensei uśmiechnął się i wskazał na moje rozwalone kolano, teraz będące w bandażu dzięki Fujiemu.
- Widać. No dobrze. Może teraz ty?
Hokage wskazał na Hyuge Koruto.
- Jestem Hyuga Koruto i chcem być najlepszym i najpotężniejszym ninją w wiosce.
Naruto-sensei skinął głową i spojrzał na Fujiego. Chłopak oparł się na dłoni i niedbale odpowiedział:
- Huji Fuji, a moim celem jest uzyskanie całkowitej harmonii z chakrą.
Hokage przekręcił delikatnie głowę w prawo i myślał przez chwile. Następnie powiedział:
- Mam nadzieję, że się dogadacie. Widzę was wszystkich jutro o siódmej na polanie kwiatów.
Mówiąc to Naruto-sensei skierował się w stronę wyjścia. Niepewnie wstałam i również ruszyłam do wyjścia. Otworzyłam drzwi i wyszłam. Od razu skierowałam się w stronę domu. Musiałam jak najszybciej sama opatrzyć kolano. Za mną usłyszałam jakieś kroki. Odetchnęłam z ulgą, kiedy uświadomiłam sobie, że to na pewno Fuji lub Koruto. Wyszłam z akademii i ruszyłam w stronę domu. Miałam wielką nadzieję, że tata wrócił z misji. Nie było go już miesiąc i zaczynałam się niepokoić.
Jak mogłam się domyślić po drodze spotkałam Dali.
- Widzę, że niezdarze dopisuje szczęście.- dziewczyna przysunęła się bliżej i z gniewem w głosie dodała- Wiedz, że nie powinnaś być w drużynie z Fujim. Nie zasługujesz na to.
Przewróciłam oczami. Chciałam ją ominąć, jednak ona postawiła mi nogę. Przewróciłam się i rozdarłam bandaż. Krew na nowo zaczęło płynąć po mojej nodze. Dali zaczęła się śmiać. Po chwili odeszła zadowolona. Wstałam i chwiejnie ruszyłam w kierunku domu.
Kiedy weszłam do domu, w kuchni zostałam ciocie Sakure. Była smutna. Nie wiedziałam o co chodzi, ale przeczuwałam najgorsze. Podeszłam do stołu i usiadłam naprzeciwko cioci. Ciocia Sakura po chwili ciszy powiedziała:
- Posłuchaj mnie Hino. Twój tata nie żyje. Zginął podczas misji.
Byłam zdruzgotana. Mój tata nie żyje. Łzy spływały mi po policzkach. Ciotka podeszła do mnie i przytuliła mnie. Nic nie widziałam, ponieważ łzy gromadziły mi się w oczach. Chciałam zostać sama.
Kiedy odprowadziłam ciocie, poszłam do pokoju i położyłam się. Wiedziałam ,że prawdziwy ninja nie okazuje uczuć, jednak nikogo w pobliżu nie było. Mogłam płakać. Niestety moje łzy już wyschły dlatego wpatrywałam się w okno. Zachodzące słońce uspokoiło moje zszargane nerwy. Zamknęłam oczy i powoli zasnęłam.
Rano obudziłam się bardzo wcześnie. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam,że było wpół do siódmej. Szybko wstałam i ubrałam się. Wzięłam ochraniacz i wybiegłam z domu.
Na polanie kwiatów byłam pierwsza. Nigdzie nie było widać Fujiego ani Koruto. Usiadłam na środku i zaczęłam medytować. Skoro nie było nikogo, to mogłam poukładać wczorajsze wydarzenia na łonie natury. Śmierć mojego taty była dla mnie druzgocąca. Oprócz niego nie miałam praktycznie nikogo. Nie liczyłam oczywiście wujka i ciocie wraz z Saradą, moją kuzynką. Od teraz musiałam radzić sobie we wszystkim sama. Ciepły letni wietrzyk owiewał moją twarz. Moje czarnokrucze włosy były spięte w koka. Nagle z zamyśleń wyrwał mnie czyjś głos.
- Hina widziałaś może Fujiego? Jest już dziesięć minut po siódmej, a niema jego i Naruto-sensei.
Odwróciłam głowę i napotkałam lodowate spojrzenie Koruto. Pokręciłam głową i powiedziałam:
- Nie widziałam ich.
Chłopak zrezygnowany również usiadł. Zamknął oczy i jak przypuszczałam zaczął medytować. Koruto mógł być postrzegany jako przystojny, ponieważ miał czarne lśniące włosy. Rysy twarzy były takie same jak u każdego z klanu Hyuga. Również jego oczy były takie same. Jasne, może lawendowo-białe? Albo same lawendowe. Ciężko było stwierdzić, ponieważ wiecznie na jego oczy padał jakiś cień. Był dość wysoki. Przerastał mnie o głowę. Nagle kątem oka dostrzegłam Fujiego. Podszedł do nas i zapytał:
- Przepraszam za spóźnienie, ale gdzie jest Naruto-sensei?
Koruto otworzył oczy i gniewnie spojrzał na chłopaka.
- Czy ty wiesz, która jest godzina?
Fuji przewrócił oczami i usiadł naprzeciwko mnie.
- Wiesz Koruto. Ja w przeciwieństwie do ciebie nie jestem takim snobem.
Myślałam, że z ich kłótni wyjdzie bójka. Miałam racje. Oboje wstali i wyciągnęli kunai. Zerwałam się na równe nogi i weszłam między nich. Założyłam ręce na pierś i powiedziałam.
- Jeśli zamierzacie się bić, to zróbcie to dopiero po spotkaniu z sensei.
Spojrzałam na Koruto, a później na Fujiego. Oboje schowali kunai. Koruto odezwał się pierwszy.
-Masz szczęście Fuji, że umiem się zachowywać i nie bije dziewczyn.
- To ty masz szczęście Koruto.
Westchnęłam i przewróciłam oczami. Jak z dziećmi. Mimo, że jestem niezdarna umiem opanować każdą sytuację. Jestem pewna siebie, więc zazwyczaj ludzie słuchają się mnie. Miałabym największy problem, gdybym była nieśmiała. Na szczęście tak nie jest. Kątem oka dostrzegłam lecącego kunai w moim kierunku. Skoczyłam do przodu, a kunai wbiło się w ziemię w miejscu gdzie przed chwilą stałam. Usłyszałam śmiech i zza drzew wyszedł Naruto-sensei. Uśmiechał się od ucha do ucha.
- Brawo Hina. Masz znakomity refleks.
On to zrobił by mnie sprawdzić? To szaleństwo. Zrobiłam krok do tylu i potknęłam się o własne nogi. Przewróciłam się. Ja to mam szczęście. Spojrzałam na swoją lewą dłoń. Krew spływała z dłoni na ziemię. Naruto-sensei podszedł do mnie i zapytał:
- Chcesz iść do szpitala? Możemy na ciebie zaczekać.
Pokręciłam głową.
-Nie. Nawet jak będę miała bandaż to nie uchroni mnie przed kolejną raną.
Wstałam i wyjęłam materiał z kieszeni. Zawsze nosiłam go na wypadek rany. Owinęłam rękę materiałem. Hokage przypatrywał się mi przez chwile po czym powiedział:
- Czy naprawdę wszystko w porządku?
Skinęłam głową.
- W takim razie możemy kontynuować. -Naruto-sensei wyjął dzwoneczki i pokazał nam je- Ten kto zdobędzie dzwoneczki zaliczy. Ażeby was zmotywować ten kto przegra zostanie przywiązany do słupa. Na czas nieokreślony.
Ukradkiem spojrzałam na Fujiego i Koruto. Oboje byli zdeterminowani. Hokage przywiązał dzwoneczki do paska i powiedział:
- Czas start. Macie na to pięć godzin.
Hokage zniknął tak szybko jak się pojawił. Spojrzałam na chłopaków. Szkoda tylko, że ich już nie było. Na pewno szukają Hokage. Wyjęłam kunai i skoczyłam na drzewo. Musiałam najpierw przemyśleć swoją strategię. Naruto-sensei jest naprawdę szybki w dodatku idealnie zawiązuje pieczęci. Myślę ,że powinnam użyć sharingana. Kątem oka dostrzegłam Naruto-sensei. Przyczaiłam się w pobliskich krzakach i kiedy Hokage odwrócił się do mnie tyłem, skoczyłam po dzwoneczki. Naruto-sensei automatycznie się odwrócił, niestety nie wystarczająco szybko. Dotknęłam dzwoneczków ręką. Trzymałam je w palcach. Hokage próbował zaatakować mnie kunaiem. Zablokowałam cios drugą ręką. Niestety byłam zbyt słaba. Puściłam dzwoneczki i cofnęłam się. Przyjęłam postawę obronną. Niestety nie zdążyłam ponownie zaatakować, ponieważ Koruto zrobił to pierwszy. Popchnął mnie i zaatakował Hokage. Oczywiście upadłam. Rozcięłam drugą rękę. Ktoś pomógł mi wstać. Kiedy odwróciłam wzrok, zobaczyłam Fujiego. Chłopak pomógł mi wstać i wraz ze mną schował się w pobliskich krzakach. Kątem oka patrzyłam jak Koruto przegrywa z Naruto-sensei.
- Masz jakiś pomysł jak dorwać te dzwoneczki?
Pomyślałam przez chwile. Jeśli Fuji odwróciłby uwagę Hokage, zdołałabym ukraść dzwoneczki.
- Posłuchaj. Jeśli odwrócisz uwagę Naruto-sensei, mogłabym podkarść dzwoneczki.
Fuji skinął głową. Wyjął kunai i skoczył na Hokage. Chłopak wraz z Koruto atakowali Naruto-sensei. Wykorzystałam ten moment aby podkarść się od tyłu. Byłam coraz bliżej. Wzięłam głęboki oddech i skoczyłam po dzwoneczki. Udało mi się je zdobyć. Kiedy triumfalnie uniosłam rękę ze swoją zdobyczą, Hokage uśmiechnął się. Fuji podszedł do mnie i uśmiechnął się.
- Dobra robota Hina.
-Dzięki.
Nie wierzę. To na pewno sen. Uśmiechnęłam się. Hokage spytał:
- Więc Hino zaliczyłaś.
Co? Przecież ja nie zrobiłam tego sama.
- Ja tego sama nie zrobiłam. Fuji mi pomógł.
Naruto był zaskoczony.
-A więc zrobiliście to wspólnie. To godne podziwu. A ty Koruto? Pomagałeś im?
Koruto skrzyżował ręce na piersi i z gniewnyn spojrzeniem odpowiedział:
- Nie brałem udziału w tej farsie. Sam sobie bym poradził.
Z twarzy Naruto-sensei zniknął uśmiech.
- W takim wypadku drużyna nie ma po co istnieć. Chyba, że skład to: Hina i Fuji. Ten test miał udowodnić wam, że przyjaciel na misjach jest niezastąpiony. Zawsze wam pomoże, a i wy czujecie się bardziej bezpieczni. Z tego co wiem zmuszenie się do pracy zespołowej dla Fujiego było trudne. Mimo tego, że zawsze radził sobie sam, zrozumiał, że tym raz jest inaczej. Niestety ty Koruto nie masz takiego potencjału.
Byłam w szoku. Nasza drużyna się rozpadła. Musiałam coś zrobić. Inaczej nie będę mogła się wykazać i być równie silna jak tata.
- Naruto-sensei on może się zmienić. Na pewno poradzi sobie z pracą zespołową.
Hokage był zaskoczony tak samo jak Koruto i Fuji. Położyłam sobie ręce na biodra i spojrzałam z wyższością na chłopaków. Naruto-sensei spojrzał po kolei na chłopaków i na mnie. Przez chwilę myślał po czym odpowiedział:
- Koruto masz szczęście, że trafiłeś na tak zdecydowaną dziewczyna- Hokage zaczął się śmiać- Wszyscy zaliczyliście.
Uśmiechnęłam się. Skrzyżowałam ręce na piersi. Ukradkiem spojrzałam na Koruto i Fujiego. Oboje wydawali się zmieszani.
- No dobrze dzieciaki. Widzę was jutro o ósmej przed akademią.
Nagle Hokage zniknął. Fuji i Koruto spojrzeli na mnie. Byłam trochę zmieszana.
- To co powiedziałaś było nawet miłe.
Spojrzałam na Koruto. Wiedziałam ,że nie mogłam im powiedzieć o tacie, ponieważ na pewno by mi współczuli.
- Nie przyzwyczajajcie się do tego. Nie zamierzam zrezygnować z bycia ninja przez wasz brak współpracy.
Oboje otworzyli usta ze zdziwienia. Pierwszy odezwał się Koruto.
-Jednak z ciebie większa jędza niż z Dali.
To był cios poniżej pasa. Dali kochała dokuczać innym. Ja tylko chciałam by drużyna się nie rozpadła. Czy to tak źle? Spuściłam wzrok i wpatrywałam się w buty. Opuściłam ręce i zaczęłam bawić się skrawkiem materiału, którym owinęłam lewą rękę. Ten materiał dal mi tata, kiedy podczas spaceru wpadłam na drzewo i rozwaliłam sobie dłoń. Tata zamiast krzyczeć na mnie, tak jak inni w akademii, wyjął z kieszeni ten materiał. Uśmiechnął się po czym owinął materiał na mojej ranie. Od tamtej pory zawsze noszę go przy sobie. By zapamiętać uśmiech taty i jego troskę. Byłam zrozpaczona po jego śmierci. Nie wiem ile minęło dni od jego śmierci, jednak ja wiem o tym od wczoraj. Moje łzy nie miały jak się zatrzymać i spływały mi po policzku. Koruto widząc moje łzy podszedł do mnie i zapytał:
- Hej, powiedziałem coś nie tak? Przecież stwierdziłem tylko fakt. Jesteś jędzowata. To wszystko.
Fuji popchnął Koruto.
- Ty to umiesz pocieszać.- odrzucił Hyuge lodowatym spojrzeniem po czym zwrócił się do mnie- Co się stało?
Teraz to wpadłam. I co ja mam zrobić? Jeśli dowiedzą się o wszystkim zaczną mi współczuć. Nie znoszę takiej litości. Jednak z drugiej strony, jeśli każe się im odwalić znienawidzą mnie. Jestem między młotem a kowadłem. Wytarłam łzy i spojrzałam twardo na chłopaków.
- Jesteście kretynami. Myśleliście, że płacze naprawdę? Prawdziwy shinobi nie okazuje uczuć. Nabrałam was.
Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę domu. Tak cichego i pustego jak nigdy dotąd. Teraz wiem, że nie będzie w nim śmiechu ani przekomażania się. Będę tam sama. Łzy znowu zaczęły napływać do moich oczu. Nie chciałam tego, ale nic na to nie mogłam poradzić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)