wtorek, 8 grudnia 2015

Rozdział 8: urodziny i wyczekiwane spotkanie

   W pomieszczeniu nie było żadnej żywej duszy. W ogóle pokój był pusty. Nie było w nim żadnych mebli, dodatków,  dekoracji ani niczego. Jedynie ściany były pomalowane na jakiś brudnoszary odcień niebieskiego.
- Więc co chciałaś mi powiedzieć?
Wyjęłam kartkę z listem do mnie od taty i podałam go sensei. Hokage zaczął czytać.  Kiedy skończył , zapytał się.
-Od kogo to masz?
- Od kobiety w czarnym płaszczu i fioletowych włosach.
Naruto-sama myślał prze chwile i dodał.
- To była Konan. Wiem, że masz teraz mętlik w głowie, ale nie słuchaj jej.
Sensei położył mi rękę na ramieniu. Następnie przytulił. Byłam zaskoczona tą reakcją. Powoli odepchnęłam się i i spojrzałam na Hokage.  Miałem łzy w oczach.  Wiedziałam o tym doskonale.
-Mój tata żyje prawda?
Naruto-sensei odwrócił wzrok.
- Czyli jednak! Wiedziałam! Mój tata żyje !
Odwróciłam się i jedyną moją myślą było odnalezienie taty. W połowie drogi Hokage zatrzymał mnie.
- Nie popełniaj błędów Sasuke. On też myślał, że sam da sobie radę.  Mylił się. Jeśli chcesz odnaleźć tatę to ja i twoi przyjaciele pomożemy ci w tym.
Otarłam łzy i uśmiechnęłam się. Nie muszę szukać go sama. Mogę liczyć na Fujiego, na Koruto i na sensei. Nie mogłam doczekać się wyruszenia na poszukiwania. Chciałam jak najszybciej móc przytulić się do taty. Tak bardzo. Hokage wyszedł z pokoju,  rozkazując mi zostać w nim. Po pięciu minutach wszedł z Koruto i Fujim. Hyuga od razu próbował mnie przytulić. No to szczyt wszystkiego. Kopnęłam go tak, że pleciał na ścianę.
- Draniu, najpierw dekoncentrujesz mnie podczas walki, a później chcesz przytulać? Co ty sobie do cholery myślisz?
Chłopak był zaskoczony. Za mną rozległ się śmiech sensei i Fujiego.
-Hino, wytłumacz chłopakom na czym będzie polegać nasza następna misja.
Podrapałam się ręką w tył głowy i zmieszana zaczęłam.
- No ,więc nasza następna misja będzie polegać na znalezieniu mojego taty.
- Co?!- oboje jak jeden mąż krzyknęli- Jak to?!
Wyjęłam kartkę i poraz kolejny przeczytałam list, który napisał mój tata. Kiedy skończyłam,  chłopcy wydawali się być naprawdę zaskoczeni. Nie wiedziałam jak zareagują na moją prośbę. Nie miałam bladego pojęcia.
- Zgadzacie się na tą misję?  Pomożecie mi odnaleźć tatę?
Chłopcy zaczęli się naradzać. Rozmawiali ze sobą ponad pięć minut,  gorąco gestykulując każde słowo. Po chwili oboje odwrócili się w moją stronę i powiedzieli.
- To będzie dla nas zaszczyt pomagać ci w odnalezieniu ojca.
Odetchnęłam z ulgą.
-W takim razie przyszykujcie się. Wyruszamy zaraz po rozdaniu ochraniaczy chunnina.
Każdy z obecnych w sali skinął głową. Wyszli z pustego gabinetu i znów zostałam sama. Miałam długą drogę do pokonania. Wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę domu. Musiałam obmyśleć plan i rozszyfrować list, w którym na pewno zawarte są informacje o pobycie taty.
    W domu zastała mnie bardzo miła niespodzianka. W kuchni pachniało gotowaną wołowiną, świeżo upieczonym chlebem i kwiatami wiśni. Dosłownie umierałam z głodu. Szybko ruszyłam do stołu. Przy lodówce stała uśmiechnięta ciocia Sakura. W salonie słyszałam głośny śmiech Sarady, Boruto i Himawarii-chan. Który dzisiaj jest dzień?  Pomyślmy.  Od rozdania ochraniaczy początkującym ninja minął rok. Dzień później obchodziłam urodziny w żałobie. Urodziny! No właśnie! Dzisiaj mam urodziny! Jednak ta kobieta wybrała datę moich narodzin na spotkanie. Z tego co pamiętam była w wiosce ponad tydzień. Dlaczego akurat dzisiaj?  Może suma cyfr miesiąca i dnia, w którym się urodziłam da odległość taty od wioski? Musze to obliczyć,  jednak najpierw kolacja. Ciocia podała mi przepysznie wyglądający ramen. Chwilę później przez okno wszedł Naruto-sensei.
- Czy ja czuję ramen?
Przy stole siedziała ciocia, Sarada, Boruto, Himawarii-chan i Hinata-sama, jednak tylko ja podniosłam wzrok. Pokręciłam głową na znak, że nie jemy ramenu, co w rzeczywistości było kłamstwem. Naruto-san i tak wszedł do pokoju i nałożył sobie tyle ramenu, że nie zmieściło się to na stole. Po chwili ,, spokoju" ktoś zapukał do drzwi. Co się okazało byli to Koruto i Fuji. Weszli do środka z niesamowicie wielkim pudłem. W dodatku mieli jakieś dziwnie podejrzane uśmiechy. Podejrzewałam ich o najgorsze. W końcu Koruto już nie raz zrobił mi numer , po którym wielokrotnie chciałam go zabić.  No trudno. Zaprowadziłam ich do salonu.  Od powrotu do domu nie widziałam jak wyglądało to pomieszczenie. Teraz wiem.  Pełno było zdjęć moich jak i moich przyjaciół i rodziny. Dotknęłam policzka. Był mokry. Płakałam. Łzy spływały po moim policzku. Jeszcze nigdy nie czułam tak ogromnej ulgi a zarazem szczęścia. Na pewno był to prezent przemyślany. Dzięki temu mogłam teraz w salonie oglądać wszystkie ważne dla mnie osoby. Moi kochani przyjaciele,  jednak nie pozwolili abym się nudziła. Koruto złapał mnie za rękę i popchnął  w stronę wielkiego pudła. Niepewnie je otworzyłam. To co znajdowało się w środku było niespodziewane.
      W środku znajdował się lis. Taki białorudy lisek. Był słodki. Powiedziałabym nawet, że to było najsłodsze stworzenie jakie widziałam. Miał taki drobny czarny nosek. Czarne lśniące oczy. I jeszcze to jak na mnie spoglądał. Normalnie zakochałam się. Zdecydowanie były to moje najlepsze urodziny. Delikatnie podniosłam liska i przyglądałam się uważnie reakcji zwierzątka. Wydawał się być wesoły. Przytuliłam go. Naruto-sensei wszedł do pokoju. Widząc mnie wraz z liskiem, uśmiechnął się.
- Widzę, że prezent się spodobał.
Spojrzałam na sensei i twierdząco pokiwałam głową. To był najlepszy prezent w historii, no może drugi, ale i tak jest dla mnie ważny. Nagle pomyślałam,  że nie wiem jak dam mu na imię. No i trzeba wymyślić jeszcze jakaś nazwę dla mojej intuicji. Spojrzałam w śliczne czarne oczy liska i powiedziałam:
- Od dzisiaj nazywać się będziesz  Kurami.
A moja intuicja Kimi. Tak będzie ładnie. Uśmiechnęłam się i wtuliłam się w miękkie futerko Kurami. Nagle do mojego pokoju wszedł wujek Sasuke. Byłam naprawdę zdziwiona. Co on tu robi? Podszedł do mnie i zaciągnął do łazienki.
- Czy ty już do reszty zgłupiałaś? Chcesz przerwać misję swojemu ojcu? Przecież to samobójstwo.
Spojrzałam twardo na wujka i ze spokojem w głosie powiedziałam:
- Nie popełniam twoich błędów. Nie będę szukać taty sama. Nie jestem tobą.
Nie miałam zamiaru ranić wujka, jednak nie chciałam, aby ktokolwiek narzucał mi to co mam robić. Sasuke-san spojrzał na mnie zszokowany.
- Nie wiem co ten kretyn zwany również Hokage ci powiedział, ale nie możesz tak mówić.
- Mam ci teraz powiedzieć,  że zrezygnuje?
- Tak. Dokładnie tego od ciebie oczekuje.
- W takim razie możesz być nieco rozczarowany bo ja nie będę rezygnować. Taka jest moja droga jako ninja.
Sasuke-kun szybko wciągnął powietrze, odwrócił się i raźnym krokiem podszedł do Hokage.
- Naruto.
- Tak?
-Co ty naopowiadałeś Hinie?! Do reszty zgłupiałeś?
- O co ci chodzi?
 -O tą jakże głupią misję odbicia mojego brata.
-Ta misja nie jest głupia. Po za tym i tak miałem kogoś do niego wysłać bo nie dostaje od niego żadnych wiadomości, a jeśli Hina chce zobaczyć się z ojcem to nie będę jej powstrzymywał. Nawet wręcz przeciwnie, pomogę jej.
Sasuke-san był tak zły,  że uderzył Naruto-senei. Następnie wszedł trzaskając drzwiami. Czy moje postanowienie zobaczenia się z tatą było aż takim złym pomysłem?  Rozważałam każdą możliwość. Mogłam zostać zbesztana przez tatę lub powitana w sposób dla nas charakterystyczny.  Raczej skłaniałam się ku tej drugiej opcji. Jednak nie przewidziałam, że wujek tak ostro zareaguje na tą misję. Nigdy się mną nie przejmował. Rzadko kiedy zaszczycił mnie swoim spojrzeniem. Dlatego byłam w szoku po tym co przed chwilą się zdarzyło i w dodatku w moje utodziny. Po prostu super. Gorzej chyba być nie może. Kurami zaczęła pałętać się pod moimi nogami czekając,  aż wezmę ją na ręce. Kucnęłam i podniosłam, teraz zadowolonego, liska. Z ust Hokage leciała krew. No tak wujek go walnął. Na szczęście sensei wstał uśmiechnął się i powiedział:
- Dobra, teraz wracamy do zabawy.
****
     Leżąc w łóżku zastanawiałam się czy pójście na misję było dobrą decyzją. W końcu tata wyraźnie w liście powiedział, abym się nie mieszała. Jednak uwzględnił też opcje,  że się go nie posłucham. Wsłuchiwałam się w oddech Kurami. Lisiczka spała obok zwinięta w kłębek.  Gdybym nie widziała jak się zwinęła nie wiedziałabym gdzie ma pyszczek, a gdzie ogon.Zamknęłam oczy. Westchnęłam. Sensei wydawał się być poddenerwowany całą tą sytuacją. I co ja teraz mam zrobić? W jednej chwili moje życie zmieniło się w koszmar. Straciłam ojca. Następnie jakaś kobieta dała mi list od niego mówiąc,  że śmierć taty było kłamstwem. Później jasne światło w tunelu zagubienia wskazało mi misję,  w której mogę spotkać się z tatą.  Jednak teraz to światło przysłonił cień Sasuke-san. Czy muszę przez to przechodzić?  Tak bardzo pragnę dostać odpowiedź na wszystkie moje pytania. Nagle usłuszałam szmer za drzwiami mojego pokoju. Szybko wstałam i wyjęłam kunai z szafki. Po cichy podeszłam do drzwi i otworzyłam je tak aby widzieć kuchnie jednocześnie mogąc wycofać się do pokoju w ułamku sekundy.  Przede mną stał mężczyzna w długim czarnym płaszczu w czerwono białe chmurki. Spojrzałam na swoją koszulę. Zaśmiałam się w głowie z tego, że moja bluzka wygląda identycznie. Mężczyzna stojący przede mną był wysoki. Wyższy niż tata czy nawet Naruto-sensei. W ręku trzymał olbrzymi miecz. Właśnie rozglądał się po mieszkaniu najpewniej szukając czegoś. Wyszłam z pokoju i z założonymi na piersi rękami oparłam się o ścianę po czym kpiącym głosem powiedziałam:
- Szukasz czegoś?  A może kogoś?
Mężczyzna odwrócił się i widząc moje spojrzenie cofnął się. Wcześniej włączyłam sharingana, więc czerwone oczy w ciemności musiały go nieźle przestraszyć. I dobrze, trzeba było nie włamywać się do mojego mieszkania.
- E... no ja szukałem córki Itachiego.
- Po co?
- Ee... to informacja poufna.
- W takim razie miejsce pobytu córki Itachiego to też jest informacja poufna.
Było tak ciemno, że tylko niektóre szczegóły rzuciły mi się w oczy. Jego przekreślony ochraniacz i  zarys twarzy.
- Z tego co wiem ona mieszka tutaj, więc mów gdzie ona jest.
Czyli nie zauważył sharingana. Co za tuman, ale to dobrze mogę się trochę tak pobawić.
- Przykro mi dostałeś zły adres. To jest dom klanu Nora.
- Jakiego klanu? Nigdy o nim nie słyszałem.
- Naprawdę? Przecież to najsilniejszy klan w wiosce.
Ledwo powstrzymywałam śmiech. Tak łatwo było wprowadzić go w błąd.
- Nie żartuj sobie.  Nie jestem głupi. Takiego klanu jak Nora nie ma w wiosce.
No to wpadłam. Jak z tego wybrnąć?  Już wiem!
- Nie wszystko trzeba wiedzieć. Po za tym to ja mam wszystkie karty. Ty natomiast niczym nie dysponujesz.
-W takim razie ja już sobie pójdę.
- Myślisz, że ci pozwolę?  Powiedziałeś mi, że szukasz Uchihy, a ja ci na to nie pozwolę.
Przesunęłam się bliżej wyjścia, blokując je. Mogłam tylko przypuszczać, że będę zmuszona do walki. Chociaż wolałabym nie.
- Jak ci powiem dlaczego jej szukam pomożesz mi ją znaleźć?
- Tak.
Mężczyzna wziął głęboki wdech i powiedział:
- Itachi prosił abym ją eskortował do aktualnego miejsca jego pobytu. Nie powiedział mi jednak dlaczego. Pewnie chce z nią porozmawiać osobiście. Jednakże nigdzie nie mogę jej znaleźć. Itachi podał mi zbyt mało szczegółów abym rozpoznał ją w nocy.
Byłam zaskoczona. Tata chciał ze mną rozmawiać? Dlaczego? -To ja jestem córką Itachiego, Uchiha Hina. Skoro wiesz jak ja mam na imię to teraz powinieneś podać swoje.
Mężczyzna przez dłuższą chwilę nic nie mówił co uważałam za krępujące.
- Kisame.
Uśmiechnęłam się.
- W takim razie pójdziesz ze mną.
Hmm no nie wiem czy to był dobry pomysł mówienia mu prawdy,  ale chęć zobaczenia taty była silniejsza.
- Zanim pójdę muszę coś zrobić.
Musiałam napisać list do sensei i oczywiście wziąść Kurami. No i ubrać się. W końcu byłam w pizamie.
     W ciągu pięciu minut ubrałam się zabrałam ochraniacz wraz z całym zestawem kunai i wpakowałam do plecaka Kurami. Wyszłam z wioski wraz z Kisame. Wiedziałam, że nie mogę w stu procentach zagwarantować tego,  że idę do taty, ale moja ciekawość jest większa.
- No więc jesteś córką Itachiego tak?
- Tak.
- Hmm mogłabyś powiedzieć mi jak wyglądała twoja mama? Itachi cały czas o niej mówił.
-Ja nie mogę nic na tem temat powiedzieć,  bo nie znałam mamy.
Kisame zatrzymał się. Od wróciłam się do niego, przekręciłam głowę w prawo i uśmiechnęłam się.
- No chodź. Im szybciej dojdziemy tym szybciej będę mogła porozmawiać z tatą.
-Dobrze.
****
 Stanęliśmy przed ogromną bramą do świątyni. Napisy na niej wskazywały na wczesną próbę pisania. Znaki były dość niestarannie zapisane w dość krzywy sposób. Mury świątyni aż sączyły się od nawału historii. Zgadywałam, że mają więcej niż tysiąc lat. Może to konstrukcje samych demonów? Nie wiedziałam tego. Z fascynowaniem wpatrywałam się w każdy centymetr budowli. W środku było zimno, wilgitno i ponuro. Nie dziwiłam się.  Skoro te mury miały tyle lat to i roślinność miała czas na rozrastanie się.  Co rusz potykałam się o jakieś wystające korzenie. Nagle z mojego plecaka wyskoczyła Kurami, najwyraźniej już przebudzona. Kisame-san zaskoczył ,ten jakże uroczy, lisek.
- On jest twój?
- Tak.
 -Skąd go wytrzasnęłaś?
- Od początku z nami był, tylko, że w moim plecaku.
Wzięłam na ręce Kurami i szłam dalej.
     Przeszliśmy przez korytarz, cały w mchu, aż dotarliśmy do wielkiej sali. Jej ściany były pokryte tym samym pismem co brama. Namalowane były sceny walk i obrzędów, które były wtedy wykonywane. Na środku w kręgu siedział mój tata. Zrzuciłam z rąk Kurami i plecak. Zaczęłam biec. Nagle ktoś złapał mnie za ramię. Był to Kisame-san.
- Poczekaj chwile. Itachi jest teraz  duchiem w innym wymiarze.
- Co?! Trzeba było powiedzieć mi od razu.
Usiadłam pod ścianą i wzięłam na kolana Kurami.
- Przepraszam, że wcześniej ci tego nie powiedziałam.
- W porządku. Poczekam.
     Przez godzinę bawiłam się z Kurami. Lisiczka okazała się być niebywale inteligentnym zwierzakiem, co mnie ucieszyło. Nagle Kurami schowała się za moimi plecami. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że Kisame idzie w stronę taty. Szybko wstałam i podbiegłam do mężczyzny chowając się za nim. Wyjrzałam za niego bacznie patrząc się na tatę. Kisame podszedł do Itachiego i pomógł mu wstać.
- Tym razem byłeś znacznie dłużej w swoim umyśle.
- Tak, to prawda.
Tata podniósł głowę i napotkał moje spojrzenie. Szybko się wyrwał i w błyskawicznym tempie znalazł się przede mną. Zaczął mnie ściskać. Widziałam jak łzy szczęścia płyną mu po policzku.
- Tak się ciesze. Tak bardzo za tobą tęskniłem.
Odwzajemniłam uścisk i powiedziałam ze łzami w oczach.
- Ja też tęskniłam, tato
Tata poprowadził mnie do osobnego pomieszczenia i tam usiadł na kanapie. Jak zwykle chciałam usiąść mu na kolanach, jednak powstrzymałam się widząc, że on cierpi. Usiadłam obok i wpatrywałam się w jego twarz będącą teraz w połowie mroku. Zastananawiałam się czy również jego serce jest w połowie mrocznej otchłani. Za wszelką cenę próbuje podążać do światła.
- Przrpraszam. Przyszłaś tu, aby ze mną porozmawiać, a ja skrywam się w sobie.
Tata wziął mnie za rękę i posadził na swoich kolanach.
- No moja najlepsza uczennico jak poszły egzaminy?
Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
- Zdałam egzamin za pierwszym razem. Potem egzamin na chunnina zdałam bez problemu.
- Z kim jesteś w drużynie i kto jest waszym nauczycielem?
- Naszym nauczycielem jest Naruto-sensei, a w drużynie jestem z Koruto Hyugą i Fujim Hujim.
- Jesteś w drużynie z Hyugą i synem Kakashiego?
Kiedy usłyszałam imię Kakashiego-sensei, rozszerzyłam oczy ze zdumienia.
- Kakashiego-sama? Przecież Fuji nie ma ojca, a jego matka zginęła dwa lata temu na misji.
- Co?! To Ame nie powiedziała nic swojemu synowi?
- Nie.
Tata wydawał się być wzburzony. Ja też uwarzałam, że oszukiwanie w sprawie rodziny jest złe.
-Tato, wrócisz ze mną do wioski? 
Tata ze smutkiem spojrzał przed siebie. 
-Jeszcze nie mogę wrócić.  Mam nie dokończoną misję.  Wrócę jak ją skończę. Po za tym poprosiłem Kisame, aby cię przyprowadził bo chciałem powiedzieć ci coś bardzo ważnego. 
Przełknęłam ślinę i wyczekująco spojrzałam na tatę. 
-Twoja mama wciąż żyje. Tylko jeszcze nie wiem gdzie jest, ale ją odnajde. Obiecuje. 
Silne ramiona taty przyciągnęły mnie do niego. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i mimowolnie myślałam o mamie.  Nagle cofnęłam się i zapytałam:
- Poczekaj moment. Czemu musisz zostać sam? Czy nie mogę ci pomóc?  Jestem już o wiele silniejsza. 
Tata spojrzał na mnie i powiedział...




Oto kolejny rozdział xD następny jest w trakcie pisania :D 

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 7: trzeci etap ciąg dalszy

   Przed domem wujka spotkałam Sarade. Dziewczynka podbiegła do mnie i uścisnęła mnie z całych sił. Uśmiechała się od ucha do ucha. Z radością na twarzy powiedziała:
- Słyszałam, że pokonałaś jednego z Piaska. Jestem z ciebie dumna.
Również się uśmiechnęłam. Przy Saradzie nie da się zachowywać poważnie. Jej oczy są tak wesołe. Tego właśnie mi brakowało. Ciepłego spojrzenia osoby, która mnie kocha. Wraz z Saradą i z Naruto-sensei weszłam do domu wujka. W kuchni zastałam ciocie, która właśnie przygotowywała obiad. No tak jestem głodna. Od tygodnia nic nie jadłam. Tak mi się wydawało. Mogłam się mylić. Teraz zjadłabym całą zawartość lodówki. Przełknęłam ślinę i usiadłam za stołem. Oparła brodę o ręce i wpatrywałam się w ciocie Sakure. Ta pod wpływem mojego spojrzenia odwróciła się. Uśmiechnęła się i powiedziała:
- Niech zgadne, jesteś głodna?
Przytaknęłam. Byłam naprawdę głodna. Jak już wspominałam zjadłabym coś.
- Już ci robię.
Naruto-sensei i Sarada również usiedli przy stole. Miałam cichą nadzieje,  że to Hokage będzie mnie uczył.  Wujek nie nadawał się na nauczyciela. Westchnęłam. Nagle do kucchni wszedł wujek Sasuke. No to niedługo trening. Po prostu super. Mam nadzieje, że uda mi się zdać egzamin. Strasznie chciałam być chunninem. Im większy stopień tym lepszy ninja musi być. Mój tata był moim niedoścignionym wzorem. W wieku zaledwie czternastu lat został Anbu. Westchnęłam. Zaczęłam zastanawiać się nad przebiegiem treningu, kiedy przede mną pojawiła się miska ciepłego ramenu. Złapałam miskę i zaczęłam jeść. Przeważnie jem wieczorem, ale dzisiaj byłam tak głodna, że nie miało to dla mnie różnicy jaka jest pora dnia. Wujek usiadł naprzeciwko mnie i powiedział:
- Jak zjesz pójdziesz na tyły domu. Porozmawiam chwile z Naruto i przyjdę do ciebie.
Skinęłam głową. Jednak wujek zamierza od razu mnie przetestować.
    Kiedy zjadłam, poszłam do ogrodu tak jak kazał wujek.
    Ogród był duży. Okalały go drzewa, które skutecznie odgradzały podwórko od wioski. Stałam na środku rozglądając się za jakąś ławką. Znalazłam ją w altanie na końcu podwórka. Ruszyła w tamtym kierunku, kiedy usłyszałam głos wujka. Podkradłam się do nich.
- Posłuchaj mnie Naruto. Mam ważniejsze rzeczy na głowie niż uczenie podstaw Hiny.
- Ona nie musi uczyć się podstaw. Wystarczy jej trening z shairnagnem.
- Nadal uważam, że to kiepski pomysł. Lepiej będzie jeśli ty ją czegoś nauczysz.
Byłam w szoku. Jednak wujek nie chce mnie uczyć. W końcu ja też tego nie chciałam, ale szybko to zaakceptowałam. Naruto-sensei chciał abym trenowała z kimś kto umie posługiwać się sharinganem.
- Sasuke, ona jest bardzo utalentowana. Nauka zajmie ci najwyżej tydzień. Później przejmę role trenera.
Wujek myślał przez chwilę. Wiedziałam, że jestem nie na rękę wujkowi. Nie powinnam trenować z Sasuke-sama. Od samego początku powinnam zacząć treningi u Hokage. Wtedy przynajmniej miałabym pewność, że się czegoś nauczyłam. Po za tym sharingan jest całkiem prosty w ,, obsłudze". Znalazłam dziennik taty, w którym opisuje korzystanie z sharingana. Wydaje się całkiem prostym elementem walki. Jednakże z drugiej strony dla mnie praktycznie wszystko jest łatwe. Uśmiechnęłam się i już chciałam w parować tam i powiedzieć, że chcem aby uczył mnie Naruto-sensei, kiedy poczułam ból w nodze. Jak sie mogłam spodziewać bandaż na mojej lewej nodze rozdarł się. Po prostu pięknie. Najciszej jak potrafiłam wycofałam się. Miałam farta, nic sobie dodatkowego nie zrobiłam. Odwróciłam się i potknęłam się o własne stopy. Noga zaczęła mocniej mnie boleć,  gdyż cały upadek poszedł na nią. No po prostu świetnie. Noga jest wyautowana z treningu. Wszyscy wkurzą się jeszcze bardziej. Kiedy próbowałam zabandazować od nowa swoje kolano, wujek wraz z sensei weszli do ogrodu. Widząc moje starania Hokage zaczął się śmiać.
- Uważasz to za zabawne?  Ona wiecznie się potyka. To nie jest normalne.
Naruto-sensei spoważniał i z groźną miną spojrzał się na wujka.
- Dobrze, w takim razie będę trenował twoją bratanice.
Hokage podkreślił dwa ostatnie słowa. Na pewno chciał wpłynąć na sumienie wujka Sasuke. Sensei podszedł do mnie i wziął mnie na ręce po czym ruszył w stronę szpitala.
     Kiedy Hinata-sama bandażowała mi nogę, czułam się w środku pusta. Dowiedziałam się,  że moja rodzina to tylko iluzja. Nagle Naruto-sensei powiedział:
- O czym tak myślisz?
Spojrzałam w jego niebieskie oczy i dostrzegłam troskę. Tą samą, którą widziałam u taty. Uśmiechnęłam się. Jednak mam rodzinę. Są nimi moi przyjaciele. Naruto-sensei jest moim ,,wujkiem", Koruto denerwującym ,,bratem", a Fuji moim ukochanym.  Miałam rodzinę,  mimo że moja prawdziwa to tylko iluzja.
- O niczym sensei. Kto teraz zajmie się moim treningiem?  Zmarnowałam cały tydzień leżąc w szpitalu.
Naruto-sensei zaczął się śmiać. Myślał przez chwilę po czym powiedział:
- Myślę, że sharingana nauczy cię używać Kakashi-sensei, a później twoim treningiem zajmę się ja.
Skinęłam głową. Kakashi-sensei również posiadał sharingana. Nazwyno go kopiującym ninją. Skopiował ponad tysiąc technik, które pomagały mu w walce. Był nauczycielem siódmego Hokage, cioci Sakury i wujka Sasuke. No i wygląda prawie identycznie jak Fuji. Nawet charaktery mają podobne. Nawet cieszyłam się z treningów z Kakashim-sensei. Miałam okazję poznać lepiej nauczyciela Hokage.
- Dobrze. Kiedy zacznę trenować?
Hinata-sama spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
-Już kończę złotko. Niedługo będziesz mogła trenować
Hokage usiadł kolo mnie i oparł się o ścianę. Po pięciu minutach ja wraz z Hinatą-sama usłyszałyśmy ciche chrapanie. Obie odwróciłyśmy się w stronę Naruto-sensei. Hokage spał w najlepsze. Zaczęłam się śmiać. Nikt tak bardzo nie potrafił mnie rozśmieszyć ta jak mój sensei. No jest jeden wyjątek, Koruto. Westchnęłam. Hinata-sama położyła rękę na moim ramieniu.
-Gotowe. Naruto może już zaprowadzić cię do Kakashiego-sensei na trening.
Wstałam i podeszłam do sensei. Zaczęłam go trochę szturchać. Naruto-sama zerwał się na równe nogi. Kiedy spojrzał na mnie, wiedział już, że ma zaprowadzić mnie na trening.
      Szliśmy przez chwilę w ciszy. Nie miałam żadnych pytań,  ponieważ nie znałam zbyt dobrze Kakashiego-sensei. Widziałam go dwa razy. Jednak wystarczyło to abym porównała go z Fujim. Jeszcze ciocia Sakura czasami mówiła coś o swoim nauczycielu, więc miałam jakieś, co prawda nikłe, pojęcie o osobowości Kakashiego-sensei.  Szłam myśląc o wszystkim.
- Sensei, jaki jest Kakashi-sama?
Naruto zaczął myśleć. Jest moim nauczycielem od ponad pół roku, a ja nadal nie mogę zgadnąć czy myśli czy chce do toalety. No nic na to nie poradzę. Mam takie skojarzenia i koniec.
- Kakashi jest specyficznym nauczycielem. Bardzo lubi brać w  pułapki swoich uczniów. Co jeszcze? O już wiem, lubi się drażnić i spóźniać. I ma taką charakterystyczną wymówke. ,, Przepraszam za spóźnienie. Zabłądziłem na drodze zwanej życiem."
Zaczęłam się śmiać. Ten tydzień zapowiada się bardzo ciekawie.
     Kiedy stałam na środku salonu Kakashiego-sensei, zastanawiałam się jakie metody nauczania zastosuje. Palcami gniotłam skrawek bluzki. Denerwowałam się spotkaniem z Kakashi-sama. Poprawiłam swój ochraniacz. Nadal wisiał na mojej szyji przekrzywiony. No cóż, chociaż nie wiem jak bardzo bym się starała nie może wisieć prosto. To jakiś obłęd. Westchnęłam. Nagle przede mną pojawił się Kakashi-sensei. Przestraszona upadłam i jak na złość prawą ręką przejechałam bo ścianie, co sprawiło, że rozdarłam skórę i leciała mi krew. No po prostu świetnie. Naruto-sama zaczął się śmiać. Jednak pomógł mi wstać i poszedł po Hinate-sama. W tym samym czasie Kakashi-sensei pytał się mnie o różne rzeczy.
  - Więc masz na imię Hina?- przytaknęłam- To dobrze. Podobno mam cię nauczyć używania sharingana. Czyli nie masz go jeszcze aktywnego?
Oburzyłam się.
- Oczywiście ,że mam. Nie potrafię tylko z niego w pełni korzystać.
-Rozumiem. Na jakim poziomie masz sharingana?
-Na podstawowym. To proste, że skoro masz mnie uczyć to nie umiem zbyt dużo. Po za tym dlaczego tak mnie pytasz? Na pewno Naruto-sensei wszystko ci powiedział. To trochę podejrzane.
Kakashi-sama wydawał się być zaskoczony. No cóż mam dar obserwacji. Nic na to nie poradzę. W wiosce nic się przede mną nie ukryje. Spojrzałam badawczym wzrokiem na sensei..
- Tak Naruto mi mówił, ale sam chciałem się przekonać. Masz niezwykły dar obserwacji. Potrafisz bardzo szybko odkryć drugie dno. To imponujące.
Uniosłam jedną brew do góry. Miałam przeczucie, że te komplementy to początek kłopotów.
- Te komplementy są po to aby dać jasne światło na sam początek i aby złagodzić późniejszy bardzo ciężki trening prawda?
Kakashi-sensei znów wydawał się być zaskoczony. Wiedziałam już, że trefiłam w sedno. Uśmiechnęłam się. Nagle do pokoju wszedł Naruto-sensei. Za nim szła Hinata-sama. Kiedy zobaczyła moją rękę,  załamała się.
- Przecież niecałą godzinę temu wyleczyłam cie.
Uśmiechnęłam się.
- No cóż nic na to nie poradzę.
        Kiedy Hinata-sama znów wyleczyła moją rękę,  Kakashi-sensei zabrał mnie na małą ,, wycieczkę". Jej celem był dach , z którego najlepiej widzi się twarze byłych i obecnych Hokage. Dotarliśmy tam dość szybko. Usiadłam naprzeciwko sensei i przekręciłam głowę w prawo. Pod tym wzrokiem Kakashi-sama cofnął się o krok.
- No dobrze. Na sam początek chcem wiedzieć dlaczego chcesz się uczyć korzystać z sharingana.
Prychnęłam.
- Chcem zdać egzamin na chunina i aby być tak silna jak tata. Wtedy może zbliże się do niego chociasz trochę.
Kakashi-sensei po raz kolejny wydawał się być zaskoczony. No tak nie mówiłam nikomu dlaczego tak bardzo zależy mi na zdobyciu siły.
- W tym momencie skasowałaś mi wszystkie dalsze pytania.
- Myślał pan, że jestem kimś dla kogo siła oznacza przewagę nad innymi i znęcanie się nad nimi?-Kakashi-sensei przytaknął- To teraz pana zdziwię. Jestem niezdarna i nie umiem dokuczać innym. To zawsze ktoś drugi naśmiewał się ze mnie. I chcem być silna aby móc poczuć chociaż jeszcze raz cząstkę taty. Rzeczywiście zdziwiłam Kakashiego-sama. Czułam ulgę. W końcu powiedziałam swój cel jaki chcem osiągnąć jako shinobi. Byłam niemal pewna, że moje cele są bezwartościowe. Inni mieli lepszą drogę. Na przykład Fuji, chciał harmonii między sobą a chakrą. Ja nie jestem przekonana co do swoich celów. Dla mnie są bardzo ważne,  ale dla wszystkich innych nie. I tu miałam problem.  Muszę go rozwiązać jeśli chcem wygrać egzamin. Kakashi-sensei rozwiał moje wątpliwości szęścioma słowami.
- To jest cel godny prawdziwego shinobi.
Tym razem ja byłam zaskoczona. Nie miałam wątpliwości, że właśnie tymi słowami rozwiałam swój strach i niepewność. Miałam dług, i to wielki, u sensei.
        Cały tydzień spędziłam na walkach z Kakashim-sensei. Uczył mnie korzystania z sharingana w różnych momentach. Umiałam jeszcze szybciej dostrzec kolejne ruchy przeciwnika. Polepszyła mi się orientacja w terenie i moja niezawodna intuicja. Teraz ostrzegała mnie dwa razy szybciej. Pod koniec treningu pokonywałam Kakashiego-sama w ciągu pięciu minut. Byłam z tego niezmiernie zadowolona. Oznaczało to, że stałam się silniejsza. I to jeszcze nie był koniec. Czekał mnie również trening z Naruto-sensei. No to już w ogóle będę nie pokonana. Zaśmiałam się na samą myśl o tym. Szybko wstałam z łóżka i poszłam się ubrać.  Dzisiaj zaczynam trening z Naruto-sensei. Byłam podekscytowana. Zawsze sensei zwracał większą uwagę na moje treningi, ale dzisiaj miało być inaczej. Nic nie będzie go rozpraszało ( np. Koruto ściągający ubrania z siebie dla żartów). On mnie cały czas zadziwia. Fuji i Koruto też zdali do dalszego etapu. Nie chciałabym z nimi walczyć. Jednak jest to możliwe. Musiałam skupić się na treningu.
     Szłam przez uliczki wioski. Po drodze spotykałam ludzi,  którzy życzyli mi powodzenia w walkach. Pojedynki miały odbyć się za dwa tygodnie,  a ludzie już we mnie wierzyli. Nie dziwię się im. W końcu jestem córką Itachiego. Geniusza wioski. Gdyby nie złe towarzystwo Akatsyuki mój tata na pewno mógłby zostać Hokage. Nie znam zbytnio przeszłości taty, jednak czas, który z nim spędziłam był bezcenny. Na polanie zastałam Boruto i Himawari-chan. Chłopak był w wieku Sarady, miał około ośmiu lat. Z tego co słyszałam Naruto-sensei kiedyś miał taki sam charakter jak Boruto. No nic, trudno. Podeszłam do nich i się przywitałam. Już parę razy pilnowałam Himawari, kiedy Boruto wraz z Naruto-sensei trenowali, a Hinata-sama była w szpitalu. Dziewczynka od razu rzuciła się, aby mnie przytulić. Wtuliła się i czułam jak kąciki jej ust rozsuwają się w uśmiech. Byłam szczęśliwa. Lubiłam Himawari-chan. Niespodziewanie na polane wkroczył mój wujek Sasuke. Nie miałam bladego pojęcia co chce osiągnąć jednak nie mogłam na razie nic powiedzieć. Wujek podszedł do mnie i spokojnym głosem powiedział:
- Będę cię uczył jak używać sharingana. Naruto będzie twoim nauczycielem w ostatnim tygodniu.
-Co?! Ja przecież potrafię używać sharingana.
-Że co? Ja miałem cie uczyć. Kto cię uczył?
-Kakashi-sama.
Mina wujka Sasuke była bezcenna. Ten wyraz twarzy mówił: Zostałem oszukany. I dlaczego ona już to umie?Byłam...usatysfakcjonowana?? Tak to dobre słowo.  W końcu mogłam zadziwić czymś swojego wujka. Himawari zaczęła się śmiać. Była, jak to określić, rozbawiona. Ja po części również podzielałam jej ,, entuzjazm". Nigdy nie widziałam zmieszanego ani zaskoczonego wujka. To był bezcenny widok. Uśmiechnęłam się i usiadłam. Momentalnie na moich kolanach przycupnęła Himawarii. Ona po prostu kochała siedzieć mi na kolanach. Wujek Sasuke wydawał się być nadal zmieszany. Niespodziewanie na polane wbiegł Fuji. Najwyraźniej uciekał przed czymś lub kimś. Wstałam i nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy chłopak schował się za moimi plecami i powiedział:
-Weź mnie ratuj. Ja dłużej nie wytrzymam!
- Ale o co chodzi? Ja nic nie wiem. Wytłumacz swoje zachowanie czy coś.
Chłopak pokręcił przecząco głową i wskazał palcem miejsce, z którego przybiegł. Jak się okazało Fuji uciekał przed Koruto. Hyuga miał na sobie sukienkę, bardzo podobną do tych,które mam, makijaż na twarzy i włosy uczesane w kitka. Jakby się tak bliżej przyjrzeć był fascynująco podobny do... mnie?!
-On jest podobny do mnie!- odwróciłam głowę w stronę Fujiego- Co on odwala?!
- No bo ten. Zaczął mi dokuczać jak, no ten, powiedziałem, że my się no- Fuji ściszył głos-całowaliśmy. I on teraz mi dokucza, ale dzisiaj przesadził. Wziął jedną z twoich sukienek i tak ubrany przyszedł do mnie ma trening.
- Że co?! Jak ?! Zabije go!
Koruto właśnie zbliżał się do mnie, więc dyskretnie wyjęłam kunai i rzuciłam się na biednego chłopaka, który kompletnie nie spodziewał sie ataku z mojej strony.  Usiadłam na jego klatce piersiowej i przyłożyłam kunai do jego szyji. Nachyliłam się i wręcz warknęłam.
-Co to ma znaczyć?  Tłumacz się !
Koruto był przestraszony, jednak zachował spokój i wziął głęboki oddech. Po chwili powiedział:
- Wyluzuj Hina. To tylko głupie żarty.
- Żarty?! Jesteś w mojej sukience! W dodatku udajesz mnie co mi się nie podoba.
- Od kiedy jesteś taka spięta?
Westchnęłam. Pokręciłam głową i zeszłam z Koruto.
- Doprowadzicie mnie kiedyś do załamania nerwowego.
Ku mojemu zaskoczeniu Koruto zdjął sukienkę,  na szczęście miał pod spodem swoje ubrania i przytulił mnie. Od momentu, w którym po raz pierwszy widzieli moje zdjęcia z tatą i dowiedzieli się, że on nie żyje,  zawsze ptzytulali mnie wtedy kiedy widzieli, że się załamuje. Były to przyjacielskie uściski,  jednak od pewnego momentu mają one inne znaczenie. Wiem, że dla Fujiego oznaczały początek związku,  jednak Koruto też tak samo mnie tuli. W tej chwili miałam mętlik w głowie. Nie wiedziałam co już jest prawdą, a co nie. Do tej pory czułam pocałunek Fujiego, ale z drugiej strony Koruto zaczął zachowywać się jak mój chłopak, a nie przyjaciel. Hyuga dbał o to abym nie zmarzła i jadła regularne posiłki. Nadal mam problem z jedzeniem. W tym momencie naprawdę się załamałam. Do moich myśli niespodziewanie zakradł się głos taty:,, Rób co chcesz, ale pod jednym warunkiem.  Zawsze słuchaj swojego serca i sumienia. To one powinny dać ci znak, że coś robisz źle". Na dzień dzisiejszy tym głosem serca i sumienia jest moja kochana intuicja. Zawsze mnie ostrzegała. Może dzisiaj da mi jakąś radę?  Skoncentrowałam się i zaczęłam iść w głąb siebie. W połowie drogi odnalazłam to czego szukałam.  Na pniu przechylonego drzewa siedziała uśmiechnięta dziewczyna. Była podobna do mamy, jednak wiedziałam, że to tylko ja tak ją postrzegam bo od zawsze brakowało mi mamy. Stanęłam przed nią i powiedziałam:
- Wiem, że zawsze ostrzegasz mnie. Jednak dziś chciałabym abyś mi doradziła.
Dziewczyna skinęła głową i zaczęła myśleć. Po chwili powiedziała:
- Znam odpowiedź na twoje pytanie, chociaż zapomniałaś go powiedzieć. Moim zdaniem Fuji i Koruto zakochali się w tobie. Jednak ty kochasz Hujiego. Powinnaś wybrać swojego wybranka serca od najmłodszych lat.
Skinęłam głową i świadomością powróciłam do siebie. Nadal byłam w ramionach Koruto. Za Hyugą stał wkurzony już Fuji. Kopnął tulącego się do mnie chłopaka i wyrwał mnie z jego objęć. Objął mnie i groźnie spoglądał na Hyuge. Gdyby nie powaga chłopców najpewniej zaczęłabym się śmiać. W oddali dostrzegłam idącego Naruto-sensei. Miałam świetną wymówkę, aby wyrwać się z tej głupiej sytuacji. Uśmiechnęłam się i już stałam obok Hokage. Moja szybkość zdziwiła chłopców jak i samego sensei. Oczywiście nie wspomnę o wujka,  który nadal zachowywał się jak piąte koło u wozu. Uśmiechnięta od ucha do ucha szłam krok w krok z Naruto-sensei. Jak się okazało szybsza reakcja mojego instynktu spowodowała, że się nie przewracałam. Byłam z tego zadowolona. Na widok Hokage Boruto i Himawarii od razu pobiegli w jego kierunku.
  Po krótkich wyjaśnieniach okazało się, że Naruto-sensei pomylił się mówiąc, że mój trening poprowadzi Sasuke-san. Miałam farta, ponieważ Kakashi-sensei poprawił moje słabości i wzmocnił zalety. Chciałam jak najszybciej przejść ten egzamin. Chciałam być bliżej taty. Spuściłam głowę. Po chwili poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Był to sensei.
- Chodź za mną. Muszę w końcu sprawdzić ile się nauczyłaś.
Hokage uśmiechnął się i ruszył w stronę miasta. Szybko pożegnałam się z przyjaciółmi i ruszyłam za Naruto-sensei.

- Ale musze to zrobić?
- Tak. Jeśli chcesz abym dopuścił cie do finałowego etapu egzaminu.
Naruto-sensei  uśmiechnął się od ucha do ucha.
-To jest szantaż.
- Wiem.
Westchnęłam. Miałam przejść na rękach wokół Konochy dwadzieścia razy. Było to trochę głupie. Jednak jak usłyszałam o mistrzu Gai i jego pięciuset okrążeniach, natychmiast zabrałam się za trening. Uważałam, że to trochę obciachowe,  ale nie miałam innego wyboru. Jutro zaczynały się walki, więc był to mój ostatni trening. Miałam już opanowanego sharingana, umiałam wykorzystać jak najmniej chakry do technik i najważniejsze nauczyłam się nowych i bardziej zaawansowanych technik. Jednym słowem byłam gotowa.
    Po dwudziestu okrążeniach miałam wolne. Mój trening dobiegł końca. Kiedy zabierałam swoje kunai, zauważyłam kartkę. Wzięłam ją do ręki i porzeczytałam.
,, Uchiha Hino, twój ojciec żyje.  Nie zginął tak jak mówił to Gyrturii Jeo, który w tym czasie był z Itachim-sama na misji. Przyjdź jutro o północy pod najstarsze drzewo w wiosce. Wytłumaczę ci wszystko."
Co to ma być?  Przecież mój tata... on nie... jak?! To co było napisane budziło u mnie dreszcze. Co jeśli śmierć taty to kłamstwo? Nagle mój instynkt się odezwał. * Nie dowiesz się niczego póki nie pójdziesz jutro pod najstarsze drzewo* Mój instynk miał rację. Chociaż z drugiej strony to mógłbyć ktoś z moich jutrzejszych przeciwników. * To nie możliwe.  Nikt nie zna twojego sekretu. A Fuji i Koruto nie zrobiliby ci tego.* I znów moja podświadomość ma rację. Co ja bym bez niej zrobiła. Zabrałam swoje rzeczy z przekonaniem, że po walkach udam się porozmawiać z osobą, która napisała ten list.
   Z wielką trudnością zasnęłam. W głowie cały  czas odbijały mi się echem w głowie słowa z listu. Jakim cudem mój tata żyje? Nigdy w to nie wątpiłam, jednak pogodziłam się z jego śmiercią. Mój sen to był jeden istny koszmar. Krew na ścianach, na moich rękach, a co najważniejsze na osobie, którą brutalnie i z zimną krwią zabiłam. Był to ktoś kogo dobrze znałam. Najwyraźniej kochałam tą osobę, ponieważ po policzkach płynęły mi łzy. Spojrzałam się w oczy trupa i z przerażeniem stwierdziłam, że to moje oczy. Tą osobą , martwą i leżącą w wielkiej kałuży krwi, byłam ja.
    Obudziłam się z krzykiem. Poczułam jak ktoś mnie przytula. Był to Fuji. Od miesiąca sypiał w moim domu i nie wiedząc czemu w moim łóżku. Byłam tym zirytowana, jednak przypomniałam sobie, że jutro jest piąta rocznica śmierci jego matki. Z powrotem położyłam się i starając zapomnieć o śnie wtuliłam się w klatkę piersiową chłopaka. Ten objął mnie jeszcze mocniej. Kochałam go, a on najwyraźniej kochał mnie. Wiem,  że brzmi to trochę dziwnie. Trzynastolatka śpi z chłopakiem. Jednak to nie jest tak. Oboje straciliśmy rodziców i na pewno uspokaja nas obecność drugiej osoby. Wystarczyłoby aby Fuji mnie przytulił. Jednak on jest ode mnie słabszy na tym gruncie. Nie okazuje emocji jeśli ktoś patrzy. Niestety kiedy zostaje sam, płacze. Jest mi go naprawdę szkoda. Tym bardziej, że ja nie wiem jakie to uczucie mieć mamę. Chociaż patrząc na zachowanie cioci Sakury w stosunku do mnie mogę sobie to wyobrazić. Jako, że wychowywał mnie tata od małego wiem,  że płacz niczego nie rozwiąże. Wtuliłam się mocniej w Fujiego i próbowałam zasnąć. Niestety nie mogłam. Moje myśli wędrowały wokół listu. Jak bym dorwała tego co to napisał, to bym chyba zabiła. Żeby w przeddzień mojej najważniejszej walki tak wyprowadzić mnie z równowagi! To już przesada. Poczułam lekkie ukłucie w brzuchu i już wiedziałam, że moja intuicja chce coś powiedzieć. * Skup się!!! Nie możesz myśleć o tym liście całą noc. Jutro masz ostatni etap egzaminu ! Chyba nie pozwolisz, aby coś takiego popsuło ci tak ważny dla ciebie dzień !* Westchnęłam. Ona miała rację. Muszę się skupić na jutrzejszej walce. Miałam cel, który został zaburzony listem, jednak udało mi się znów powrócić do zamierzonego celu. Uśmiechnęłam się i tym razem udało mi się zasnąć.
    Rano wstałam bez problemu.  Szybko się ubrałam. Spakowałam kunai, założyłam ochraniacz na szyję i już miałam wyjść, kiedy przypomniałam sobie o Fujim. Chłopak nadal spał. Westchnęłam.  Ze mnie na prawdę jest ranny ptaszek. Podeszłam do łóżka i zwaliłam na podłogę śpiącego. Fuji momentalnie się obudził.  Wstał i śpiący przetarł oczy. Uśmiechnęłam się. Chłopak widząc mnie zapytał:
- Dokąd się wybierasz?
No tak zapomniałam, śpiący Fuji równa się  idiotyzm w czystej postaci. Pokręciłam głową i odpowiedziałam:
- Dzisiaj jest ostatni etap egzaminu na chunnina, więc jeśli się nie pośpieszysz to się spóźnisz
Chłopak od razu zaczął szukać swoich rzeczy. Zrezygnowana poszłam do kuchni. Zrobiłam Fujiemu śniadanie. Sama wypiłam tylko ostatnią  lemoniadę. Właśnie muszę później iść do sklepu. Cieszyłam się, że mimo tylu niewiadomych potrafiłam myśleć o czymś tak błachym jak zakupy. Strasznie stresowałam się walkami, jednak w głębi serca wiedziałam, że nie mam czego. Byłam szkolona najlepiej jak mogłam. Resztę załatwi łut szczęścia.
      Na trybunach areny siedziała cała wioska. Od razu poczułam ucisk w brzuchu. Byłam zdenerwowana.  Dopiero teraz uświadomiłam sobie,  że oni wszyscy przyszli zobaczyć moją porażkę. * Albo zwycięstwo! Nie zapominaj o tym, że ciężko trenowałaś przez ostatnie trzy tygodnie* Moja podświadomość, potocznie zwana intuicją, miała rację. Wzięłam głęboki wdech i uśmiechnęłam się najszerzej jak mogłam.  Miałam powód do uśmiechu,  gdyż obok mnie stał Koruto. W tej chwili chłopak przedrzeźniał Hokage.
- Wiesz, że sensei później cie za to ukarze?
- Przecież on nawet tego nie widzi.
- To spójrz na niego, jest zły.
Koruto odwrócił głowę w stronę sensei i od razu schował się za mną. Nagle pomyślałam, że z trybun wyglądało to przekomicznie. I miałam racje. Wśród tłumu rozniósł się śmiech. Jednak tylko ja wiedziałam dlaczego Koruto się tak zachował. Znałam przecież swojego nauczyciela. Naruto-sama wydawał się być wesoły i w dość pogodny sposób mówić o ostatnim etapie,  jednak tak na prawdę w oczach miał iskierki, które świadczyły o tym, że jest zły. Umiałam rozpoznawać u Hokage-sama gniew. Wielokrotnie gniewał się na Koruto, a ja przyglądałam się mu bardzo uważnie. No i proszę,  moje obserwacje dały efekt. Mogłam rozpoznać u Naruto-sensei gniew i inne emocje. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w głos egzaminatora. Właśnie zapowiadał pierwszą walkę. Ten pojedynek miał odbyć się między Fujim a Koruto. To będzie wspaniałe widowisko. Jednak ja jestem rozdarta. Komu kibicować?  Oboje byli mi bliscy. Postanowiłam, że będę im dwum kibicować po równo.  Zeszłam z areny na trybuny. Kiedy weszłam w korytarz prowadzący na górę,  ktoś pociągnął mnie za koszule. Odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynę. Miała ona jasno fioletowe włosy. Była wyższa ode mnie o jakieś dwadzieścia centymetrów.  Ubrana była w długi ciemny płaszcz. Nic więcej nie mogłam dostrzec,  było za ciemno. Kobieta, bo zdążyłam już ustalić na oko jej wiek, założyła niesforne kosmyki włosów za ucho i powiedziała:
- Wiem, że miałam rozmawiać z tobą dopiero wieczorem,  ale nie mogłam czekać.  Sytuacja jest zbut poważna.
- Co?! To ty napisałaś ten list?
- Tak, proszę wysłuchaj mnie, nie mam zbyt dużo czasu. Ścigają mnie Anbu.
- Dobrze wysłucham cie.
Kobieta skinęła głową.
- Twój ojciec wpadł na trop pewnego demona. Za swój cel obrał zabicie go. Uważał, że jeśli potwór wpadnie do wioski, on sam nie będzie mógł spokojnie spać. Nadal jest na swojej misji.- kobieta wyjęła kawałek kartki i podała mi go- To jest list od twojego ojca do ciebie.
Podała mi kartkę i zniknęła. Zaskoczona szybko ruszyłam na trybuny. Chłopcy nadal walczyli. Miałam okazję przeczytać list. Otworzyłam starannie zgiętą kartkę i zaczęłam czytać.  ,, Droga córeczko
    Chciałem przekazać Ci cel mojej misji, jednak nie chcę abyś mieszała się w nią. Znam Cie i wiem, że na pewno wmieszasz się i tak, niezależnie co bym napisał i kogo wysłał, aby Cię powstrzymał.
      Zamiast tego jak bardzo nie chciałbym , aby coś Ci się stało,  napisze jak bardzo Cię kocham. Tęsknię za Tobą. Chciałbym Cię przytulić i pochwalić bo na pewno zdałaś akademię. Nie wiem kto jest twoim nauczycielem,  ale biorąc pod uwagę twoją ambicje powinnaś niedługi zdać egzamin na chunnina. Trzymam kciuki za każdy egzamin i za każdą misję jaką będziesz wykonywać. Chciałbym być przy Tobie i Cię wspierać, jednak jest to niemożliwe. Nie mam zbyt dużo czasu. Właśnie będę przekraczać rzekę.
     Życzę Ci powodzenia we wszystkim co robisz. Pamiętaj słuchaj głosu serca. Kocham Cię.
                                   Tata"
Ten list był krótkim zastrzykiem energii. Teraz wiem, że tata wierzy we wszystko co robię mimo, że nie ma go przy mnie.  Byłam zdeterminowana. Koniecznie musiałam wygrać te walki i zaliczyć cały egzamin, aby stać się chunninem. Obiecałam sobie również,  że odnajdę ojca za wszelką cenę. Przygryzłam dolną wargę i próbowałam skupić się na walce przyjaciół.  Okazało się, że oboje przegrali. Oboje byli niezdolni do dalszej walki. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie będę musiała walczyć z jednym z nich. Tak bardzo chciałam tego uniknąć i udało się. Schowałam kartkę z listem od taty i wyczekiwałam zapowiedzi mojej walki z dziewczyną z Wody. Po dwóch sekundach usłyszałam początek.
- Następna walka odbędzie się pomiędzy Hiną Uchiha a Elizabeth L. Haruno.
Czy ja się nie przesłyszałam? Haruno? Przecież to klan mojej cioci!  Czyli są dwa klany Haruno?! Wybałuszyłam oczy na egzaminatora, jednak ten nie zauważał tego. Zeszłam na dół tak szybko jak potrafiłam. Kątem oka dostrzegłam pocieszający uśmiech sensei. Kiedy dziewczyma stanęła przede mną, egzaminator ogłosił rozpoczęcie się walki. Miała być to moja ostatnia, a przede wszystkim najważniejsza walka. Wiedziałam, że tylko czterech ninja dostała się do ostatniego etapu. Dwóch miałam z głowy,  jednak najgorsze dopiero przede mną.  Wzięłam głęboki oddech i uspokoiłam myśli, koncentrując się w pełni na walce. Jednak to nie było mi dane, gdyż Koruto został szybciej wypuszczony i krzyczał w moją stronę.
- Przegrasz Hina! Nie dasz rady!
No ja go zabije!  Wiedział, że jestem zdenerwowana dlatego postanowił ,w ten dziwny aczkolwiek skuteczny pomysł , rozluźnić mnie podczas walki. Czekaj,  podczas walki?!
* No tak głupolu! Walka się zaczęła! Uskocz w lewo! *
Zrobiłam to co kazała mi moja intuicja. Chyba ją jakoś nazwę.  Tylko jak? To może poczekać.  Teraz miałam walczyć. Znów odskoczyłam. Postanowiłam użyć sharingana tylko jak nie poradzę sobie z nią walcząc wręcz. Wyjęłam kunai i wysunęłam prawą rękę do przodu. W lewej trzymałam shurikany. Jak to określił kiedyś Koruto? Ach tak, ostre latające gwiazdki. Pamiętam,  że wtedy wszyscy tarzaliśmy się ze śmiechu.
* Nie myśl tyle!* No tak, zapomniałam, walka. Kątem oka dostrzegłam, że dziewczyna rzuciła we mnie kunai z karteczką wybuchającą. Moja reakcja była natychmiastowa.  Rzuciłam w kunai dwa shurikany. Uniknęłam tego jakże błachego ataku. Zaczęłam myśleć nad moimi następnymi ruchami. Skupiłam się,  myślałam i nagle cały mój świetny plan umknął mi, ponieważ zdekoncentrował mnie krzyk.
- Przegrasz!
No nie, ja tego idiotę zabije. Przysłużę się społeczeństwu. Spojrzałam się ukradkiem na Koruto i już wiedziałam. Dostanie za to co zrobił. Uniosłam głowę tak, że widziałam dokładnie przeciwniczke. Postanowiłam jak najszybciej pokonać ją i zmiażdzyć Hyuge. Włączyłam sharingana. Nie miałam czasu na zbędne działania. Miałem cel. Raczej dwa: zabicie Koruto i odnalezienie taty. Musiałam tylko pokonać Haruno. Podczas, gdy dziewczyna przyglądała mi się,  ja ruszyłam na nią. Byłam dla niej zbyt szybka. W sekundę stanęłam za jej plecami. W tym samym czasie przypomniałam sobie trzy najsłabsze punkty w ciele człowieka. Z całą moją siłą uderzyłam ją pod prawą łopatke, pod żebra z lewej strony i kopnęłam jak najmocniej w trzeci punkt znajdujący się na kręgosłupie. Kiedy dziewczyna walnęła w mur, wiedziałam, że już nie wstanie. Miałam racje. Egzaminator ogłosił koniec walki. Z szybkością wiatru znalazłam się obok Koruto i uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam. Chłopak domyślając się o co mi chodzi zaczął uciekać. To było bezsensowne, gdyż dogoniłam go po dwóch metrach. Wzięłam go za rękę i sprowadziłam z trybun. U góry było zbyt wielu świadków. W korytarzu zaczęłam go dusić. Tak zastał nas Naruto-sensei. Widząc nas automatycznie zaczął się śmiać. Spojrzałam na sensei i już wiedziałam, że nie mam szans zabić Koruto. Hokage-sama rozdzielił nas i powiedział:
- Wspaniała walka Hina.- odwrócił głowę w stronę Hyugi i Fujiego,  który kuśtykał w naszą stronę- wy też świetnie sobie poradziliście.
Nagle przypomniałam sobie o liście od taty i o tym co powiedziała mi tamta kobieta. Spojrzałam się na sensei i zrobiłam minę w stylu zbłąkanego psiaka.
- Czy mogłabym z sensei porozmawiać w cztery oczy?
Hokage wydawał się być zmieszany, jednak zgodził się.



XD właśnie skończyłam egzamin uff, następny rozdział będzie wprowadzeniem do następnej ,, arci"? Nie wiem czy to dobre słowo.

piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 6: Etap trzeci

  Ostatnie trzy dni były dla mnie męczarnią. Wieczne koszmary o mojej przegranej i ból niezagojonej do końca ręki. To wszystko mnie dołowało. Byłam przytłoczona negatywnymi emocjami. Gdyby nie Naruto-sensei na pewno poddałabym się. Niedługo odbędą się walki. Podobno przeszło aż siedem drużyn. Jedna była z Piasku druga z dźwięku trzecia z wody, a reszta z Konohy. Gdybym trafiła na kogoś z mojej wioski miałabym ułatwione zadanie. Poznałam wszystkie techniki pochodzące z wioski. Chyba jestem gotowa.
   W sali wydawało mi się, że jest duszno. Zebrały się wszystkie drużyny. Naruto-sensei uśmiechał się do nas dyskretnie. Przewróciłam oczami. Nasz sensei nigdy się nie zmieni. Jego uśmiech dodawał mi odwagi, ktorej w tej chwili potrzebowałam. Na środek wyszedł shinobi. Poprawił włosy i powiedział:
- Witam. Będę egzaminatorem w trzecim etapie. Zanim do niego przystąpimy odbędą się walki wstępne.
Walki wstępne?  No to już po mnie. Stresowałam się jedną walką, a co dopiero dwiema. Może będzie ich więcej. Jaka wtopa. Zaczęłam głośno oddychać. Nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam Koruto. Uśmiechał się do mnie. Kamień spadł mi z serca. Jednak można być beztroskim, nawet jak jest się zdenerwowanym. Spojrzałam na naszego nowego egzaminatora. Wydawał się pogodny, chociaż to mogły być moje przeczucia.
- Walki będą losowane. Wynik losowania pokazywany będzie na tym ekranie.
Ninja wskazał na ekran po lewej stronie.
- Pierwsza walka odbędzie się między- shinobi spojrzał na ekran- Hyuga Koruto a Tenery Aki.
Kiedy Koruto przechodził obok mnie, posłałam mu pocieszający uśmiech. Wszyscy poszliśmy do góry po schodach.  Dzięki temu mogliśmy lepiej widzieć walkę. Koruto wydawał się być poddenerwowany. Nic dziwnego, jego przeciwnikiem jest Aki.  Chłopak idealnie łączy chakre. Potrafi perfekcyjnie dobierać techniki do sytuacji. Miałam nadzieję, że Koruto poradzi sobie. W końcu ma Byakugena. Potrafi zablokować ujścia chakry. Taki styl walki klanu Hyuga. Egzaminator odchrząknął i powiedział:
- Czy jestescie gotowi? -spojrzał na chłopaków. Oboje przytaknęli.-W takim razie zaczynamy pierwszą walkę.
Aki wyjął kunai i uniósł go na wysokość oczu. Koruto włączył Byakugena i przyjął postawę charakterystyczną dla klanu Hyuga.Aki zaatakował. Koruto zablokował cios ręką i uderzył przeciwnika pod żebra. Ten nie mógł złapać oddechu.  Aki zaczął się najzwyczajnie w świecie dusić. Koruto nie czekał, aż przeciwnik dojdzie do siebie. Uderzył go bardzo blisko serca. Aki wypluł stróżkę krwi. Złapał się za klatkę piersiową. Uważnie obserwowałam ruchy Akiego i Koruto. Byłam zaskoczona postępami kolegi. Był o wiele szybszy niż podczas pierwszego treningu. Uśmiechnęłam się. Koruto mógł wygrać,  jednak biorąc pod uwagę umiejętności Akiego zastanawiałam się co chłopak zamierza. Może specjalnie daje się uderzyć, by sprawdzić siłę ataku swojego przeciwnika?  To było najprawdopodobne. Kiedy ktoś przysunął się do mnie,  podskoczyłam. Okazało się, że to dziewczyna z Piasku. Nie miałam pojęcia czego chciała. Zignorowałam ją i spojrzałam się na Koruto. Ewidentnie był skoncentrowany. Cały czas przyglądał się Akiemu. Czekał na jego ruch. Jego przeciwnik natomiast nie wydawał się zainteresowany dalszą walką. Próbował złapać oddech. Nagle Aki wyparował. Jak się mogło okazać był to jego klon. Zaczęłam szukać Akiego. Nigdzie nie mogłam go dostrzec.  Był szybki.
-Masz na imię Uchiha Hina prawda?
Spojrzałam na dziewczynę stojącą obok. Nie wiedziałam o co jej chodzi, jednak przytaknęłam. Nie było sensu ukrywać mojej tożsamości. I tak by się dowiedziała.
- Wiesz ten z klanu Hyuga to twój przyjaciel nie?
Mój umysł otworzył się bardzo szeroko. Nie miałam pojęcia co ona chce osiągnąć tymi pytaniami, jednak nie była przyjaźnie nastawiona. Na pewno chciała się czegoś dowiedzieć.
-Tak Koruto jest moim przyjacielem, a teraz jak byś mogła być cicho. Chciałabym skupić się na walce.
Teraz na pewno pomyśli , że nie mam podzielnej uwagi. To dobrze. Jak będę z nią walczyć będę miała asa w rękawie. Przegoniłam te myśli i znów skupiłam uwagę na walce Koruto. Na arenie nadal nie było widać Akiego. Chłopak przepadł. Byłam ciekawa co on kombinuje. Oddałabym wszystko, aby się dowiedzieć. Interesowało mnie jedno. Skoro Akiego nie było to czy on nadal bierze udział w walce? Przecież nie mógł wyparować. Nagle kątem oka dostrzegłam ruch. Skupiłam swoją uwagę w tamtym miejscu i po paru selundach dostrzegłam Akiego. Chłopak szybko ruszył w kierunku Koruto i wbił kunai w plecy przeciwnika. Ten nagle wyparował. Klon Koruto skutecznie odwrócił uwagę Akiego. Hyuga uderzył Teneryiego w serce. Tym razem był to skuteczny atak. Chłopak zgiął się wpół. Koruto kopnął przeciwnika w brzuch. Egzaminator widząc, że Aki jest w ciężkim stanie przerwał pojedynek. Podszedł do Teneryiego i sprawdził jego stan. Nastepnie shinobi wstał i powiedział:
- Na tym zakończymy pierwszy pojedynek. Hyuga Koruto wygrał.- egzaminator zwrócił się w stronę czekających obok lekarzy- Zabierzcie go do szpitala. Jego oddech jest nierówny.
Koruto szedł w naszą stronę uśmiechnięty. Wygrał i to go cieszyło. Stanął obok mnie i z wyższością spoglądał na arenę. Egzaminator odchrząknął i zaczął mówić:
- No dobrze, teraz zaczniemy drugą walkę.- shinobi spojrzał na ekran. Imiona, które się pojawiły wmurowały mnie.- Następna walka jest między Uchiha Hiną a Marke Garionem.
O cholera. To jest ten chłopak z Piaska, który siedział obok mnie na pierwszym etapie egzaminu. Miałam pecha. Z duszą na ramieniu zeszłam po schodach. Podeszłam do egzaminatora. Chłopak z Piaska stanął naprzeciwko mnie. W jego oczach widziałam żądze krwi. To na pewno będzie trudna walka. Niemalże podskoczyłam, kiedy usłyszałam:
- Zacznijcie walkę.
Wyjęłam kunai. Garion nie czekając na nic zaatakował mnie. Ledwo udało mi się uniknąć jego ciosu. Był szybki. Musiałam uważać jeśli chciałam wygrać. Przygryzłam kciuk. Z palca poleciała mi krew. Rosmarowałam ją po dłoni i zaczęłam zawiązywać pieczęci. Przywołałam dwa kruki. Jeden odleciał i szybował pod sufitem, a drugi siedział na moim ramieniu. Dzięki temu mogłam obserwować ruchy przeciwnika z góry. Garion zniknął i nie mogłam go znaleźć, dlatego zaczęłam obserwować sale z góry. Po sekundzie dostrzegłam go pod schodami. Zawiązywał jakąś pieczęć. Włączyłam sharingana i zaczęłam uważnie obserwować ruchy przeciwnika. Zaczęłam myśleć nad planem. Na początek wyjęłam kunai, aby inni pomyśleli, że chce walczyć wyłącznie bronią bo zużyłam całą chakre na przywołanie dwóch kruków. Kątem oka dostrzegłam, że inni uczestnicy egzaminu przyglądają mi się z ciekawością. No i dobrze. Niech wiedzą, że nie mają ze mną szans. Znów zaczęłam obserwować z góry Gariona. Chłopak właśnie skończył pieczęci. Za mną pojawiła się bardzo duża fala piasku. Nie zdążyłam uskoczyć. Piasek przysypał mnie. Na szczęście wiedziałam co robić. Jeden z moich kruków trzymał kunai latającego boga piorunów. Przeteleportowałam się. Pojawiłam się nad głową przeciwnika i szybko wyjęłam kunai. Wbiłam go w plecy Gariona. Chłopak zaczął się dusić. Kaszlał przy okazji plując krwią. Nie chciałam dać mu dojść do siebie. Kopnęłam go w brzuch. Garion poleciał na ścianę. Odbił się od niej, pozostawiając po sobie mocny ślad. Szybko znalazłam się za chłopakiem i kolejny raz kopnęłam go, tym razem w plecy. Miałam przewagę,  chociaż nadal  musiałam mieć się na baczności. Nie wiedziałam jak mam go wykończyć. Przecież do tej pory nie zabijałam. Miałam nadzieję, że egzaminator przerwie walkę tak samo jak było to w przypadku Koruto. Garion zaatakował mnie kunai. Szybko uskoczyłam. Miałam farta. Wykręciłam rękę chłopakowi i wbiłam mu kunai prosto w serce. Garion dusił się przez chwilę.  Pluł krwią na wszystkie strony. Całą dłoń miałam w jego szkarłatnej cieczy. Egzaminator rozszerzył szeroko oczy ze zdziwienia tak samo jak wszyscy na około. Ja sama byłam zaskoczona, że to już koniec. Odwróciłam się. Nagle poczułam, że powinnam kucnąć. Zrobiłam to natychmiast. Moja intuicja kolejny raz uratowała mi tyłek. Byłam jej dozgonnie wdzięczna. Kopnęłam przeciwnika z pół obrotu. Cofnęłam się na bezpieczną odległość i zaczęłam myśleć. Moje kruki nadal unosiły się pod sufitem. Mogłam ich użyć, chociaż mogłam wykonać tą samą technikę co Garion. Piaskowa fala powinna skutecznie odwrócić uwagę chłopaka. Tym razem wykończe go raz a dobrze. Zaczęłam zawiązywać pieczęci, które wcześniej wykonywał Garion. Wokół mnie wirował piasek. Fala zaczęła ruszać w kierunku przeciwnika. Oczywiście wiedziałam, że to nie zadziała na dalszą metę. Spojrzałam na salę z góry,  za pomocą moich kruków. Garion z łatwością uniknął tego ataku. Te pare sekund, które zyskałam były bardzo cenne. W tym czasie mogłam ułożyć dalszy plan działania. Chciałam jak najszybciej skończyć tą walkę. Miałam nadzieję, że dam radę. Chciałam wygrać i to bardzo. Nie miałam innego wyjścia musiałam użyć sharingana połączonego z kunai latającego boga piorunów, znowu. Tym razem mój plan polegał na zupełnie innej walce niż do tej pory. Wyjęłam wszystkie moje ,, specjalne" kunai i rozrzuciłam je po całej sali. Skoncentrowałam się i ustaliłam kolejność. Najpierw musiałam przerzucić przeciwnika przez całą sale, na drugi koniec. Tak jak zaplanowałam, teleportowałam się za plecami Gariona i kopnęłam go z całych sił. Chłopak przeleciał, tak jak planowałam, na drugi koniec sali.  Przeteleportowałam się i uderzyłam przeciwnika pod żebra.  Poleciał do góry. Mój instynkt się nie mylił. Teleportowałam się na górę i uderzyłam Gariona prosto w serce.  Chłopak upadł na ziemię. Nie ruszał się. Egzaminator podbiegł do Gariona i sprawdził jego funkcje życiowe. Po kilku sekundach zawołał lekarzy. Kiedy sanitaruusze zabrali chłopaka,  egzaminator powiedział:
- Drugą walkę zwycięża Uchiha Hina.
Uśmiechnęłam się.  Na reszcie koniec. Zaczęłam iść w stronę schodów. Jak się mogłam spodziewać potknęłam się.  Znając moje szczęście na bank będę miała poważne obrażenia. Na pewno dla innych musi to komicznie wyglądać. Po walce nie mam nawet zadrapania, a idąc ciężkie rany. Tak jak przypuszczałam upadłam na swoje własne kunai. Przebiłam sobie rękę. Krew spływała strumieniami. Poczułam również ból w lewej nodze.  Kiedy odwróciłam się,  okazało się, że noga była w fatalnym stanie. Szkarłatna ciecz płynęła tam gdzie chciała. Miałam rozwaloną łydkę. Skóra odchodziła od nogi. Jak by się tak dokładnie przyjżeć można było zobaczyć kość. Westchnęłam. Egzaminator zawołał lekarzy. Sam również do mnie podszedł.
- Masz pecha Hino. Żeby podczas walki nie mieć żadnych obrażeń, a po tem wywalić się i mieć poważne rany, musisz mieć naprawdę wielkiego pecha.
Skinęłam głową.  Wiedziałam, że pech to moje drugie imię. Czułam jak słabne. Lekarze wzięli mnie na noszę i zaczęli nieść w stronę wyjścia. Ból był do niewytrzymania. Niespodziewanie Fuji, Koruto i Naruto znaleźli się koło mnie.  Uśmiechali się do mnie i zapewniali ,że nic się nie stało. Nie byłam pewna czy mówią prawdę czy kłamią. Miałam jedynie nadzieje, że wyjdę z tego cała. Nagle widziałam tylko ciemność.  Nic po za tym.  Nieprzenikniony mrok.
    W moim śnie nie było nic oprócz krwi na moich rękach. Ta krew należała do Gariona. Jego wykrzywiona w bólu twarz nękała mnie. Nie wiedziałam czym sobie zasłużyłam na te koszmary. Może to moja podświadomość płata mi figle? Byłam tego niemal pewna. Ten stan trwał bardzo długo, miałam takie przeczucie. Kiedy w moich snach ,przepełnionych szkarłatną cieczą i przemocą , pojawił się Naruto, byłam wniebowzięta. Chciałam aby mój sensei uśmiechnął się i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Jednak zamiast tego rozpłynął się szkarłatnej krwi.
    Obudziłam się bardzo gwałtownie. Usiadłam na łóżku i zaczęłam się rozglądać. Leżałam w sali szpitalnej. Moja ręka, tak jak i na pewno noga, była zabandażowana. Spojrzałam w prawo i dostrzeglam śpiącego Fujiego. Opierał się o moje łóżko. Uśmiechnęłam się pod nosem. Tak bardzo go lubiłam. Dotknęłam jego włosów. Były jak aksamit. Śnieżnobiały aksamit, brzmi wspaniale. Kiedy ruszyłam się, Fuji się obudził. Przetarł oczy i ,najwyraźniej zaspany, powiedział:
-Hej, Hina. Jak się czujesz?
-Jak na niezdare całkiem dobrze.
Fuji zaczął się śmiać. Nagle przypomniałam sobie o egzaminie. Ile czasu byłam nieprzytomna? Czy egzamin się skończył, a ja niezdałam? Gdybym oblała byłoby to fatalne. - Fuji, ile czasu byłam nieprzytomna?  I co z egzaminem?
Chłopak przeczesał ręką włosy i odpowiedział:
- Byłaś nieprzytomna cały tydzien, a co do egzaminu on nadal trwa. Będą walki finałowe na arenie za trzy tygodnie. Oczywiście ty nie wiesz z kim walczysz bo spalaś.
Czyli jednak mam szanse się wykazać. Musze zacząć trenować jak najszybciej jeśli chcem zdać egzamin. Kiedy chciałam wstać, popchnęłam nie chcący Fujiego. Ten pechowo pociągnął mnie ze sobą. Spadliśmy tak, że Fuji jedną rękę miał na moim biuście, a drugą na biodrach. Dzieliło nas parę centymetrów od pocałunku, no i maska Fujiego. Chłopak zdjął ją i delikatnie musnął moje wargi. Zamknęłam oczy. Byłam wniebowzięta. Tak bardzo pragnęłam aby Fuji mnie zauważył. Teraz całował mnie. To szczyt moich marzeń. Wsunęłam ręce w jego włosy. Niestety ta wspaniała chwila nie trwała długo bo ktoś otwierał drzwi. Fuji szybko z powrotem założył maskę i wstał. Kiedy do sali wszedł sensei wraz z Koruto, zobaczyli mnie na ziemi i Fujiego, który pomagał mi wstać. Sensei zaczął się śmiać.  Kiedy już wstałam, Hokage powiedział:
- Potrzebujesz treningów. Dlatego uczyć cie będzie twój wujek. Pomoże ci opanować do perfekcji sharingana.
Skinęłam głową. Nagle sobie przypomniałam, że widziałam tylko walkę Koruto. Byłam ciekawa czy Fuji zdał dalej.
- Fuji, a co z twoją walką? Wygrałeś?
Chłopak przechylił głowę w prawo.
- Opowiedzieć ci?
Uśmiechnęłam się i usiadłam po turecku na łóżku szpitalnym po czym przytaknęłam.
- No więc: Kiedy lekarze wynieśli cie nieprzytomną, egzaminator zapowiedział następną walkę. Był to ktoś z wody i z naszej wioski.  Walki trwały długo. Moja była ostatnia i to z dziewczyną z Piaska. Kiedy stanąłem przed nią,  pomyślałem, że nie mogę jej uderzyć. Po prostu nie potrafiłem. Miałem przechlapane. Nagle przypomniałem sobie technikę, której używał Shikamaru-sama. Imitacja cienia mogła uratować mi skórę. Niestety szybko uświadomiłem sobie, że nigdy nie próbowałem używać tej techniki. Szybko zacząłem mieszać chakre. Dziewczyna szykowała się do ataku. Imitacja cienia nadal mi nie wychodziła mimo, że tak bardzo się starałem. Pierwszy atak dziewczyny przyjąłem, ponieważ nie mogłem się ruszyć. Chciałem aby technika była dobrze wykonana. Ponownie zmieszałem chakre i próbowałem użyć techniki. Wszystkie moje starania szły na marne. Obrywałem od dziewczyny z Piaska. Postanowiłem złamać swoje zasady i zacząć walczyć na poważnie. Porzuciłem pomysł z Imitacją Cienia. Kolejny raz zmieszałem swoją chakre i zacząłem formować pieczęci z techniki podziału cienia. Mój klon skutecznie odwrócił uwagę dziewczyny. Ja natomiast mogłem spokojnie podejść ją od tyłu. Kiedy stanąłem za nią, uniosłem kunai i tępym krańcem pozbawiłem ją przytomności. I tak oto w ten sposób wygrałem walkę z Piaskiem.
Powoli zeszłam z łóżka. Naruto-sensei  pomógł mi, ponieważ jak mogłam przypuszczać potknęłam się. Niedługo miałam spotkać się z wujkiem, który miał uczyć mnie do trzeciego etapu. Moim zdaniem jego ,, pomoc" będzie bezużyteczna, ponieważ jest słabszy od mojego taty. No, ale mówi się trudno. Taty nie ma i nie będzie. Tak bardzo za nim tęsknię. Stój,  miałam nigdy o nim nie myśleć przed jakąś walką. Wtedy się dekoncentruje. Uśmiechnęłam się do sensei i szybko pożegnałam się z Fujim i Koruto. Następnie ja wraz z Hokage ruszyliśmy do domu wujka Sasuke.




Gomene nie było mnie trochę ale wiecie szkoła i różne takie obowiązki,  ale spokojnie miałam czas na pisanie więc trochę jeszcze będzie tego opowiadania xD życzę miłego czytania